Nazwa Bosfor (Bosforos) w języku starogreckim oznacza "krowi bród" i nawiązuje do mitu, którego bohaterką była uwiedziona przez Zeusa młodziutka Io. Bojący się żony władca profilaktycznie zamienił kochankę w jałówkę, ale zazdrosna Hera i tak znalazła pomysł na zemstę. Sprowadzony na jej polecenie ogromny giez użądlił Io w zad na tyle skutecznie, że ta w obłędzie popędziła przez cieśninę na drugi brzeg. "Bous" to krowa, "poros" - przejście, po połączeniu obu słów nazwa Bosforos jest już w pełni jasna. Turecka nazwa cieśniny brzmi jednak inaczej: "Bogazici" od "boga", czyli "gardło".
Cieśnina ma długość 31 km i łączy Morze Czarne z Morzem Marmara. Niełatwo przez nią płynąć, nie tylko ze względu na duży ruch statków, ale przede wszystkim - ze względu na zdradzieckie prądy. Poziom Morza Czarnego jest o 24 cm wyżej niż Marmara, co powoduje silny prąd przypowierzchniowy o prędkości 4 km na godzinę. Na szczęście dla statków cieśnina jest dość głęboka - na torze wodnym głębokości wynoszą od 33 do 120 metrów.
Jeśli zwiedziliśmy już zabytki Stambułu, koniecznie wybierzmy się na rejs statkiem po Bosforze. Nie tylko dlatego, że to bardzo przyjemna, relaksująca wycieczka, ale przede wszystkim dlatego, że mamy dzięki niej możliwość spojrzenia na to wielomilionowe, zatłoczone miasto z zupełnie innej perspektywy. Wiele zabytków - pałaców i meczetów najefektowniej prezentuje się właśnie od strony wody, tu też stawia swoje rezydencje turecka elita.
Wycieczki rozpoczynają się na ogół z przystani w zatoce Złoty Róg. Nie podlega dyskusji, że kształt zatoki faktycznie przypomina róg, spekulacje dotyczą natomiast określenia "złoty". Niektórzy twierdzą, że nazwa wzięła się stąd, że handel w tutejszych przystaniach od zawsze był żyłą złota, zdaniem innych - chodzi o połyskującą w słońcu powierzchnię wody. Są i tacy, którzy odwołują się do historii - ponoć kiedy w 1453 roku Turcy podbili miasto, broniący się Bizantyjczycy zatopili w zatoce mnóstwo złota.
Po przepłynięciu pod mostem Galata wpływamy na Bosfor. Dobry stąd widok na cypel zajęty przez kompleks pałacu sułtańskiego Topkapi z charakterystyczną wieżą haremu. Na drugim brzegu najwyższa budowla to Wieża Galata wybudowana jeszcze w XIV wieku jako część fortyfikacji, potem zaś służąca jako więzienie, punkt do wypatrywania pożarów, teraz zaś jako atrakcja turystyczna, bowiem znajdująca się na szczycie restauracja to świetne miejsce do podziwiania panoramy miasta.
Blisko brzegu azjatyckiego na Bosforze widać jeszcze inną wieżę - po turecku zwaną Wieżą Panny. Legenda opowiada, iż niegdyś opiekuńczy tatuś ulokował w niej swoją córkę - księżniczkę, której wyrocznia przepowiedziała, iż umrze ukąszona przez węża. Niestety tak się też stało - wąż został przyniesiony w koszyku z figami. Dziś żadnych panien tu nie ma - obecnie to punkt kontrolny tureckiej marynarki wojennej.
Wśród licznych pałaców na pewno nie przeoczymy 600-metrowej długości fasady pałacu Dolmabahcze. Wybudowano go w 1856 roku na polecenie sułtana Abdulmecida, któremu znudził się kompleks Topkapi, w którym zamieszkiwało 25 jego poprzedników. Najważniejszym rezydentem w Dolmabahcze nie był jednak żaden sułtan, lecz pierwszy prezydent Republiki Tureckiej - Ataturk (ten sam, którego pomnik stoi w każdym tureckim mieście, zaś w każdym urzędzie, hotelu czy szkole wiszą jego portrety). Ataturk kochał Bosfor, dlatego też tak cenił sobie gabinet z widokiem na cieśninę. Zmarł w nim 10 listopada 1938 roku o godzinie 9.05 - teraz wszystkie pałacowe zegary wskazują właśnie ten czas.
Tuż za Dolmabahcze stoi pałac Cziragan. Wybudowany w 1874 roku spłonął w 1910, a odrestaurowano go dopiero dziesięć lat temu. Teraz służy jako luksusowy hotel sieci Kempinski; często nocują w nim delegacje rządowe.
Standardowa wycieczka wynajętym statkiem po Bosforze trwa ok. dwie godziny. Widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Moje ulubione miejsce to dzielnica Ortakoy z pięknym, barokowym meczetem, w nocy rzęsiście podświetlonym. Po zmroku przyjeżdżają w te okolice zakochane pary. Niektóre - pospacerować, ale ulubiona forma randek wśród mieszkańców Stambułu to przesiadywanie w zaparkowanym na nabrzeżu samochodzie, bez potrzeby opuszczania auta.
A wracając do naszego rejsu... Niedaleko za wspomnianym meczetem mamy sztucznie zrobioną niby wyspę - to ekskluzywny klub Galatasaray powiązany ze słynną drużyną piłkarską, w której niegdyś grał nasz piłkarz - Kosecki, do tej pory przez tureckich fanów futbolu dobrze wspominany. Za wcale nie drobną opłatą członkowską klubu można wykąpać się w basenie, wypić dobrego drinka, pokazać się w dobrym towarzystwie.
Nad Bosforem znalazł też siedzibę prestiżowy Uniwersytet, nie bez powodu nazwany Bosforskim, w którym językiem wykładowym jest głównie angielski.
Posiadanie willi nad Bosforem to synonim zamożności. - Ten dom należy do pani Cziller, tej, która do niedawna była premierem - opowiada kapitan statku. - Właścicielem tamtego jest Bregović, a to rezydencja prezydenta... Do większości posiadłości wejście jest też od strony wody. Eleganckie jachty tylko potwierdzają, że biednych tutaj nie ma.
Tu i ówdzie można zobaczyć jeszcze yali, czyli tradycyjne, drewniane domy, teraz już będące pod opieką konserwatora zabytków. Najstarsza yali, pochodząca z 1698 roku, znajduje się w Kanlicy - dawnej wiosce rybackiej, dziś przyciągającej turystów meczetem autorstwa nadwornego sułtańskiego architekta - Sinana oraz wspaniałe jogurty, tak gęste, że po odwrócenia talerzyka wcale nie spływają. Wspomniana yali z Kanlicy jest poniekąd związana z Polską - podpisano w niej bowiem pokój karłowicki, na mocy którego sułtan osmański zrzekł się części swoich terytoriów na rzecz Austrii, Wenecji, Rosji i Polski.
Niestety coraz częściej zagrożeniem dla zabytkowych yali są wielkie statki płynące z dużą prędkością - wytworzona fala podmywa nabrzeża i niszczy fundamenty. Nic za to nie grozi murom twierdzy Rumeli wzniesionej na europejskim brzegu Bosforu w 1452 roku w ciągu zaledwie 3 miesięcy. W budowie uczestniczyło ponad 3 tys. robotników. Wznoszenie trzech potężnych, 30-metrowych baszt nadzorowali trzej wezyrowie. Jeśli któryś z nich nie zdążyłby z zakończeniem budowy w wyznaczonym terminie, przypłaciłby to głową. Dzisiaj twierdza stanowi głównie tło dla odbywających się tu festiwali. Po drugiej stronie Bosforu jest także inna, mniejsza twierdza, zwana Anadolu (czyli - azjatycka). Rozciągany między nimi łańcuch skutecznie odcinał Stambuł (wtedy jeszcze - Konstantynopol) od wszelkiej pomocy, którą mogłyby nieść wpływające od strony Morza Czarnego statki.
Pomysł połączenia brzegów cieśniny rodził się w głowach różnych władców już od tysiącleci. Już w V wieku p.n.e. król perski Dariusz I rozkazał wybudowanie mostu pontonowego, co umożliwiło jego wojskom przeprawę do Europy na wojnę z Grekami. Potem przez długie wieki między brzegami można się było przeprawiać tylko łodziami. Swego czasu projekt mostu przez Bosfor przedstawił ówczesnemu sułtanowi Leonardo da Vinci, ale na projekcie się skończyło.
Historyczny moment, kiedy można było się wreszcie przeprawić z Europy do Azji i odwrotnie bez użycia łodzi, nastąpił dopiero w 1973 roku. Wybudowany w ciągu trzech lat most zwany Bosforskim jest obecnie szóstym pod względem wielkości mostem wiszącym na świecie. Sześciopasmowa jezdnia zawieszona na dwóch 165-metrowej wysokości pylonach unosi się 64 metry nad wodą. Niegdyś można było po moście przejść na piechotę, jednak w związku z wykorzystywaniem tego miejsca przez samobójców, w tej chwili ruch pieszych jest zabroniony.
Nieco dalej od centrum, w najwęższym miejscu Bosforu (700 m) jest drugi, także wiszący i nie mniej imponujący (choć krótszy o 50 metrów) most nazwany imieniem Sułtana Mehmeta Zdobywcy. Stanowi on dzieło Japończyków, kosztował 125 mln dolarów, a oddano go do użytku w roku 1988.
Niestety dwa mosty (plus liczne promy) i tak nie rozwiązują problemów komunikacyjnych. W godzinach szczytu tworzą się na nich ogromne korki. Nic dziwnego, że w tej sytuacji myśli się już o kolejnym, trzecim transkontynentalnym moście.