Jangcy od prze這mu do prze這mu

Zastanawia貫m si nie nad tym, jak co tak nieziemskiego mog這 powsta, ale dlaczego musi znikn望

Kiedy planowałem podr騜 do Chin, nie byłem pewien, czy uda mi się dojechać na południe, do Chongqing, miejsca, skąd rozpoczyna się spływ rzeką Jangcy. Po dwóch tygodniach w Chinach dotarłem tam jednak z grupą spotkanych w pociągu Polaków i ich chińskim przewodnikiem Hou. Okazało się, że podróż na trasie z Chongqing (prowincja Chongqing) do Yichang (prowincja Hubei), na której znajdują się trzy przełomy (ang. gorges), trwa od piątku do niedzieli i w trzeciej klasie kosztuje ok. 290 juanów (po targach zapłaciłem 240, czyli ok.110 zł). Za wycieczki płaci się osobno. Można je wykupić na statku albo kupować bilety samemu. Wybrałem tę drugą możliwość, bo nie zawsze miałem ochotę iść tam, gdzie wszyscy.

***

Piątek spędziłem w bardzo upalnym Chongqing, a wieczorem udałem się na statek. W mojej kabinie, choć skromnej, był telewizor i bardzo "oszczędna" toaleta - prysznic i toaleta (w Chinach większość toalet to dziura w podłodze) jedno w drugim, tzn. biorąc prysznic, można jednocześnie korzystać z toalety. Kabiny klasy pierwszej i drugiej różniły się od mojej tylko dywanem na podłodze. Odradzam klasę czwartą - w kabinach nie ma światła i wyglądają jak piwnice.

Po kilku godzinach na rzece zacumowaliśmy nocą w Guicheng, czyli Mieście Duchów. O 5 rano pobudka. Z daleka zobaczyłem olbrzymią sylwetkę Buddy na wzgórzu, a obok niej miasto. Na g鏎 wjeżdża się kolejką, oglądając po drodze świątynie, miejsca kultu i pagody. Od czasów dynastii Tang, tzn. do 618 r., zbudowano tu wiele świątyń, m.in. Świątynię Żywych i Zmarłych, Pałac Króla Piekieł, w których znajdują się rzeźby demonów i diabłów. Około 7 na szczycie wzgórza odbył się pokaz tańca w wykonaniu chińskich dziewczynek. Młode artystki, ubrane na żółto, trzymając wachlarze z twarzami demonów, tańczyły przy dźwiękach harfy. Poruszały się z taką gracją, że mógłbym je oglądać cały dzień. Niestety, miałem tylko cztery godziny na obejrzenie Miasta Duchów.

Następnym przystankiem było Shibao Zhai. Budowa tej drewnianej 56-metrowej świątyni na skale rozpoczęła się za panowania dynastii Qing (1644 -1911), w czasie panowania cesarza Kangxi (1662-1722). Na jej obejrzenie miałem niestety tylko pół godziny. W pośpiechu przedarłem się przez gąszcz ulicznych kupców i wszedłem po schodkach do świątyni. Na ostatnim piętrze znajduje się posąg Buddy, na ścianach można odnaleźć napisy upamiętniające budowę świątyni.

***

Niedzielny poranek znowu rozpoczęliśmy o 5 rano. Właśnie mijaliśmy Qutang Xia - pierwszy, najkrótszy (8 km) przełom na Jangcy. Chociaż widoczność nie była najlepsza, dostrzegłem olbrzymie skały o niezwykłych kształtach, niektóre porośnięte trawą. Ten dzień miał być punktem kulminacyjnym rejsu nie tylko dla mnie, ale i dla zaspanych, wychylających się zza burty Chińczyków.

Koło Wu Xia (drugi przełom) statek miał przepływać późnym popołudniem. Przedtem wybraliśmy się na wycieczkę do małych przełomów (innym statkiem). Wysokie skały, drzewa i strome klify, ukształtowane tarasowato, tworzyły niezwykłą mozaikę. Mijaliśmy też jaskinie i piękne wodospady. To naprawdę trzeba zobaczyć...

W półtorej godziny dopłynęliśmy do małego portu, gdzie znowu się przesiedliśmy, tym razem na małe, ok. 20-osobowe łódeczki i z dwoma wioślarzami na czele popłynęliśmy w górę rzeki. Małe przełomy spodobały mi się bardziej niż trzy duże. Są węższe, z bardzo ciekawymi formami skalnymi, a w dodatku mogłem obejrzeć je z bliska. Po dwóch godzinach byliśmy z powrotem na naszej łajbie i zmierzaliśmy ku Wu Xia (przełom 2) i Xiling Xia (przełom 3). Oba są bardzo długie, drugi ma 40 km, a jego klify wznoszą się na wysokość 900 m, trzeci - 80 km. Podziwiając te cuda natury, zastanawiałem się nie nad tym, jak coś tak nieziemskiego mogło powstać, ale dlaczego musi zniknąć. Rząd chiński buduje wielką tamę na rzece Jangcy, która ma być ukończona za pięć lat. Przełomy zostaną zalane, a 1,5 mln Chińczyków mieszkających w okolicach rzeki będzie przesiedlonych.

***

Dopłynęliśmy do tamy. Spływ to najważniejsza atrakcja w tej okolicy, nie zdziwiłem się więc, widząc mnóstwo innych statków. Zaproponowano nam zwiedzanie tamy, ale doszedłem do wniosku, że lepiej zostać na statku i obejrzeć ją z bliska. To był błąd. Zanim wpłynęliśmy na tamę, minęło kilka godzin, a następnych kilka zajęło nam schodzenie w dół rzeki. Dotarliśmy to Yichang (ostatnie miejsce podróży) grubo po północy. Zmęczony całodziennym zwiedzaniem położyłem się spać, ale już o 4.30 musiałem wstać, spakować się i wyruszyć autobusem z Yichang do najgorętszego miejsca w Chinach - Wuhan.

PS Spływ był tylko jedną z wielu atrakcji mojej miesięcznej samodzielnej wyprawy do Chin: Pekin - Xi'an - Chongqing - Wuhan - Szanghaj - Pekin

Wi璚ej o: