Senat. Część I [SPACEROWNIK]

Przed rokiem zaprosiliśmy czytelników na wspólną wycieczkę po budynku polskiego parlamentu. Skupiliśmy się na Sejmie. Przeszliśmy przez hall, zajrzeliśmy pod rotundę do sali obrad plenarnych, odkrywaliśmy tajemnice Domu Poselskiego i pokoi mieszczących komisje sejmowe. Teraz zapraszamy do kontynuowania naszego spaceru po pomieszczeniach Senatu, czyli izby wyższej polskiego parlamentu.

W porównaniu z rozległym kompleksem budynków sejmowych jest to obiekt niewielki. Na potrzeby Senatu w całości przeznaczono tylko jeden pawilon - oznaczony literą A. Sąsiedni pawilon B zajmowany jest tylko częściowo przez senackie komisje. Mimo to i tutaj odnajdziemy wiele fascynujących miejsc. Otworzymy przed czytelnikami drzwi do gabinetu marszałka Senatu, zajrzymy do witryn pełnych prezentów od akredytowanych w Polsce ambasadorów i oficjalnych gości zagranicznych. Siądziemy na fotelu senatora wyposażonym w aparaturę do głosowania i zdradzimy, gdzie znajduje się wejście do zamurowanej przed laty klatki schodowej.

Czym jest Senat?

To, że to izba wyższa parlamentu, wie każde dziecko. Artykuł 10 ust. 2 oraz artykuł 95 Konstytucji RP z kwietnia 1997 r. mówi, że Senat sprawuje władzę ustawodawczą i składa się ze 100 senatorów wybieranych co cztery lata.

Jako organ władzy ustawodawczej rozpatruje ustawy uchwalone przez Sejm. Ma na to 30 dni. W przypadku ustaw superpilnych czas ten skracany jest do dwóch tygodni. Senat ustawę przygotowaną przez Sejm może przyjąć lub odrzucić. Może też wprowadzić do niej poprawki. Ustawę uważa się za przyjętą, jeżeli senatorowie nie odrzucą jej bezwzględną większością głosów w obecności na sali co najmniej połowy z nich. 20 dni ma Senat na rozpatrzenie przyjętej przez Sejm ustawy budżetowej, 60 - na ustosunkowanie się do zmian w konstytucji. Senat wyraża zgodę na zarządzanie przez prezydenta RP referendów ogólnokrajowych, na powołanie lub odwołanie m.in. prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, Najwyższej Izby Kontroli czy głównego inspektora ochrony danych osobowych. Może też wystąpić z wnioskiem o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Tu obraduje Senat

Gdy w 1918 r. odrodziła się Polska, pilnie szukano odpowiedniego budynku na pomieszczenie dwóch izb parlamentu. Wybrano nie Zamek Królewski, lecz dawną rosyjską szkołę dla dobrze urodzonych panien.

Pierwsze obrady obu izb parlamentu - Sejmu i Senatu - miały miejsce w dawnej jadalni Instytutu Aleksandryjsko-Maryjskiego Wychowania Panien (wcześniej Instytutu Szlacheckiego). Wąskiej i długiej. Idealnej do ustawienia stołów dla kilkuset panien pilnowanych przez srogie wychowawczynie. Dobrej też do urządzania akademii szkolnych, ale nie do prowadzenia obrad parlamentu. Do prac przy adaptacji tych wnętrz przystąpiono niemal natychmiast po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, bo już w grudniu 1918 r. Najpierw obradował tu Sejm. Potem - od 1922 r., po uchwaleniu konstytucji marcowej - także Senat. Te wnętrza możemy dziś oglądać na starych fotografiach. Dobrze też zostały odtworzone w filmie "Śmierć prezydenta" Jerzego Kawalerowicza (1977 r.).

