Iłża

Takich pięknych ptaszków i Jezusików frasobliwych jak tu, nigdzie nie wyrabiają

Powiadają, że imć pan Twardowski, choć szlachcic, chciał się żenić z urodziwą krakowską mieszczką. Ta zwodziła go, kaprysząc:

"Chcę być kramarką na krakowskim rynku. Zbuduj mi tam domek, żebym miała gdzie sprzedawać garnki. Twardowski podkręcił wąsa, wziął ją za rączkę i wprowadził pod Sukiennice. A tam stał już domeczek z wypalonej gliny. Przed nim na półkach i na ławach rozstawiono garnki i garnuszki, donice i miski, dzbanki i dwojaczki. Wszystko śliczne, polewane w kogutki, kocie pazurki, sosenki, różyczki. Teraz zgodziła się zostać żoną Twardowskiego".*

A że garnki jejmości Twardowskiej były z Iłży, to się samo przez się rozumiało. W owych czasach były to bowiem markowe gary, podobnie jak dziś lśniące komplety Zeptera.

***

Jeśli ktoś będzie jechał drogą E 9 do Ostrowca Świętokrzyskiego albo dalej, na Rzeszów, niech zwolni za Skaryszewem, aby nie przegapić Iłży, którą od Skaryszewa dzieli ok. 17 km. Bo przez Iłżę przejeżdża się nad podziw szybko - jest niewielka, a ruch na przelotowej drodze znaczny. Miasteczko wprawdzie niewielkie (ok. 5 tys. mieszkańców), ale ma piękną przeszłość, której dowodzą kronikarskie zapiski i zabytki architektury - w pierwszej kolejności zamek.

Wyrasta na wyniosłej skale prosto przed nosem kierowcy wjeżdżającego do Iłży. Trzeba szybko podjąć właściwą decyzję, tzn. po hamulcach, potem skręcić w prawo i uliczką, jak z innej rzeczywistości, z kotami leniuchującymi na poszarzałych od deszczów parkanach, przejechać parę metrów i zakotwiczyć się u stóp efektownego zamczyska. Aż trudno uwierzyć, że tą samą dróżką wjeżdżał do warowni król Władysław Jagiełło, a i królowa Bona, towarzysząc małżonkowi, musiała się tędy turlać w wykwintnej kolasce.

Górzystość Iłży to przedsmak niedalekich Gór Świętokrzyskich. Położenie na wzniesieniu na skraju Niziny Mazowieckiej zadecydowało o karierze miasteczka. Wybór ze wszech miar słuszny w czasach, kiedy przezorny człowiek wolał mieć oko na okolicę. Tym się niewątpliwie kierowali założyciele osady, która spełniała wszelkie warunki, aby wznieść tu warownię. Tak się zaczęła kariera Góry Zamkowej. Dziś wieńczy ją okazała wieża w otulinie rozległej ruiny.

Zamek zbudował w 1340 r. biskup Jan Grot, przez stulecia był jedną z rezydencji biskupów krakowskich. Starszy, drewniany, został zniszczony w czasie najazdu Tatarów. Skromny zameczek Grota rozbudowali i zmodernizowali jego następcy, zamieniając w XVI w. w renesansową rezydencję na wszelki wypadek wzmocnioną nowoczesnymi jak na ówczesne czasy fortyfikacjami.

Niepozorna dzisiaj Iłża już w średniowieczu miała szpitalik na potrzeby ubogich mieszczan, a w okresie renesansu doczekała się nawet miejskiego wodociągu.

Były to czasy Jagiellonów, rozkwitu Rzeczypospolitej i dobrej koniunktury dla miasta, które już wcześniej radziło sobie nieźle, słynąc z doskonałych wyrobów garncarskich. Iłża może się też poszczycić tym, że w jej murach bywali królowie - Jagiellonowie i Wazowie, zaczynając od Władysława Jagiełły, a na Zygmuncie III kończąc (podobno właśnie tutaj jego syn Władysław IV po raz pierwszy zobaczył swą pierwszą żonę Habsburżankę Cecylię Renatę).

Po wojnach szwedzkich miasto podupadło. Zamkowi nie pomogły mury i obwarowania. Wystarczyło parę pożarów, by nikt nie chciał mieszkać w popadającej w ruinę budowli. Potem zaczęto zamek rozbierać, traktując go jako hurtownię materiałów budowlanych. Ale udało mu się przetrwać do naszych czasów, choć w nie najlepszej kondycji. Zachowała się tylko górująca nad miastem i okolicą wieża, doskonały punkt widokowy, który warto odwiedzić.

***

Wróćmy do garnków. Zrosły się z Iłżą, choć to już dawne dzieje, kiedy na poniedziałkowych targach rozchwytywali je kupcy specjalnie przyjeżdżający z daleka. Wielce je ceniły krakowskie gosposie.

W roku 1597 na słynny jarmark św. Michała w Krakowie tylko jednego dnia dostarczono tyle wyrobów iłżeckich, ile mogło przyciągnąć 56 koni. Wytwory miejscowych wybornych rzemieślników wywożono na Litwę, a nawet do Szwecji. W XIX w. garnki wyparł fajans. Dzisiaj echa dawnej tradycji widoczne są w ceramice, głównie figuralnej. Takich pięknych ptaszków i Jezusików frasobliwych jak tu, nigdzie nie wyrabiają. Można też obejrzeć piece garncarskie, np. ten przy ul. Wójtowskiej, trochę przypominający gniazdo termitów. Zabytkiem jest piec Stanisława Pastuszkiewicza, zmarłego w 1962 r., jednego z najwybitniejszych współczesnych rękodzielników. Pastuszkiewicze garnki lepili od dziesiątków lat, jeżeli nie dłużej, podobnie jak rodziny Malinowskich, Siedleckich, Godziszów i Gajewskich. Całe generacje iłżan trudniły się tą profesją. Bo wiadomo, nie święci garnki lepią.

***

Wędrując po miasteczku, warto zajrzeć do Muzeum Ziemi Iłżeckiej (wtorek-sobota, 9-14, niedziela 14-18, bilet 3 zł, ulgowy 2) w zabytkowym budynku przy ulicy Błazińskiej 1, gdzie zgromadzono głównie twórczość garncarską. Gmach szpitala został wzniesiony w 1754 r. w miejscu starego średniowiecznego. Przy wejściu zachowała się marmurowa tablica z herbem fundatora biskupa Andrzeja Załuskiego. Sąsiaduje z nią inna tablica, z 1938 r., przypominająca o zbrojnym czynie przeciwko austriackiemu okupantowi.

Tuż obok kościół pod wezwaniem św. Ducha z 1448 r. Erygował go biskup Zbigniew Oleśnicki. Murowany, z pięknym krytym gontem dachem, odbudowany w 1922 r. po zniszczeniach I wojny.

Opuszczając Iłżę i jadąc w kierunku Ostrowca Świętokrzyskiego, miniemy po lewej stronie rozlewiska Iłżanki, które tak piękne lśnią z wysokości zamkowej wieży.

* Cytat za: "Bajarka opowiada", zbiór baśni w opracowaniu Marii Niklewiczowej

W sieci

http://www.ilza.pl

Więcej o: