Do miasta wchodzi się przez bramę przebitą w murach obronnych, za którą zaczyna się główna i w zasadzie jedyna ulica Gruyeres. Brukowany trakt stopniowo się rozszerza, przechodząc w wydłużony plac, na którym przez wieki odbywały się cotygodniowe targi. Pamiątką po nich jest podłużny blok kamienny, w którym wydrążono różnej wielkości zagłębienia służące do odmierzania zboża. Ziarno wsypywano do misy, skąd po odkorkowaniu otworu umieszczonego na dnie trafiało do worka nabywcy. Pośrodku placu stoi fontanna otoczona kamiennym basenem, w którym jeszcze w ubiegłym stuleciu kobiety robiły pranie. Dookoła placu stoją dwa rzędy domów, w większości białych, dwupiętrowych, z drewnianymi dachami mocno wystającymi przed lica budynków. Gdyby nie daty na fasadach, niełatwo byłoby odgadnąć, że to zabytki liczące po kilkaset lat - wszystkie są pieczołowicie odrestaurowane i ozdobione kwiatami.
Perspektywę placu zamyka budynek zwany Kalwarią z naturalnej wielkości figurą Chrystusa Ukrzyżowanego, z Marią i św. Janem po bokach. Choć przypomina kaplicę, w rzeczywistości to dawny magazyn zboża i soli.
Zaraz za nim wznosi się okazały XIV-wieczny dwór miejski rodziny St. Germain, w którym mieści się zdumiewające H.R. Giger Museum. Giger, szwajcarski architekt i grafik, zasłynął jako autor efektów specjalnych do filmu "Obcy" Ridleya Scotta (Oscar 1978). Kupił Château St. Germain i urządził w nim ekspozycję swojej twórczości, jak również dzieł innych artystów zajmujących się fantastyką. Muzeum zapełniają wizerunki groteskowych humanoidów i dziwaczne stwory biomechaniczne w surrealistycznym i "obcym" otoczeniu. Naprzeciwko muzeum Giger otworzył bar, którego zimne i przerażające wnętrze wiernie imitujące scenografię filmów Scotta kontrastuje z bajkową atmosferą starego Gruyeres.
Przemierzywszy miasteczko, stajemy u wrót zamku. Był on siedzibą lokalnej dynastii władców feudalnych panującej nad hrabstwem Gruyeres od 1080 do 1554 r. Ostatni z 19 kolejnych hrabiów Gruyeres, Michel I, wydając krocie na upiększenie rezydencji, popadł w olbrzymie długi. Wierzyciele - kantony Berno i Fryburg - podzieliły między siebie posiadłości rodu, kładąc kres istnieniu hrabstwa. Zamek popadał w ruinę. Zapadła decyzja, by sprzedać go osobie, która za równowartość materiału budowlanego podjęłaby się rozbiórki. Na szczęście w 1848 r. dwie zamożne rodziny genewskie - Bovy i Balland - odkupiły zamek i z pomocą zaprzyjaźnionych artystów doprowadziły do dawnej świetności.
Najstarszą częścią zamku jest donżon, jedyny fragment budowli, który zachował się po pożarze w 1493 r., resztę odbudowano w stylu renesansowym. Kręte schody prowadzą do bogato wyposażonych komnat zamkowych. Najcenniejsze są flamandzkie w hrabiowskiej sypialni. W Sali Rycerskiej ściany pokrywają freski opowiadające burzliwe dzieje hrabstwa Gruyeres. Namalował je w połowie XIX w. Jean Baptiste Camille Corot, słynny pejzażysta francuski, którego Daniel Bovy sprowadził z Paryża. W wielu pomieszczeniach zwracają uwagę ogromne kominki oraz witrażowe okna z motywami heraldycznymi. Najczęściej pojawia się biały żuraw (la grue) na czerwonym polu - godło hrabiów Gruyeres, które podobno obrał protoplasta rodu Wilhelm I, zobaczywszy lecącego żurawia na tle zachodzącego słońca.
Chyba najbardziej intrygującym eksponatem jest... odcięta dłoń ludzka, której pochodzenie przez wieki pozostawało zagadką. Według jednej z wersji przywiózł ją z Ziemi Świętej rycerz z Gruyeres, który w 1099 r. wyruszył na I wyprawę krzyżową. Mówiono także, że to dłoń rycerza rannego w bitwie w 1476 r., kiedy to Gruyeres odparło najazd połączonych sił Burgundii i Sabaudii. Inni twierdzili, że należała do złodzieja ukaranego za kradzież lub (na co miały wskazywać wyjątkowo szczupłe palce) do czarownicy spalonej na stosie.
Dopiero w 2003 r. dr Bruno Kaufmann z Instytutu Antropologii w Aesch udowodnił, że jest to prawa dłoń odcięta egipskiej mumii z III w. p.n.e. Prawdopodobnie znalazła się w Szwajcarii po wyprawie Napoleona do Egiptu, kiedy nastała moda na egiptologię. Wywóz mumii był zabroniony, więc przemytnicy ułatwiali sobie zadanie, wywożąc je w kawałkach.
Gruyeres, maleńka mieścina licząca zaledwie 170 mieszkańców, odwiedzana jest co roku przez kilkaset tysięcy turystów. Przyciąga ich nie tylko uroda zabytków i atmosfera dawnych epok, ale także renoma nieoficjalnej stolicy szwajcarskiego serowarstwa. Spośród ponad 400 gatunków sera produkowanych w tym kraju, gruyere, obok ementalera, należy do najsłynniejszych.
W serowarni Maison du Gruyere u stóp wzgórza zamkowego można podpatrzyć, jak się go robi. Dwa razy dziennie 36 farmerów dostarcza mleko, które warzy się w olbrzymich kadziach z dodatkiem podpuszczki i bakterii kwasu mlekowego. Powstały skrzep rozdrabnia się na tzw. ziarna serowe i po oddzieleniu serwatki masę serową przelewa się do drewnianych form, w których zastyga w formie kręgów o wadze ok. 35 kg. Przechowuje się je w piwnicach, gdzie systematycznie obracane i polewane solanką dojrzewają przez kilka miesięcy, nabierając specyficznego smaku i zapachu.
Gruyere jest podstawowym składnikiem fondue, narodowej potrawy Szwajcarów. Gorący, roztopiony ser z domieszką białego wina lub kirschu (wiśniówki) podaje się w metalowym podgrzewanym kociołku, w którym biesiadnicy zanurzają kawałki chleba. Zgodnie z tradycją ten, komu chleb zsunie się z widelca, lądując w kociołku, stawia kolejkę dla wszystkich. Fondue jest daniem typowo zimowym; znawcy twierdzą, że należy unikać restauracji oferujących je przez cały rok.
Tajniki produkcji gruyere można odkryć też w serowarni Fromagerie de l'Alpage w Moléson (3 km od Gruyere). Pokaz odbywa się w bardziej stylowym wydaniu, bo zakład mieści się w XVII-wiecznym wiejskim domu. Będąc tu, warto zdobyć szczyt le Moléson (2002 m n.p.m.) górujący nad wsią niczym skalna forteca. Alternatywą dla wspinaczki (2,5 godz.) jest wjazd kolejką zębatą, a następnie linową. Ze szczytu rozciąga się fantastyczna panorama, szczególnie w kierunku południowym, gdzie lśni Jezioro Genewskie, a za nim, już we Francji, wznoszą się Alpy Sabaudzkie i biała czapa Mont Blanc.