Dopiero siedem lat później do starych zabudowań dostawiono nową, monumentalną salę obrad plenarnych. Zaprojektował ją architekt Kazimierz Skórewicz. Obok stanął też Dom Poselski. Obydwie budowle, pomimo zniszczeń w czasie drugiej wojny światowej, istnieją do dziś. Tymczasem z dawnych zabudowań Instytutu Szlacheckiego pozostał tylko jeden stosunkowo niewielki pawilon o eklektycznej architekturze. Przed wojną mieścił biura senackie. Dziś to budynek G - komisji sejmowych. Wypalone mury reszty XIX-wiecznych zabudowań wyburzono pod budowę nowego kompleksu sejmowego projektowanego przez Bohdana Pniewskiego.

Inspiracje z Wenecji...

Dziś kompleks zabudowań polskiego parlamentu tworzy małe miasteczko z wewnętrznymi ulicami - to wyłożone białym wapieniem budynki z dziewięcioma prześwitami w parterze (projektu Bohdana Pniewskiego z lat 1949-52), nowym, rozległym Domem Poselskim o charakterystycznych elewacjach wyłożonych metalowymi panelami z fabryki czołgów w Łabędach i najnowszymi zabudowaniami częściowo ukrytymi pod ziemią. Całość harmonijnie wtapia się w dawny Centralny Park Kultury usytuowany na skarpie. Odrodzony w 1989 r. Senat zajmuje oddzielny pawilon A, usytuowany już na skraju parku.

Gdy Pniewski projektował nowe budynki, Senat - czyli izba wyższa parlamentu - został już zniesiony przez władze komunistyczne. Cały układ przestrzenny założenia sejmowego to wariacja na temat placu San Marco w Wenecji. Choć powstał w czasie obowiązywania doktryny realizmu socjalistycznego, ze stylem tym nie ma nic wspólnego i jest jednym z najwybitniejszych przykładów polskiej myśli architektonicznej i urbanistycznej XX wieku.

Na inspiracje urbanistyką Wenecji wskazuje Bożena Wierzbicka, autorka kilku książek o Sejmie. "Dziedziniec utworzony w wyniku rozmieszczenia budynków sejmowych miał znajdować swoje przedłużenie w neobarokowym założeniu ogrodowym od północy, tworząc wraz z nim formę wydłużonego trapezu, wyraźnie naśladującego proporcje placu św. Marka. Segment B (czyli najdłuższe skrzydło sejmowe) ma długość 176 m. Piazza San Marco - 175 m. Przy całej odmienności rozwiązań szczegółowych budynek B miał odegrać tę samą rolę kompozycyjną, co Nowe Prokuratorie w Wenecji. Wieżę planował ustawić Pniewski ściśle według wzoru: Jacopo Sansovino, rozpoczynając w 1537 r. budowę Biblioteki San Marco, umieścił róg budynku w odległości 5 m od kampanilli. To Sansovino uczynił wieżę wolno stojącym pomnikiem i tak też miała funkcjonować w obrębie dziedzińca sejmowego kampanilla Pniewskiego" - czytamy.

Założenie nie zostało jednak w pełni zrealizowane. Nie powstała kampanilla ani drugie skrzydło domykające plac od strony Wiejskiej. Pasjonujące jest jednak śledzenie motywów weneckich w budynkach zrealizowanych przez Pniewskiego. Nie ograniczają się do architektury, ale dotyczą też takich detali jak żyrandole w duchu szkieł z Murano.

Park wokół Sejmu i wewnętrzne uliczki są ogólnie dostępne. I choć teren jest pilnowany, każdy tu może wejść bez żadnej przepustki. Niedostępne są jednak wnętrza kompleksu Sejmu i Senatu. Kameralna skala nowych zabudowań sejmowych i otwarcie na park miały być dla Pniewskiego wyrazem architektury "demokratycznej". Jak pisze Marek Czapelski, autor książki o architekcie - była to reakcja "na nieludzką skalę hitleryzmu". Wrażenie dostępności budynków sejmowych wzmacniały liczne prześwity w parterze, jednocześnie tworzące punkty widokowe dla dalekich perspektyw na Pragę. "Ten ostatni zabieg podnosić miał symboliczną więź Sejmu - serca państwa - z miastem i krajem" - pisze Czapelski.

Jednak dla władz komunistycznych takie walory nie miały większego znaczenia. Zresztą stosunek Bolesława Bieruta do samego parlamentu był zdecydowanie lekceważący. "Pamiętam, jak Bierut, oglądając w bloku B pięć pięknych sal posiedzeń z przyległymi gabinetami, zapytał Pniewskiego, po co tyle sal. Biskupski, dyrektor kancelarii sejmu, odpowiedział, że jest to zgodne z zatwierdzonym programem, pięć zespołów przeznaczone jest dla pięciu klubów poselskich. Bierut się roześmiał i powiedział z irytacją: Idioci, myślicie, że jeszcze długo będzie tyle partii?" - wspominał inż. Jan Zawistowski, kierownik budowy Sejmu.

...i z Paryża

Budynek Senatu to pawilon przypominający nieco prostokątną kostkę z płaskim dachem. Jest najbardziej wysuniętym w kierunku skarpy obiektem parlamentu.

Jego wnętrza, zgodnie z zamysłem architekta, miały otwierać się na ogród poprzez wyjścia na szeroki taras i lustrzane schody. Nie otwierają się. Bo okna są zakratowane, a pomieszczenia najniższej kondygnacji wtapiającej się w ogród (poziom -1) przeznaczane są a to na powielarnie, a to na magazyny. Tylko od wielkiego dzwonu drzwi na taras są otwierane, a ogrody ożywają.

Elewacje budynku Pniewski opracował z ogromną starannością, a falujące partie wapiennych ścian wywierają wielkie wrażenie. Niestety, partii ogrodowych senackiego pawilonu nie zobaczymy z bliska. A to dlatego, że ogród jest praktycznie niedostępny. Od strony dawnego Centralnego Parku Kultury (dziś park im. Marszałka Rydza Śmigłego) oddzielony jest podwójnym płotem i obsadzony wysokimi krzewami.

Historyk sztuki Bożena Wierzbicka ustaliła, że Pniewski, projektując pawilon A, inspirował się architekturą zewnętrzną domu prywatnego przy placu de la Porte de Passy w Paryżu - dziele wirtuoza betonu, francuskiego architekta Auguste Perreta. Obydwa budynki łączy podobna bryła, artykulacja ścian oraz iście mistrzowska gra wąskich i wysokich okien w jednych elewacjach i szerokich, o wieloskrzydłowych oknach w innych. Swobodnym cytatem z Perreta jest też klatka schodowa w środku budynku. "Z Perretem łączy Pniewskiego przede wszystkim fakt, że obaj reprezentują nowoczesny klasycyzm połączony z umiejętnością eksperymentowania z tworzywem. Wspólną cechą jest też zwracająca uwagę skłonność do stosowania smukłych podpór i komponowania klatek schodowych, w tym szczególnie owalnych. Lub spiralnych" - pisze Wierzbicka w książce "Projekty Bohdana Pniewskiego dla Sejmu".

Pniewski planował umieszczenie biblioteki sejmowej w gmachu A. Ostatecznie działało tu archiwum KC PZPR. Dopiero po przełomie 1989 r. i odrodzeniu izby wyższej polskiego parlamentu budynek zaadaptowany został na potrzeby Senatu.

