W 1998 r. ogłoszono konkurs na ekspozycję zdemontowanych i niszczejących po całej Litwie rzeźb z okresu sowieckiego. Do konkursu stanął Viliumas Malinauskas i kilka instytucji kulturalnych. Król marynat zaproponował, że odkupi rzeźby od państwa i stworzy park za własne pieniądze, czym wyeliminował konkurencję. Część prawicowych polityków i inteligencji głośno i długo protestowała przeciw prywatnemu muzeum twierdząc, że to obrażający pamięć narodu Disneyland, a rzeźby jako pamiątki tragicznej przeszłości powinny być pokazywane tylko w muzeach państwowych. Właścicielowi zarzucano, że chce być apologetą komunistycznej przeszłości. W odpowiedzi umieścił pod każdym pomnikiem podpis skonsultowany z litewskim Centrum Ludobójstwa i Ruchu Oporu. A swoim największym przeciwnikom postawił drewniane pomniki. Twierdzi, że wyrzeźbił je anonimowy artysta i podrzucił nocą pod bramę parku.
Syn Malinauskasa Riczardas od kilku lat jest burmistrzem Druskiennik. Nawet politycy w Wilnie przyznają, że pogrążone w ekonomicznej stagnacji Druskienniki odżyły pod jego gospodarskim okiem.