Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Coraz więcej miast, wiosek i innych miejsc zmaga się ze zjawiskiem nazwanym "overtourism", czyli z nadmierną turystyką. Niekończące się kolejki, zaśmiecanie i zadeptywanie najpopularniejszych atrakcji staje się normą. Właśnie dlatego władze niektórych miast decydują się na różne opłaty i ograniczenia dla odwiedzających, a specjaliści od turystyki tworzą zestawienia miejsc, których - dla ich dobra, powinniśmy unikać.
Zjawisko nadmiernej turystyki to nie tylko niekończące się kolejki do popularnych atrakcji i wszechobecny tłok. To również koszmar miejscowej ludności, nadmierna eksploatacja danych terenów, zaśmiecanie ich i paraliż komunikacyjny. W związku z tym eksperci popularnego serwisu turystycznego Fodor's Travel postanowili stworzyć listę miejsc, których - dla ich dobra - lepiej unikać. W rankingu znalazła się m.in. uwielbiana przez podróżnych Wenecja.
Szturm turystów wiąże się tam między innymi z ogromnym zniszczeniem środowiska; tysiące podróżnych przewozi się bowiem łodziami motorowymi, które zakłócają stan okolicy nie tylko hałasem, ale i falami. Na ich działanie narażone są chociażby fundamenty budynków. Pogarszająca się sytuacja w Wenecji sprawiła, że UNESCO rozważa wpisanie miasta na Listę Dziedzictwa Zagrożonego.
W rankingu ekspertów serwisu turystycznego na drugim miejscu znalazły się Ateny. Jak czytamy w Fodor's Travel, zdarza się, że mieszkańcy śpią z zatyczkami do uszu, bo nie są w stanie znieść głośnej muzyki i krzyków. Ponadto stolica Grecji, w której aż roi się od antycznych zabytków, z roku na rok zatraca swój niepowtarzalny klimat. - Mimo że tworzenie nowych hoteli jest zabronione, to i tak wiele historycznych budynków zmienia się na rzecz Airbnbs, a rząd przymyka oko na te i inne "użytkowanie gruntów" [...] - czytamy w Fodor's Travel.
Podobnych przykładów miejsc, które zalewane są co roku przez tłumy turystów, jest jednak znacznie więcej. Autorzy listy wymienili między innymi: Górę Fudżi w Japonii, Pomnik Narodowy gór San Gabriel w Kalifornii czy pustynię Atacama w Chile. Faktem jest, że w rankingu mogłoby się znaleźć o wiele więcej pozycji. I mimo że dla lokalnych przedsiębiorców, hotelarzy i restauratorów być może napływ turystów wiąże się z zarobkiem, to - jak głosi teza sformułowana przez Paracelsusa - tylko dawka sprawia, że dana rzecz staje się trucizną.