Piękna Józefka i tajemniczy tunel

Tu, gdzie dziś wznoszą się zabudowania sejmowe, w drugiej połowie XVIII w. czarował urodą ogród Tivoli. Za panowania króla Stanisława Augusta należał do największych w stolicy. Rozciągał się od Wiejskiej po biegnąca pod skarpą ulicę Rozbrat. Założył go książę podkomorzy Kazimierz Poniatowski dla swej kochanki - pięknej Józefki. (Wydał ją potem za koniuszego królewskiego Piotra Zapolskiego i zapisał jej w darze pałacyk z ogrodem). Ową Józefką była czarnooka Józefa Bodachowska. Pałacyk stał w głębi ogrodu nad skarpą. W XIX w. górna część parku uległa dużym przeobrażeniom. Obok starego pałacyku stanęły bowiem zabudowania Instytutu Szlacheckiego wzniesionego w latach 1851-53.

Park miał swoją tajemnicę. Jeszcze w XIX w. opowiadano o istnieniu tajemniczego podziemnego korytarza biegnącego aż do Belwederu, którym w noc listopadową rzekomo miał uciec książę Konstanty. Według innej wersji w czasach istnienia tu rosyjskiej szkoły dla dziewcząt z wyższych sfer tunelem mieli przekradać się do panien ich kochankowie - oficerowie gwardii rosyjskiej. Na początku lat 20. XX w. podczas budowy domu przy ul. Górnośląskiej tuż za parkanem ogrodu sejmowego istotnie natrafiono na tajemnicze podziemne lochy. Biegły od obecnego Sejmu w stronę Jazdowa. Zadziałała wyobraźnia. Niektórzy skojarzyli korytarz z ponurą zbrodnią. Wydłużyli go w opowieściach aż do nieistniejącej już sadzawki w sadzie obok parku, gdzie po 1900 r. wykryto kości mnóstwa niemowląt i noworodków.

Senat w dawnej Polsce

Zanim narodził się Senat, już w XIV wieku istniała Rada Królewska składająca się z Panów Rady, czyli najwyższych dostojników państwowych, arystokratów i książąt Kościoła. To przy ich pomocy król kierował sprawami królestw. Uformowanie się Senatu jako ogólnopaństwowego organu miało miejsce w 1493 r. To od tej daty rozpoczynany jest poczet władz tej izby parlamentu.

Pierwszy parlament na Zamku

W dawnej rezydencji książąt mazowieckich mieścił się od XVI w. Zanim budowla awansowała do rangi oficjalnej siedziby królów Polski, już była miejscem tworzenia prawa dla całej Rzeczypospolitej. Sejmy w Warszawie kilkakrotnie zebrały się jeszcze przed przyjęciem aktu unii lubelskiej. Potem Zamek stał się stałym miejscem ich obrad.

Dziś sale Sejmu i Senatu mieszczące się w przyziemiu Zamku Królewskiego są starannie zrekonstruowane. Dawna sala Senatu znajduje się na piętrze gotyckiego Domu Większego. W dobie panowania Augusta III została przeniesiona do zachodniego skrzydła, od strony dzisiejszego placu Zamkowego.

Tak pracę Senatu za Sasów opisywał ksiądz Jędrzej Kitowicz: "Póki trwała sesja w izbie poselskiej, póty siedzieli i senatorowie w senacie z królem, który zazwyczaj aż do obrania marszałka dosiadywał do końca. Po obraniu marszałka przyjechawszy co dzień na sesję i posiedziawszy godzinę jedną i drugą, gdy nie było żadnej materii w izbie poselskiej skonkludowanej, odjeżdżał do swego pałacu (...) W izbie senatorskiej żadnych ustaw nie pisano; całe prawodawstwo, zostając w stanie rycerskim jedynym, w izbie poselskiej swój plac miało. (...) W senacie przyniesioną konstytucją (z Izby Poselskiej) jeżeli który senator albo minister czynił jaką refleksją, to tylko w sposobie radzącym, i to zwało się mówić passive, a najwłaściwiej zwać by się powinno preactive, czyli prośbowanie, bo senator inaczej nigdy mowy swojej nie mógł konkludować, tylko prośbą Izby Poselskiej. Ażeby to co mu się zwało być krzywo postanowionym, poprawić raczyła".

