Pszczyna i Tychy

Jest tak, jakby flaga z herbem książąt von Pless hrabiów Hochberg nadal powiewała nad zamkiem

Rezydencję książąt pszczyńskich poznaliśmy dzięki filmowi Filipa Bajona "Magnat", z wieloma gwiazdami, m.in. Janem Nowickim, Bogusławem Lindą, Grażyną Szapołowską. Film filmem, jednak dopiero wizyta w Pszczynie dostarcza naprawdę niepowtarzalnych wrażeń.

***

Muzeum powstało w zamku już w 1946 r. Dziś możemy tu podróżować w czasie, cofając się o sto i więcej lat. Wnętrza czarują autentyzmem. Meble, obrazy, rzeźby, porcelana, trofea myśliwskie, bibeloty, fotografie trwają jak za ostatnich właścicieli. Ścianom przywrócono dawne kolory. Jest tak, jakby flaga z herbem książąt von Pless hrabiów Hochberg nadal powiewała nad miastem.

Pszczyna powstała przy leśnym szlaku handlowym z Krakowa na Śląsk. Zamek w XV w. otoczony wałem i fosą z mostem zwodzonym stopniowo przekształcano w reprezentacyjną rezydencję. Przebudowy w stylu renesansowym, a potem barokowym dokonują najpierw Promnitzowie, rządzący tu przez 200 lat od połowy XV w., a następnie ród Anhalt-Kothen. Od miejscowej ludności panowie na Pszczynie przyjmowali hołd lenny. Po wygaśnięciu rodu Anhaltów w 1846 r. dobra pszczyńskie przechodzą do von Hochbergów z Książa, tytułowanych odtąd książętami von Pless (niemiecka nazwa Pszczyny). Obecny wygląd zamku jest efektem dokonanej przez nich przebudowy w modnym wówczas stylu historyzującym. Zewnętrznym elewacjom nadano tzw. kostium architektury francuskiej z XVII w.

W plebiscycie z 1921 r. 74 proc. ludności Śląska opowiedziało się za przyłączeniem tych ziem do Polski. Książę Jan Henryk XI przyjął więc polskie obywatelstwo. W czasie II wojny światowej zamek był siedzibą instytucji hitlerowskich (Hochbergom zabrano rodowy zamek w Książu koło Wałbrzycha). Gdy pod koniec wojny przez Pszczynę przechodził front, w zamku utworzono szpital dla żołnierzy radzieckich. Na rozkaz dowództwa wyniesiono wyposażenie, dzięki czemu przetrwało. Hochbergowie rezydowali tu aż do nacjonalizacji w 1945 r.

***

Powozy wjeżdżały do wielkiej sieni wyłożonej dębową kostką, która wygłuszała stukot kopyt. Wchodzimy do holu - rogi i jelenie głowy z porożami, lustra w złoconych ramach, latarnie zwieszające się z gotyckiego sklepienia tworzą muzyczny rytm.

Tradycje myśliwskie panowały tu od zawsze. Psiarnia Promnitzów słynęła w całej Europie Środkowej, a tutejsze jelenie tak zachwyciły cara Aleksandra II, że w zamian za kilka sztuk przysłał żubry z Białowieży.

Jan Henryk Hochberg był Wielkim Łowczym cesarstwa niemieckiego.

Gdy Wilhelm II przyjeżdżał do Pszczyny na polowania i uroczystości rodzinne, czekały na niego cesarskie apartamenty. W czasie I wojny światowej była tu kwatera dowodzenia frontu wschodniego. Decyzje zapadały w salonie. Na wielkim stole pod żyrandolem z jelenich poroży rozkładano mapy wojskowe. Zegar, ozdobiony postacią myśliwego z psami, odmierzał czas.

Weneckie lustro odbija światło zza okna, rozjaśniając mrok. Okna typu porte-fenetre wychodzą na park, tworząc ramy żywych pejzaży. Ten starannie wypracowany efekt zastosowano we wszystkich zamkowych pokojach.

W cesarskiej garderobie dwie konsole z lustrami - Wilhelm II bardzo dbał o aparycję. Ukrywał niesprawność jednej strony ciała i zaburzenia równowagi. Mnóstwo ubiorów w dwu wielkich szafach może świadczyć o jego próżności. W sypialni w drewnianej boazerii ukryte są drzwi do łazienki - można tu obejrzeć cesarskie krzesło sedesowe.

Reprezentacyjną klatkę schodową z westybulem dobudowano w XIX w. Na pierwsze piętro prowadzą kamienne schody wzorowane na wersalskich. Stiuki imitują marmur. Na ścianie tkanina przedstawiająca pożegnanie Amazonek z synami - dar carycy Katarzyny II dla księcia Anthalta. Ogromną, złoconą lampę gazową z brązu przy wielkich okazjach opuszczano dwukrotnie w ciągu dnia za pomocą specjalnego mechanizmu. Wiszą tu też zdjęcia portrety wnętrz z 1907 r. - wykonywano je zawsze, gdy zmieniał się właściciel.

Prywatne apartamenty pana i pani domu na pierwszym piętrze obiega galeria lustrzana. I znów urzekający rytm drzwi, wielkich luster nad rokokowymi konsolami, japońskich waz, kryształowych żyrandoli, złoconych kinkietów.

W pokojach księcia mnóstwo akcesoriów myśliwskich i osobliwości: rogi muflonów, ogromny kieł słonia, róg nosorożca. W sypialni małe, proste łóżko.

***

Osiemnastoletnia angielska arystokratka Maria Teresa Oliwia Cornwallis-West, zwana Daisy, poślubiła Jana Henryka XV księcia von Pless w 1891 r. Niewygody ogromnego zamku w Pszczynie męczyły ją. Unowocześniła go, każąc zbudować łazienki na końcach pałacowych skrzydeł.

Salon w jej apartamencie był "w kolorze kwiatów jabłoni, zielonym i różowym, ze ścianami pokrytymi ręcznie haftowanym jedwabiem" (jak pisała w książce "Taniec na wulkanie 1873-1918"). Ten jedwab wiernie zrekonstruowano.

W sypialni Daisy stoją lakierowane na biało złocone meble, boazeria rzeźbiona i też złocona z girlandami gipsowych róż. W łazience z różowego marmuru, dekorowanej muszlami morskimi, pojemnik na ciepłą wodę ukryty jest w grubych ścianach.

Pierwsze dziecko pary książęcej zmarło, potem mieli trzech synów. Najstarszy był Henryk Jan, najbardziej kochany - Aleksander, najmłodszy -Bolko wyrósł na mężczyznę pięknego, ale słabego zdrowia.

Po urodzeniu trzeciego syna Daisy ma kłopoty z poruszaniem się (prawdopodobnie było to stwardnienie rozsiane), popada w depresję. Przeszło sześćdziesięcioletni książę rozwodzi się z nią. Za drugą żonę bierze międzynarodową awanturnicę, która wkrótce zacznie go zdradzać z jego najmłodszym, kilkunastoletnim zaledwie synem (tę historię opowiada "Magnat" Bajona).

Daisy, zagrożona represjami nazistów z powodu swego pochodzenia, ukrywała się u dawnej pokojówki. Zmarła pod koniec wojny w Wałbrzychu, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Zostały po niej pamiętniki, korespondencja, fotografie w albumach. W galerii paradnego apartamentu gościnnego wisi portret księżnej z najstarszym synem. Miała wtedy 23 lata. W gablocie pod obrazem ten sam co na portrecie pasek wysadzany turkusami, prezent od Bolka, oraz indyjska laseczka (dziś złamana). Przedmioty te powierzył pszczyńskiemu muzeum syn Bolka von Hochberg, także Bolko, wnuk Daisy urodzony w 1936 r. (mieszka w Monachium). Jako najstarszy - i ostatni dotąd - męski potomek tej gałęzi rodu nosi tytuł księcia von Pless.

***

W trójkondygnacyjnej jadalni, zwanej salą lustrzaną, olbrzymie zwierciadła na dwu przeciwległych ścianach przeglądają się w sobie w nieskończoność. Zwielokrotnia się w nich także niebo namalowane iluzjonistycznie na sufitowym plafonie. Niżej alegorie pór roku i znaki zodiaku. Odbywały się tu biesiady i bale. Z balkonów przygrywali muzycy. W lecie przyjeżdżał Georg Philip Telemann, który w 1704 r. został nadwornym kompozytorem Promnitzów. W sąsiedztwie bufetu mieścił się pokój do czyszczenia sreber i jadalnia dla służby, która w Pszczynie podzielona była na 33 kategorie.

Byłam tu w słoneczne majowe przedpołudnie. Nastrój tej sali, pełnej światła, zmienia się w ciągu dnia. Są też zwiedzania wieczorne, w blasku kryształowych żyrandoli. Dzieciom, zapraszanym do zamku na oglądanie i malowanie, pozwala się tu chodzić bez asysty.

Po parku w stylu angielskim, tak pięknie widocznym z pałacowych okien, biegają czarne wiewiórki. Prowadzi stąd 20-kilometrowa aleja dębowa do pałacyku myśliwskiego w Promnicach. Mija się pola, lasy i soczyście zielone pole golfowe.

Zameczek myśliwski Promnice nad Jeziorem Paprocańskim w stylu neogotyku angielskiego wybudował w 1861 r. Jan Henryk Hochberg. Upodobała go sobie Daisy: "Nad jeziorem wśród drzew, z dala od zgiełku, Promnice były dla mnie najmilszym ze wszystkich dworów" - pisała.

Pięknie tu o każdej porze dnia i roku. Od 1991 r. w zameczku jest hotel Noma i świetna restauracja. Gościł tu m.in. książę Albert, obecny król Belgii. Kameralny hotel ma 26 miejsc noclegowych w pokojach i apartamentach, w tym książęcy, do którego idzie się po kręconych schodach ozdobionych trofeami myśliwskimi.

***

Tyskie Browary książęce były perłą wśród licznych, należących do Hochbergów zakładów przemysłowych. Wieś Tychy w środku puszczy, kilkanaście kilometrów od Pszczyny, tradycyjnie organizowała dworskie wyprawy łowieckie (pierwsze wzmianki z 1536 r.). Jasne, wysokiej klasy piwo warzą tu od ponad 375 lat. Mitra, symbol biskupiej godności w znaku browaru tyskiego, upamiętnia pierwszego z władających tu Promnitzów, biskupa wrocławskiego Baltazara.

Książę Jan Henryk XI von Pless zmodernizował stary browar i zbudował nowy, wprowadził m.in. maszyny parowe. Pod koniec XIX w. był to jeden z najnowocześniejszych browarów w Europie. Podczas Wystawy Światowej w Paryżu w 1889 r. tutejszą żytniówką wzniesiono toast na wieży Eiffla.

Pejzaż starej industrii, oglądany podczas trzygodzinnego spaceru z przewodnikiem, robi niezapomniane wrażenie. Ogromna bryła ceglanego gmachu to słodownia. Pierwszy etap - produkcja brzeczki piwnej (wodny roztwór składników wyekstrahowanych ze słodu, doprawiony chmielem) toczy się w warzelniach. Ściany wyłożone są tu majoliką, wspaniałe kafle pochodzą z manufaktury w Karsruhe. Książę zalecił umiar w zdobieniach - powstało dzieło wyważone i piękne. Zgeometryzowane ornamenty powtarzają się na ścianach i stalowych balustradach schodów. Dominują brązy, szarości i błękity przetykane motywami kłosów jęczmienia i chmielowych szyszek.

Na wielkim obszarze Tyskich Browarów jest też park, budynki mieszkalne i kaplica, w której urządzono muzeum browarnictwa. Dom głównego piwowara, osobliwy, bo bez progów i stopni schodowych, miał służyć człowiekowi z wysublimowanym węchem i smakiem, pewnym okiem i szczęśliwą ręką. Wielokrotnie jednak w ciągu dnia próbował on piwa, a wiadomo, że nieco mąci ono umysł.

W domu kawalera, okazałym budynku z zegarem na wieży, mieszkali bezżenni panowie pracujący w browarach. Mieli tam kasyno, gdzie grali w karty i bilard, jedli i pili. Była też scena, a do obowiązków kawalerów należało coroczne przygotowanie przedstawienia jasełkowego.

W 1866 r. mistrzem browarskim, a wkrótce dyrektorem w Tychach, został Jullius Muller. Rozbudował browar, produkcja roczna wzrosła do 100 tys. hektolitrów, co było wówczas ilością astronomiczną. Gdy Muller zmarł, książę Jan Henryk XI wystawił mu pomnik-obelisk w ogrodzie z azaliami i rododendronami.

Dziś można oglądać trójwymiarowy film Mariusza Grzegorzka o piwowarstwie i Tyskim Browarze, podziwiać kolekcję butelek i kufli, oryginalne dębowe beczki, zagrać w gry piwne, ze specjalnej beczki mailowej wysłać elektroniczną pocztówkę.

A na koniec degustować piwo w pubie. Jest to program wyłącznie dla dorosłych. Zwiedzanie w trakcie produkcji pełną parą dla wszystkich - za darmo.

Więcej o: