Ukazuje się nagle na zakręcie szosy. Wtopiony w zieleń drzew, z kolumnowym portykiem i wysokim łamanym dachem. Po bokach dwie potężne wieże górujące nad okolicą. Zaskakuje monumentalnym rozmachem. Jesteśmy w małej wsi Kozłówka, 35 kilometrów od Lublina.
Pałac wybudował wojewoda chełmiński Michał Bieliński w pierwszej połowie XVIII w. Pod koniec wieku kupili go Zamoyscy i w ich rękach pozostał aż do 1944 r. Swój dzisiejszy wygląd zawdzięcza przebudowie, której przed stu laty dokonał Konstanty Zamoyski, właściciel Kozłówki przez ponad 50 lat. Skromny wiejski pałac zamienił w jedną z najwspanialszych rezydencji arystokratycznych w Polsce, panteon chwały rodu i dowód świetności dawnej Rzeczpospolitej. Zgromadził kolekcję ponad 1000 płócien, głównie portretów polskich królów i hetmanów oraz portretów rodzinnych.
Kozłówkę zwiedzałam wielokrotnie, ale za każdym razem oszałamia mnie przepych tej rezydencji. Choćby rozmiary salonu: 114 m kw., 9 m wysokości. Trudno tu skupić uwagę. Wszędzie sztukaterie, plafony, marmurowe kominki (jeden z nich to kopia z Wersalu), piece z miśnieńskich kafli, ozdobne parkiety, rzeźbione, złocone ramy. W oknach wiszą aksamitne, haftowane lambrekiny i kotary. Ścian nie widać spod luster i obrazów: Franciszka Smuglewicza, Leopolda Horowitza, Giovanniego Paolo Panniniego. A to dopiero początek! Inkrustowane meble, rzeźby, zegary, instrumenty i porcelanowe cacka. Prawdziwa uczta dla miłośników pięknych wnętrz i przedmiotów. Na zbiorach porcelany można się uczyć historii jej produkcji w Europie. Na stołach, w witrynach, na kominkach stoją wyroby najsłynniejszych manufaktur niemieckich, francuskich, czeskich, nie wspominając o chińskich i japońskich. A meble? Od ciężkich szaf gdańskich, przez kolbuszowskie sekretarzyki, po fotele, sofy i komody w stylu wszystkich Ludwików i II Cesarstwa. Szafka na cygara, podręczny stolik zwany niemym kelnerem (trzy okrągłe blaty osadzone jeden nad drugim na jednej nodze), stolik do robótek ręcznych, szezlong, pękata sekretera, biurko cylindryczne (blat do pisania zamyka półokrągła, opuszczana pokrywa). Wszystko rzeźbione, intarsjowane szlachetnym drewnem, np. w motywy kwiatów i ptaków, inkrustowane kością słoniową i masą perłową, zdobione złoconymi brązami lub wykładane porcelanowymi płytkami. Przepych iście królewski. Szaleństwo dekoracji, ornamentów, motywów. Wszystko to, czego nienawidzili moderniści, z czym zawzięcie i skutecznie walczył wiek XX.
Niezapomnianym miejscem jest biblioteka urządzona w stylu angielskim. Dębowe, oszklone szafy kryją księgozbiór liczący ponad 6 tys. woluminów, w tym 572 starodruki, najstarsze z XVI w. Są tu dzieła religijne, filozoficzne, prawnicze, wiele dotyczy nauk ścisłych i rolnictwa. Ale są też romanse francuskie (ponad 700), które zbierała żona Konstantego - Aniela, pisma kobiece: "La Mode Illustreé" i "Bluszcz". Zachowało się prawie 1900 zdjęć rodziny Zamoyskich oraz wielu przedstawicieli europejskiej arystokracji z przełomu wieków. Niezwykły nastrój daje światło potrójnej lampy naftowej z początku XX w. wiszącej nad wyłożonym zielonym suknem stołem służącym do gry w karambol.
Na przełomie wieku zainstalowano w pałacu wodociąg i kanalizację, urządzono sześć obszernych łazienek - nowoczesność i luksus prawie niespotykany w kraju. W jednej z nich można obejrzeć wspaniałą mahoniową umywalnię, czyli duży szafkowy mebel z kryształowym lustrem i marmurowym blatem, umywalką, wysuwanym bidetem i naczyniem do mycia nóg. Porcelanowa muszla klozetowa ukryta w rogu za kotarami ozdobiona jest na zewnątrz i wewnątrz bukietami kwiatów.
