-
Sama chciałam uciekać od przeciążenia, teraz po prostu akceptuję je jako miarodajną reakcję na to, że ktoś - nikt nie chce się przyznać - w naszej rodzinie jakiś czas temu zbił lustro i siedem lat będzie trzeba jakoś przetrwać. Mam wrażenie, że bardzo rozwinęła nam się kultura szczęścia, co ma swoje
-
Mam podobnie. Też wolę iść w kierunku szczęścia niż w kulturę wiecznego narzekania i kulturę męczeństwa.
-
Dobrze myślisz: zdaje ci się. Kultura szczęścia, jeśli już tak to nazywać, uczy cieszyć się z tego co mamy i doceniać drobne rzeczy. Miła odmiana po kulturze zapyerdolu zmodyfikowanej bieda-kołczingiem, kiedy to każda wolna chwila musiała być wykorzystana w sposób pożyteczny i rozwijający, bo
-
W zasadzie od dawna nie oglądam ciężkich filmów "zmuszających do myślenia". Się już na myślałam, świata nie zmieniłam, zmieniłam swoje podejście na pogardzana tu ",kulturę szczęścia" i widzę same korzyści.
-
princy-mincy napisała: > Mam podobnie. Też wolę iść w kierunku szczęścia To skad u ciebie tyle agresji? Chyba z tej kultury. :D
-
Pamiętaj, twoje cierpienie uszlachetni ze 4 mędrców internetowych, a kolejnym poprawi samopoczucie. Cierp z godnością, zamiast szukać wymówek i poddawać się kulturze miękkich ludzi szukających radości.
-
Miła odmiana po kulturze zapyerdolu zmodyfikowanej bieda-kołczingiem, kiedy to każda wolna chwila musiała być wykorzystana w sposób pożyteczny i rozwijający, bo inaczej koniec marzeń o sukcesie, a bez sukcesu nie ma szczęścia. Ależ my w tym właśnie tkwimy po uszy. Co stwierdzam na podstawie moich
-
no najlepsze jest to, że rozwinęła nam się kultura szczęścia, ale jak już staniesz się szczęśliwy a przynajmniej zadowolony (bo trudno ciągle odczuwać szczęście) stajesz się co najmniej nietaktowny, podejrzany o kreację, naiwny, nieznający prawdziwego życia, i najczęściej mniej inteligentnym od tych
-
A ja bardzo cenię sobie tę kulturę szczęścia. Nie czuję się do niej przymuszana. Antydepresantów nie biorę, melisy nie lubię, z terapii kiedyś korzystałam i było warto. Świeże powietrze, światło, ruch i sen- kocham. Przetestowałam też kilka mniej popularnych 'metod'… Jak już pisałam wyżej, nie czuję
-
Sorry, ale antydepresanty to nie LSD, służą właśnie temu, żeby reagować w życiu adekwatnie, tak samo jak terapia. Wad melisy i świeżego powietrza to już zupełnie nie dostrzegam. Nie wiem, co masz na myśli mówiąc o kulturze szczęścia, jeśli to, że człowiek jest generalnie zadowolony z życia, dopóki