W dobie konstytucyjnego Królestwa Polskiego w Zamku odrodził się dwuizbowy parlament. W izbie senatorskiej w 1829 r. koronowano Mikołaja I na króla Polski, a niespełna dwa lata później tutaj też dokonano jego detronizacji.

Czytaj więcej w Spacerownikach Warszawskich - część I i II

Dziś kompleks zabudowań polskiego parlamentu tworzy małe miasteczko z wewnętrznymi ulicami - to wyłożone białym wapieniem budynki z dziewięcioma prześwitami w parterze (projektu Bohdana Pniewskiego z lat 1949-52), nowym, rozległym Domem Poselskim o charakterystycznych elewacjach wyłożonych metalowymi panelami z fabryki czołgów w Łabędach i najnowszymi zabudowaniami częściowo ukrytymi pod ziemią. Całość harmonijnie wtapia się w dawny Centralny Park Kultury usytuowany na skarpie. Odrodzony w 1989 r. Senat zajmuje oddzielny pawilon A, usytuowany już na skraju parku. Gdy Pniewski projektował nowe budynki, Senat - czyli izba wyższa parlamentu - został już zniesiony przez władze komunistyczne. Cały układ przestrzenny założenia sejmowego to wariacja na temat placu San Marco w Wenecji. Choć powstał w czasie obowiązywania doktryny realizmu socjalistycznego, ze stylem tym nie ma nic wspólnego i jest jednym z najwybitniejszych przykładów polskiej myśli architektonicznej i urbanistycznej XX wieku. Na inspiracje urbanistyką Wenecji wskazuje Bożena Wierzbicka, autorka kilku książek o Sejmie. "Dziedziniec utworzony w wyniku rozmieszczenia budynków sejmowych miał znajdować swoje przedłużenie w neobarokowym założeniu ogrodowym od północy, tworząc wraz z nim formę wydłużonego trapezu, wyraźnie naśladującego proporcje placu św. Marka. Segment B (czyli najdłuższe skrzydło sejmowe) ma długość 176 m. Piazza San Marco - 175 m. Przy całej odmienności rozwiązań szczegółowych budynek B miał odegrać tę samą rolę kompozycyjną, co Nowe Prokuratorie w Wenecji. Wieżę planował ustawić Pniewski ściśle według wzoru: Jacopo Sansovino, rozpoczynając w 1537 r. budowę Biblioteki San Marco, umieścił róg budynku w odległości 5 m od kampanilli. To Sansovino uczynił wieżę wolno stojącym pomnikiem i tak też miała funkcjonować w obrębie dziedzińca sejmowego kampanilla Pniewskiego" - czytamy. Założenie nie zostało jednak w pełni zrealizowane. Nie powstała kampanilla ani drugie skrzydło domykające plac od strony Wiejskiej. Pasjonujące jest jednak śledzenie motywów weneckich w budynkach zrealizowanych przez Pniewskiego. Nie ograniczają się do architektury, ale dotyczą też takich detali jak żyrandole w duchu szkieł z Murano. Park wokół Sejmu i wewnętrzne uliczki są ogólnie dostępne. I choć teren jest pilnowany, każdy tu może wejść bez żadnej przepustki. Niedostępne są jednak wnętrza kompleksu Sejmu i Senatu. Kameralna skala nowych zabudowań sejmowych i otwarcie na park miały być dla Pniewskiego wyrazem architektury "demokratycznej". Jak pisze Marek Czapelski, autor książki o architekcie - była to reakcja "na nieludzką skalę hitleryzmu". Wrażenie dostępności budynków sejmowych wzmacniały liczne prześwity w parterze, jednocześnie tworzące punkty widokowe dla dalekich perspektyw na Pragę. "Ten ostatni zabieg podnosić miał symboliczną więź Sejmu - serca państwa - z miastem i krajem" - pisze Czapelski. Jednak dla władz komunistycznych takie walory nie miały większego znaczenia. Zresztą stosunek Bolesława Bieruta do samego parlamentu był zdecydowanie lekceważący. "Pamiętam, jak Bierut, oglądając w bloku B pięć pięknych sal posiedzeń z przyległymi gabinetami, zapytał Pniewskiego, po co tyle sal. Biskupski, dyrektor kancelarii sejmu, odpowiedział, że jest to zgodne z zatwierdzonym programem, pięć zespołów przeznaczone jest dla pięciu klubów poselskich. Bierut się roześmiał i powiedział z irytacją: Idioci, myślicie, że jeszcze długo będzie tyle partii?" - wspominał inż. Jan Zawistowski, kierownik budowy Sejmu. Budynek Senatu to pawilon przypominający nieco prostokątną kostkę z płaskim dachem. Jest najbardziej wysuniętym w kierunku skarpy obiektem parlamentu. Jego wnętrza, zgodnie z zamysłem architekta, miały otwierać się na ogród poprzez wyjścia na szeroki taras i lustrzane schody. Nie otwierają się. Bo okna są zakratowane, a pomieszczenia najniższej kondygnacji wtapiającej się w ogród (poziom -1) przeznaczane są a to na powielarnie, a to na magazyny. Tylko od wielkiego dzwonu drzwi na taras są otwierane, a ogrody ożywają. Elewacje budynku Pniewski opracował z ogromną starannością, a falujące partie wapiennych ścian wywierają wielkie wrażenie. Niestety, partii ogrodowych senackiego pawilonu nie zobaczymy z bliska. A to dlatego, że ogród jest praktycznie niedostępny. Od strony dawnego Centralnego Parku Kultury (dziś park im. Marszałka Rydza Śmigłego) oddzielony jest podwójnym płotem i obsadzony wysokimi krzewami. Historyk sztuki Bożena Wierzbicka ustaliła, że Pniewski, projektując pawilon A, inspirował się architekturą zewnętrzną domu prywatnego przy placu de la Porte de Passy w Paryżu - dziele wirtuoza betonu, francuskiego architekta Auguste Perreta. Obydwa budynki łączy podobna bryła, artykulacja ścian oraz iście mistrzowska gra wąskich i wysokich okien w jednych elewacjach i szerokich, o wieloskrzydłowych oknach w innych. Swobodnym cytatem z Perreta jest też klatka schodowa w środku budynku. "Z Perretem łączy Pniewskiego przede wszystkim fakt, że obaj reprezentują nowoczesny klasycyzm połączony z umiejętnością eksperymentowania z tworzywem. Wspólną cechą jest też zwracająca uwagę skłonność do stosowania smukłych podpór i komponowania klatek schodowych, w tym szczególnie owalnych. Lub spiralnych" - pisze Wierzbicka w książce "Projekty Bohdana Pniewskiego dla Sejmu". Pniewski planował umieszczenie biblioteki sejmowej w gmachu A. Ostatecznie działało tu archiwum KC PZPR. Dopiero po przełomie 1989 r. i odrodzeniu izby wyższej polskiego parlamentu budynek zaadaptowany został na potrzeby Senatu. Piękna Józefka i tajemniczy tunel Tu, gdzie dziś wznoszą się zabudowania sejmowe, w drugiej połowie XVIII w. czarował urodą ogród Tivoli. Za panowania króla Stanisława Augusta należał do największych w stolicy. Rozciągał się od Wiejskiej po biegnąca pod skarpą ulicę Rozbrat. Założył go książę podkomorzy Kazimierz Poniatowski dla swej kochanki - pięknej Józefki. (Wydał ją potem za koniuszego królewskiego Piotra Zapolskiego i zapisał jej w darze pałacyk z ogrodem). Ową Józefką była czarnooka Józefa Bodachowska. Pałacyk stał w głębi ogrodu nad skarpą. W XIX w. górna część parku uległa dużym przeobrażeniom. Obok starego pałacyku stanęły bowiem zabudowania Instytutu Szlacheckiego wzniesionego w latach 1851-53. Park miał swoją tajemnicę. Jeszcze w XIX w. opowiadano o istnieniu tajemniczego podziemnego korytarza biegnącego aż do Belwederu, którym w noc listopadową rzekomo miał uciec książę Konstanty. Według innej wersji w czasach istnienia tu rosyjskiej szkoły dla dziewcząt z wyższych sfer tunelem mieli przekradać się do panien ich kochankowie - oficerowie gwardii rosyjskiej. Na początku lat 20. XX w. podczas budowy domu przy ul. Górnośląskiej tuż za parkanem ogrodu sejmowego istotnie natrafiono na tajemnicze podziemne lochy. Biegły od obecnego Sejmu w stronę Jazdowa. Zadziałała wyobraźnia. Niektórzy skojarzyli korytarz z ponurą zbrodnią. Wydłużyli go w opowieściach aż do nieistniejącej już sadzawki w sadzie obok parku, gdzie po 1900 r. wykryto kości mnóstwa niemowląt i noworodków. Senat w dawnej Polsce Zanim narodził się Senat, już w XIV wieku istniała Rada Królewska składająca się z Panów Rady, czyli najwyższych dostojników państwowych, arystokratów i książąt Kościoła. To przy ich pomocy król kierował sprawami królestw. Uformowanie się Senatu jako ogólnopaństwowego organu miało miejsce w 1493 r. To od tej daty rozpoczynany jest poczet władz tej izby parlamentu. Pierwszy parlament na Zamku W dawnej rezydencji książąt mazowieckich mieścił się od XVI w. Zanim budowla awansowała do rangi oficjalnej siedziby królów Polski, już była miejscem tworzenia prawa dla całej Rzeczypospolitej. Sejmy w Warszawie kilkakrotnie zebrały się jeszcze przed przyjęciem aktu unii lubelskiej. Potem Zamek stał się stałym miejscem ich obrad. Dziś sale Sejmu i Senatu mieszczące się w przyziemiu Zamku Królewskiego są starannie zrekonstruowane. Dawna sala Senatu znajduje się na piętrze gotyckiego Domu Większego. W dobie panowania Augusta III została przeniesiona do zachodniego skrzydła, od strony dzisiejszego placu Zamkowego. Tak pracę Senatu za Sasów opisywał ksiądz Jędrzej Kitowicz: "Póki trwała sesja w izbie poselskiej, póty siedzieli i senatorowie w senacie z królem, który zazwyczaj aż do obrania marszałka dosiadywał do końca. Po obraniu marszałka przyjechawszy co dzień na sesję i posiedziawszy godzinę jedną i drugą, gdy nie było żadnej materii w izbie poselskiej skonkludowanej, odjeżdżał do swego pałacu (...) W izbie senatorskiej żadnych ustaw nie pisano; całe prawodawstwo, zostając w stanie rycerskim jedynym, w izbie poselskiej swój plac miało. (...) W senacie przyniesioną konstytucją (z Izby Poselskiej) jeżeli który senator albo minister czynił jaką refleksją, to tylko w sposobie radzącym, i to zwało się mówić passive, a najwłaściwiej zwać by się powinno preactive, czyli prośbowanie, bo senator inaczej nigdy mowy swojej nie mógł konkludować, tylko prośbą Izby Poselskiej. Ażeby to co mu się zwało być krzywo postanowionym, poprawić raczyła". W dobie konstytucyjnego Królestwa Polskiego w Zamku odrodził się dwuizbowy parlament. W izbie senatorskiej w 1829 r. koronowano Mikołaja I na króla Polski, a niespełna dwa lata później tutaj też dokonano jego detronizacji.

Więcej o: