Adam Wajrak: Przedkładam mazurka nad orła

Większość podglądaczy ptaków zwanych u nas ptasiarzami z zapartym tchem goni za rzadkimi gatunkami. A teraz, gdy wiosna już na pewno nadchodzi, wszyscy ruszą z lornetkami na poszukiwanie ich. Nic w tym złego, ale podglądanie pospolitych ptaków też jest zajmujące

Ostatnio łapię się na tym, że zamiast gonić gdzieś w teren, za kolejnym orłem czy sóweczką obserwuję (zafascynowany), co porabiają sikorki, kowaliki, mazurki i wróble. Nie jest to powód do chwały w środowisku, bo o wiele lepiej brzmi: "Słuchajcie, widziałem orła przedniego", niż "widziałem mazurka". Jednak i tak coraz częściej przedkładam mazurka nad orła. Możliwe, że z wiekiem zrobiłem się bardziej leniwy i nie chce mi się gonić wczesną porą w teren, gdy za oknem i w ogrodzie mam mnóstwo sikor, wróbli, sójek i mazurków, ale trzeba przyznać, że te pospolite ptaki są również arcyciekawe. W dodatku dają się łatwo podglądać - mniej się boją człowieka niż rzadkie gatunki. Nie trzeba nawet lornetki, by zobaczyć zaloty wróbli albo utarczkę o partnerkę. Gdy jestem w Warszawie, bez trudu podglądam wrony siwe (które niemal już zniknęły z wielu zakątków wiejskiej Polski), jak budują z wysiłkiem gniazdo, albo szpaki i sikorki przynoszące młodym gąsienice. By obserwować zaloty czajek, które - mam nadzieję - pojawią się lada moment na łąkach naprzeciwko domu, nie muszę się nigdzie wybierać z moich białowieskich Teremisek.

W dodatku o wielu z tych "pospoliciaków" - w przeciwieństwie do rzadkich gatunków - wiemy bardzo mało. Na przykład niedawno odkryłem, że o takim na przykład czyżyku (któż o nim nie słyszał?!) nie wiemy prawie nic; a to, co wiemy, pochodzi głównie z badań nad ptakami w niewoli.

Tymczasem pospolite ptaszki, zwłaszcza te związane z krajobrazem rolniczym, mają się coraz gorzej. Zmiany w rolnictwie sprawiają, że w zastraszającym tempie ubywa nam skowronków, czajek i ortolanów. Wróbli i mazurków też jakby mniej. Mało kto poza profesjonalistami bije na alarm, bo wszyscy sądzą, że u nas tego pełno. Owszem, teraz jest jeszcze dużo, ale za chwilę może się okazać, że będziemy jeździć za nimi na Białoruś lub Ukrainę, tak jak dziś angielscy czy holenderscy wielbiciele ptaków zjeżdżają do Polski, by np. podziwiać dzierzbę gąsiorka (tego ptaszka o długim ogonku i miedzianym grzbiecie siedzącego na drutach widział na pewno każdy).

Proces, który w Europie Zachodniej z pospolitych ptaków uczynił rzadkość trwał zaledwie 20 lat. Zacznijmy więc podziwiać je u nas, dopóki są naprawdę pospolite. I zróbmy wszystko, by takimi zostały.

Więcej o: