Do incydentu doszło we wtorek, 17 października na pokładzie Ryanaira. Pasażerowie wyruszyli z Belfastu w Irlandii Północnej, skąd mieli udać się do Edynburga. Ich podróż nie przebiegła jednak zgodnie z planem. Niedługo po starcie maszyna zawróciła na lotnisko początkowe.
O szczegółach zdarzenia poinformował jeden z pasażerów w rozmowie z lokalnym serwisem Belfast Live. Wytłumaczył, że podróżni od samego początku zdawali sobie sprawę, że "coś jest nie tak". Pilot krążył w pobliżu jednych z drzwi, podczas gdy stewardesy były "zapłakane" i "wstrząśnięte". Rozmówca portalu wyznał, że całe doświadczenie było przerażające.
Kiedy wylądowaliśmy, powiedziano nam, że przyczyną był problem z czujnikiem drzwi. Musieliśmy trochę krążyć, mimo że było to awaryjne lądowanie
- powiedział pasażer.
Głos w sprawie zabrał dyrektor zarządzający międzynarodowego lotniska w Belfaście, Graham Keddie. W rozmowie z BBC Radio Ulster, na które powołuje się Irish Mirror, powiedział, że chwilę po wystartowaniu w kokpicie zapaliła się lampka awaryjna.
Było to awaryjne ostrzeżenie świetlne o wzroście ciśnienia, więc kapitan natychmiast zszedł na niższy poziom i wrócił po pełnej sytuacji awaryjnej
- wyjaśnił.
Z kolei rzecznik Ryanaira określił incydent jako "drobny problem techniczny". Dodał, że po wylądowaniu przewoźnik podstawił alternatywny samolot, a pasażerowie mogli wylecieć do Edynburga jeszcze tego samego dnia. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.