- To istny raj dla koni - powiedziała Magda, moja przyjaciółka i instruktorka jazdy konnej. - Czy bardzo odległy? - spytałam, mając na myśli drogę z Warszawy. - Jakieś 30 km w stronę Góry Kalwarii, zaraz za Piasecznem.
Jeszcze tego samego dnia wsiadłam w samochód i pojechałam.
Do Wojciechowic, na pozór pozbawionej atrakcji wsi mazowieckiej, prowadzi ruchliwa szosa wylotowa w kierunku Sandomierza, przez Piaseczno, droga zajmuje nie więcej niż 40 min.
Za Piasecznem wjeżdżam w Lasy Chojnowskie, skręcam w prawo w kierunku Orzeszyna i po 3-4 km jestem na miejscu - w gospodarstwie Marzeny i Jakuba Jurzaków.
Stajnię Agitacja (od nazwy pierwszej klaczy) i konie pasące się na świeżej trawie oraz te chodzące pod siodłem na padoku widać już z asfaltowej drogi. Biegnę do nich. Wyglądają wspaniale: wielkopolskie, trakeny, czystej krwi angielskiej, kuce felińskie i walijskie. Piękne, zadbane, przyjazne. Chętnie podchodzą, dają się poklepać, reagują na głos. Widać, że stale obcują z człowiekiem.
Z grzbietu konia krajobraz Mazowsza objawia swój nieodparty urok - naturalnej, nieuporządkowanej przyrody. Jest połowa kwietnia, więc podziwiam intensywną zieleń łąk, gęstą ścianę lasu utkaną z dębów, klonów, akacji, świerków i smukłych sosen. Otacza mnie miękka cisza i zapach wilgotnej ziemi.
Liczne dukty w lesie i na obrzeżach pozwalają poczuć wiatr w uszach podczas długich galopów i eleganckich spacerów kłusem. Pod wieczór lub wcześnie rano spotkać tu można sarnę i dzika.
Bartek (koń wielkopolski) przyspiesza kroku, widząc z daleka dach stajni i resztę stada.
Agitacja to stajnia nowoczesna, dobrze zorganizowana i czysta. Gospodarze zbudowali ją w latach 2002-03. Konie mają dużo miejsca w obszernych boksach (w każdym automatyczne poidło). Jest ich 38. Ponad połowa to konie prywatne mające innych właścicieli, czyli "pensjonaty". Reszta należy do Marzeny i Kuby (no i małego Franka, który niedawno skończył rok i trzy miesiące). Oboje mają zaledwie dwadzieścia parę lat, pochodzą z Warszawy. Są przykładem tego, że chcieć, to móc.
Marzena pasjonuje się końmi od dziecka. Zaczynała w słynnym w latach 80. Hubertusie nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Potem był Konstancin-Gajówka (tu także poznała Kubę), również w Konstancińskim Klubie "dosłużyła się" opieki nad koniem oraz pierwszych startów w zawodach w ujeżdżeniu. Wreszcie przyszedł czas na własne konie (na początek trzy) i podstawowy sprzęt. Postawiła je w wydzierżawionej stajni w Solcu nieopodal Konstancina. Tam również przyjmowała pierwsze "pensjonaty". W Solcu spędzili z Kubą cztery lata, aż do pożaru stajni (prawdopodobnie podpalenie). Na szczęście ocalały konie, sporo paszy i cały sprzęt.
Trzeba było natychmiast szukać czegoś na zimę. Miejsce znaleźli w Wojciechowicach, na skraju wsi, nieopodal drogi. Spodoba im się okolica - rozległe pola, bliskość lasu, dobry dojazd. Kupili siedem hektarów ziemi, drugie tyle wydzierżawili i błyskawicznie zbudowali stajnię.
Na co dzień pracują przy koniach, potrafią zresztą zrobić przy nich wszystko. Tylko do nagłych wypadków oraz do wykonywania okresowych badań i szczepień wzywają dwóch zaprzyjaźnionych weterynarzy.
Po gospodarstwie kręcą się psy (w nocy pilnują stajni), koty i koza. Czasami "gościnnie" pojawiają się owce, kiedyś przybłąkała się sarna (po pobycie w Agitacji wróciła do lasu). Tylko 30 km od Warszawy, a życie biegnie zupełnie inaczej.
Stajnia Agitacja, Wojciechowice, tel. 500 701 450, e-mail: agitacja@wp.pl
Nie można tu przenocować. Jeździ się tylko na własnych koniach lub należących do osób zaprzyjaźnionych
Pensjonat: od 700 zł miesięcznie (plus opłaty za szczepienia)