Do zdarzenia doszło w sobotę, 11 listopada w Ladispoli, nadmorskim miasteczku położonym około 50 km od Rzymu. Burmistrz Alessandro Grando wezwał mieszkańców do zachowania czujności i poinformował, że policja i pracownicy cyrku próbują schwytać dzikie zwierzę. Okazuje się, że sprawcą zamieszania był ośmioletni lew - Kimba.
Jak poinformowało CNN, około godziny 17:00 rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania drapieżnika, który uciekł z cyrku. Zwierzę błąkało się między samochodami i bramami domów, a materiały rejestrowane przez zaniepokojonych mieszkańców obiegały media społecznościowe.
Personel cyrku prowadzi operację przechwytywania przy wsparciu organów ścigania, które natychmiast przybyły na miejsce zdarzenia. Prosimy o zachowanie ostrożności i unikanie przemieszczania się do odwołania
- apelował burmistrz.
Po pięciu godzinach Kimba został schwytany i umieszczony w bezpiecznym miejscu. Według medialnych doniesień był przestraszony i znajdował się w stanie łagodnej hipotermii. Choć lew mógł wzbudzać strach, to Rony Vassallo, odpowiedzialny za zwierzęta w Rony Roller Circus zauważa, że nie stanowił większego zagrożenia. "Nawet przez sekundę nie miał instynktu, by zaatakować człowieka" - mówił AFP, na które powołuje się "The Guardian".
Jak doszło do ucieczki? Na ten moment mówi się o sabotażu. Pracownicy cyrku widzieli na miejscu trzy uciekające osoby, a także odkryli zepsuty zamek. Teraz służby prowadzą dochodzenie w sprawie zdarzenia.
Incydent przywrócił także debatę na temat szkodliwości cyrków, które nie tylko wiążą się z cierpieniem zwierząt, ale i stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Burmistrz Ladispoli zwrócił uwagę, że nie wyraża na nie zgody, ale nie ma wystarczających uprawnień, aby je zablokować. "Mam nadzieję, że ten epizod poruszy pewne sumienia i że w końcu będziemy mogli położyć kres wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach" - napisał w mediach społecznościowych. Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.