Choć należy do Francji, nie do końca potrafi określić swoją przynależność narodową, ale jej stolicą jest na wskroś francuski Strasbourg.
Zwiedzanie miasta zacząłem od parku Orangerie pełnego fontann, stawów, pałaców i strzyżonych trawników. Wdrapałem się na szczyt stojącego nieco na uboczu pagórka, gdzie ku mojemu zdumieniu znalazłem coś na kształt bunkrów czy magazynów z drugiej wojny światowej pokrytych niezliczoną ilością graffiti. Zza krzaków dobiegał odgłos wystukiwanej na bębenkach muzyki reggae. Jak na bezpośrednie sąsiedztwo Parlamentu Europejskiego - dziwne miejsce. A i parlament służy nie tylko parlamentarzystom. Błyszczące, chromowane poręcze wysokich schodów doskonale nadają się do wymyślnych ewolucji na rolkach - raj dla skaterów. Nad tym wszystkim majestatycznie powiewa błękitna flaga zjednoczonej Europy.
Poszedłem dalej. Długi odcinek aż do centrum to prawdziwa poezja. Alee De La Robertsau - niebywałe, głównie secesyjne kamienice bogatych mieszczan. Jasne elewacje budynków znakomicie kontrastują z czarnymi pniami drzew. Place de la Republique - na środku pomnik obrazujący dziejowe rozdarcie tego przygranicznego miasta i całej Alzacji. Przedstawia młodą matkę podtrzymującą martwe ciała swoich synów, którzy zginęli, walcząc przeciwko sobie - jeden w armii francuskiej, drugi - niemieckiej.
Za mostem plac St. Etienne - centralny punkt starej dzielnicy okupowanej głównie przez studentów pobliskiego uniwersytetu.
I wreszcie magiczne miejsce Strasbourga - katedra Notre-Dame. Spotykałem się z nią po wielekroć: o świcie, o zachodzie słońca, w południe i o północy. Te witraże! Ta trójdzielna kolumna Aniołów! Ten niemal kilkupiętrowej wysokości zegar (połączenie szopki krakowskiej z fragmentem planetarium) wybijający dokładnie co do sekundy południe o jedenastej trzydzieści! Tak, Strasbourg zawsze był do przodu. O tym, jak bardzo charakterystyczna i zapadająca w pamięć jest ta budowla, niech świadczy wydarzenie, które nastąpiło jakiś czas później. Odbierając odbitki w jednym z monachijskich laboratoriów, zostałem zaskoczony pytaniem na temat zdjęcia dziewczyny siedzącej przy murze, z którego wystaje niewielka głowa smoka: - Czy to jest katedra w Strasbourgu? Po tym maleńkim fragmencie pytający poznał ogromną, naszpikowaną setkami rzeźb, kolumn i innych gotyckich ozdób katedrę Notre-Dame.
Plac przy katedrze to miejsce spotkań magów, mimów, malarzy i czarnych jak smoła handlarzy artystycznymi wyrobami afrykańskimi prosto z Hongkongu. To miejsce, gdzie koniecznie trzeba usiąść w jednej z otwartych do późnych godzin kafejek, by przy znakomitej kawie napawać oczy widokiem iluminacji ukazujących (przeoczone w ciągu dnia) niezwykłe fragmenty katedry i przylegających kamienic. Tak też uczyniłem, zostając pod wrażeniem do dzisiaj.