Strasbourg: reggae z katedrą w tle

Będąc w niemieckim Szwarcwaldzie, w pewien piękny weekend wpadłem do sąsiedniej Alzacji

Choć należy do Francji, nie do końca potrafi określić swoją przynależność narodową, ale jej stolicą jest na wskroś francuski Strasbourg.

Zwiedzanie miasta zacząłem od parku Orangerie pełnego fontann, stawów, pałaców i strzyżonych trawników. Wdrapałem się na szczyt stojącego nieco na uboczu pagórka, gdzie ku mojemu zdumieniu znalazłem coś na kształt bunkrów czy magazynów z drugiej wojny światowej pokrytych niezliczoną ilością graffiti. Zza krzaków dobiegał odgłos wystukiwanej na bębenkach muzyki reggae. Jak na bezpośrednie sąsiedztwo Parlamentu Europejskiego - dziwne miejsce. A i parlament służy nie tylko parlamentarzystom. Błyszczące, chromowane poręcze wysokich schodów doskonale nadają się do wymyślnych ewolucji na rolkach - raj dla skaterów. Nad tym wszystkim majestatycznie powiewa błękitna flaga zjednoczonej Europy.

Poszedłem dalej. Długi odcinek aż do centrum to prawdziwa poezja. Alee De La Robertsau - niebywałe, głównie secesyjne kamienice bogatych mieszczan. Jasne elewacje budynków znakomicie kontrastują z czarnymi pniami drzew. Place de la Republique - na środku pomnik obrazujący dziejowe rozdarcie tego przygranicznego miasta i całej Alzacji. Przedstawia młodą matkę podtrzymującą martwe ciała swoich synów, którzy zginęli, walcząc przeciwko sobie - jeden w armii francuskiej, drugi - niemieckiej.

Za mostem plac St. Etienne - centralny punkt starej dzielnicy okupowanej głównie przez studentów pobliskiego uniwersytetu.

I wreszcie magiczne miejsce Strasbourga - katedra Notre-Dame. Spotykałem się z nią po wielekroć: o świcie, o zachodzie słońca, w południe i o północy. Te witraże! Ta trójdzielna kolumna Aniołów! Ten niemal kilkupiętrowej wysokości zegar (połączenie szopki krakowskiej z fragmentem planetarium) wybijający dokładnie co do sekundy południe o jedenastej trzydzieści! Tak, Strasbourg zawsze był do przodu. O tym, jak bardzo charakterystyczna i zapadająca w pamięć jest ta budowla, niech świadczy wydarzenie, które nastąpiło jakiś czas później. Odbierając odbitki w jednym z monachijskich laboratoriów, zostałem zaskoczony pytaniem na temat zdjęcia dziewczyny siedzącej przy murze, z którego wystaje niewielka głowa smoka: - Czy to jest katedra w Strasbourgu? Po tym maleńkim fragmencie pytający poznał ogromną, naszpikowaną setkami rzeźb, kolumn i innych gotyckich ozdób katedrę Notre-Dame.

Plac przy katedrze to miejsce spotkań magów, mimów, malarzy i czarnych jak smoła handlarzy artystycznymi wyrobami afrykańskimi prosto z Hongkongu. To miejsce, gdzie koniecznie trzeba usiąść w jednej z otwartych do późnych godzin kafejek, by przy znakomitej kawie napawać oczy widokiem iluminacji ukazujących (przeoczone w ciągu dnia) niezwykłe fragmenty katedry i przylegających kamienic. Tak też uczyniłem, zostając pod wrażeniem do dzisiaj.

Więcej o: