Podróże kulinarne. Śląsk Cieszyński

Tatarczówka

Świąteczne dolegliwości związane z przejedzeniem można leczyć tatarczówką. To nalewka z okolic Skoczowa na Śląsku Cieszyńskim. Tak gorzka, że nie sposób jej przełknąć bez grymasu. W Wielkim Poście pija się ją, by się umartwiać, a w Wielkanoc - by się kurować. Oczywiście, w umiarkowanych, a nawet symbolicznych ilościach. Oto przepis:

Na brzegu stawu trzeba poszukać tataraku i wykopać korzeń. Oczyszczony zalać czystą wódką. Po kilkunastu dniach puszcza sok i nalewkę można już pić, ale najlepsza jest, jeśli postoi przynajmniej rok.

Święcennik, czyli murzyn*

(* przepis Koła Gospodyń Wiejskich w Pniówku)

To wielkanocne ciasto ze Śląska Cieszyńskiego:

Z 40 dag mąki (wrocławskiej pomieszanej z krupczatką), dwóch żółtek i całego jajka, pół szklanki mleka, łyżki cukru, szczypty soli i kawałka drożdży zagniatamy ciasto drożdżowe. Gdy wyrośnie, układamy na blasze, a na wierzch kładziemy kiełbasę, boczek, szynkę i jajka na twardo. Pieczemy ok. 40 min w temperaturze 180-200 st. C. Ciasto smakuje wybornie popijane czerwonym, gorącym barszczem (kto wybierze się do któregoś z gospodarstw agroturystycznych na Śląsku Cieszyńskim, może poprosić o upieczenie go, nie tylko na Wielkanoc).