Przy pałacu Konstanty wzniósł kaplicę na wzór kaplicy królewskiej w Wersalu. Jej ozdobą jest marmurowa kopia nagrobka Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej (oryginał znajduje się w kościele Santa Croce we Florencji). W rodzinie cieszyła się wielkim szacunkiem matki rodu. Jako żona Stanisława Zamoyskiego urodziła mu dziesięcioro dzieci, w tym siedmiu synów. Znana była też z niezwykłej urody. Jest bohaterką największej ilości portretów wiszących w pałacu.
Park, który otacza pałac, dorównuje mu rozmachem. Na 19 hektarach rośnie tu ponad 1000 lip, dęby, wiązy, klony. Latem na rabatach obwiedzionych strzyżonym bukszpanem kwitnie 7000 róż. Tuż obok pałacu jest fontanna z figurkami puttów, kopia z Wersalu.
W 1944 r. ówczesna właścicielka Jadwiga Zamoyska opuściła pałac, uciekając przed Rosjanami z dwójką młodszych dzieci (jej mąż Aleksander od 1941 r. więziony przez Niemców trafił do Oświęcimia, potem do Dachau, starszy syn Adam był żołnierzem AK). Zabrała ze sobą wiele cennych mebli i obrazów (wśród nich płótno Jana Matejki "Jan Zamoyski pod Byczyną") i umieściła je w Warszawie. Prawie wszystkie spłonęły w Powstaniu. Pałac nie podzielił losu większości polskich rezydencji i nie został zdewastowany. Upaństwowiony zamieniono na muzeum. W latach 50. zamknięto go dla zwiedzających, muzeum zlikwidowano, a na jego miejsce powołano Centralną Składnicę Muzealną Ministerstwa Kultury i Sztuki, czyli zdegradowano go do roli bardzo dużego magazynu muzealnego. Trwało to 22 lata. Połowę cennych aksamitnych kotar pocięto na kapcie muzealne. Znaczna część zbiorów, cudem ocalona w czasie wojny, została rozproszona lub zniszczona. Z największym trudem odzyskiwano je po latach, odnajdując w najdziwniejszych urzędach lub kupując na rynku antykwarycznym. Do dziś nie odnaleziono ogromnej części mebli, lamp, szkieł i porcelany.
W 1976 r. ponownie otwarto w pałacu muzeum, które od 1992 r. nosi nazwę Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Co roku odwiedza go blisko 260 tysięcy osób.
Dziś Kozłówka to nie tylko pałac Zamoyskich, ale także muzeum socrealizmu. W dawnej powozowni zgromadzono pamiątki po minionym ustroju - 1700 prac, z tego 300 na stałej wystawie. Alina Szapocznikow i Ksawery Dunikowski (projekty pomnika Stalina), Tadeusz Kulisiewicz, Alfred Lenica, Jerzy Tchórzewski, Henryk Tomaszewski, Andrzej Wajda... Zbiory powstały głównie w latach 60., gdy Kozłówka pełniła rolę Centralnej Składnicy (po Październiku 1956 muzea z całego kraju chętnie pozbywały się bubli będących do niedawna jedynie słuszną sztuką). Z obrazów spoglądają przodownicy pracy, pierwsi sekretarze, traktorzyści, górnicy. Czerwienią się sztandary i krawaty, straszą zaciśnięte pięści i rozczapierzone dłonie. W ostatnich latach trafiły tu demontowane po 1989 r. pomniki: Lenin z Poronina, Marchlewski z Włocławka, Bierut z Lublina. W latach 90. kolekcja przyciągała do Kozłówki tłumy zwiedzających. Obecnie frekwencja nieco zmalała, ale zdarzają się goście, którzy pomijając pałac, udają się prosto do powozowni.
Po wojnie Aleksander i Jadwiga Zamoyscy wraz z dziećmi wyemigrowali najpierw do Anglii, potem do Kanady. Ich najstarszy syn, nieżyjący już Adam Zamoyski w latach 90. odwiedził kilka razy rodzinny majątek. Był szczęśliwy, że pałac ocalał, uważał, że powinien służyć jako muzeum. Bezskutecznie pragnął odzyskać kozłowieckie lasy. W 1999 r. jego rodzeństwo: Andrzej, Maria i Jadwiga oraz córka Annette wystąpili do rządu polskiego o odszkodowanie z tytułu nielegalnego znacjonalizowania majątku ruchomego, czyli wyposażenia pałacu. W lipcu 2004 r. sąd uznał ich roszczenia. Zamoyscy będą się domagać od skarbu państwa odszkodowania wysokości ok. 5 mln dolarów (40-50 proc. wartości zgromadzonych w Kozłówce dzieł sztuki).