W dźwięku alpejskich rogów
01.05.2007
, aktualizacja: 25.10.2006 19:08
Jesienna Szwajcaria to winobranie, święto krów i dzielenia serów, feeria smaków i zapachów
ZOBACZ TAKŻE
- Witajcie na pokładzie! (08-09-08, 06:00)
Wszędzie pobrzękują dzwonki pasących się krów. Zresztą krowy - porcelanowe, drewniane, futrzane - zdobią też witryny sklepów czy restauracji. W miastach i wsiach co krok fontanna (przed wiekami służyły za studnie) - od najzwyklejszych kamiennych korytek po imponujące, rzeźbione konstrukcje z kolorowymi postaciami na wysokich cokołach. Cisza. Nawet tramwaje i pociągi jeżdżą tu niemal bezszelestnie (i oczywiście niezwykle punktualnie). Drogo. Nie da się ukryć - jesteśmy w Szwajcarii.
Alpejski róg
Długa na 3-4 m rura, rozszerzająca się na końcu i wywinięta do góry (podczas gry dolna część dotyka ziemi), można na niej wygrać 15 tonów. W całej Szwajcarii robi je ok. 30-40 mistrzów, wśród nich Hansruedi Bachmann. Jego pracownia w Stobli niedaleko Eggiwil zajmuje piętro drewnianego domu w otoczeniu sielskiego krajobrazu (zielone pastwiska na łagodnych pagórkach, w sąsiedztwie piękna, stara farma, w dali linia lasu). Rogi "dłubał" już jego ojczym, od 1925 r. powstało tu ich ponad tysiąc. Hansruedi wykonuje 30 rogów rocznie, tradycyjnie używając dłuta i hebla. Cienkie i długie pnie miejscowych sosen przecina na pół, drąży, a potem z trzech odcinków skleja róg. Dmuchamy w wąski ustnik - nie jest łatwo wydobyć z giganta dźwięk, ale po paru próbach jakoś się udaje. Brzmi naprawdę potężnie.
Historia rogów sięga połowy XVI w. - pasterzom w Alpach służyły do porozumiewania się (słychać je na 2 km). Dziś stały się instrumentem niemal koncertowym, grywają na nich zawodowi muzycy, no i nie może ich zabraknąć na żadnym ludowym święcie. Rekord pobił kanton Berno (w którym właśnie jesteśmy), gdzie zagrało razem 280 rogów.
By odwiedzić dom pracownię pana Bachmanna, wystarczy się umówić:
http://www.emmental-tours.ch contact@emmental-tours.ch
Bernardyny
Jedyne na świecie Muzeum Bernardynów otwarto w lipcu w Martigny (kanton Wallis). W tym trzypiętrowym gmachu nie podobały mi się tylko... żywe psy w oszklonych "pokoikach" na parterze. Jak nas zapewniano, na noc wracają do swoich panów, ale jednak widok tych łagodnych, pięknych stworzeń śpiących za szybą robi przykre wrażenie.
O ich roli w odszukiwaniu zabłąkanych w górach wędrowców opowiadają filmy, zdjęcia oraz przedmioty związane z codziennym życiem na południu Szwajcarii. Niezwykle ciekawie zaprezentowano biegnący nieopodal Martigny starożytny szlak, jakiś czas temu udostępniony turystom. Via Francigena - droga rzymska, a od 990 r. trakt pielgrzymów (do Rzymu poszedł nim wtedy arcybiskup Canterbury Sigeric), w 1994 r. zaliczona przez Radę Europy do Wielkich Szlaków - to 1700 km i 79 etapów (m.in. Reims, Besancon, Aosta, Ivrea, Pavia). Wiele miejsca poświęcono wyprawie z lipca 1935 r. amerykańskiego dziennikarza Richarda Halliburtona - wzorując się na Hannibalu, pokonał przełęcz św. Bernarda (2469 m n.p.m.) na grzbiecie słonia Dally, wzbudzając po drodze niezwykłe poruszenie. Przemierzył ok. 40 km z Martigny do schroniska św. Bernarda (to w tutejszym klasztorze Augustianów wyhodowano rasę bernardynów). Muzealny sklepik pełen jest maskotek, kubków, a nawet czekoladek w kształcie psów, a ich sylwetki zdobią wagony lokalnego pociągu Saint-Bernard Express.
Swoją drogą 15-tysięczne Martigny pobiło chyba światowy rekord w liczbie wybitnych rzeźb przypadających na mieszkańca: 12 dzieł szwajcarskich twórców stoi na miejskich rondach i trawnikach, a ponad 30 z całego świata zobaczymy w niezwykłym ogrodzie Pierre Gianadda Foundation. W tym powstałym w 1978 r. muzeum z "Cybele" Augusta Rodine'a u wejścia nie sposób nie zauważyć kolorowej olbrzymki na zielonym trawniku - to "Pływaczka" Niki de Saint Phalle. Są też rzeźby Chillidy, Miró, Moora, Brancusiego... Do tego wspaniałe wystawy czasowe - do 12 listopada kolekcja malarstwa europejskiego z nowojorskiego Metropolitan Museum, w przyszłym roku Picasso i Chagall.
http://www.martignytourism.ch
http://www.gianadda.ch
http://www.viastoria.ch
Czekolada
10 proc. szwajcarskiej czekolady (70 ton dziennie) produkuje Cailler-Nestlé w Broc. Pierwsza fabryka powstała w tym miejscu w 1825 r. Maszyny i foremki z XIX w. zobaczymy w części udostępnionej do zwiedzania - w 1972 r. uruchomiono specjalną "trasę turystyczną", a gości codziennie przybywa tu mnóstwo.
Oprowadza nas Anne-Marie Bosso w "kosmicznym" srebrzysto-złotym fartuszku. Zaprojektował go słynny francuski architekt Jean Nouvel, który wygrał konkurs na odnowienie marki Caller (najstarszy, do dziś produkowany gatunek czekolady w Szwajcarii). Nadał nowe kształty kostkom i tabliczkom, zmienił opakowania, zaaranżował trasę turystyczną. Przemierzając ją w 1,5 godz., poznamy pasjonującą historię czekoladowego imperium (obecnie w kraju jest 16 producentów) - Cailler, Suchard, Nestlé, Lind, Tobler byli w XIX w. jego pionierami.
Samej fabryki się nie zwiedza (czasem coś widać przez grubą szybę), ale proces produkcyjny mamy jak na dłoni - za sprawą kilkunastu ekranów, także w podłodze, na których pokazano drogę od plantacji kakao do sklepowych witryn. Wszędzie unosi się zapach kakaowych ziaren, migdałów i orzechów, które praży się na miejscu. W sali kinowej oglądamy stare filmy reklamowe - przypominają kartki z elementarza czy bożonarodzeniowe opowieści. Wycieczkę kończy degustacja: dyskretne oświetlenie, eleganckie szklane lady, na nich równiusieńko ułożone czekoladki. Można jeść do woli, ale ile można...
Bilet wstępu - 4 franki, dzieci i grupy 3
http://www.cailler.ch
Alpejski róg
Długa na 3-4 m rura, rozszerzająca się na końcu i wywinięta do góry (podczas gry dolna część dotyka ziemi), można na niej wygrać 15 tonów. W całej Szwajcarii robi je ok. 30-40 mistrzów, wśród nich Hansruedi Bachmann. Jego pracownia w Stobli niedaleko Eggiwil zajmuje piętro drewnianego domu w otoczeniu sielskiego krajobrazu (zielone pastwiska na łagodnych pagórkach, w sąsiedztwie piękna, stara farma, w dali linia lasu). Rogi "dłubał" już jego ojczym, od 1925 r. powstało tu ich ponad tysiąc. Hansruedi wykonuje 30 rogów rocznie, tradycyjnie używając dłuta i hebla. Cienkie i długie pnie miejscowych sosen przecina na pół, drąży, a potem z trzech odcinków skleja róg. Dmuchamy w wąski ustnik - nie jest łatwo wydobyć z giganta dźwięk, ale po paru próbach jakoś się udaje. Brzmi naprawdę potężnie.
Historia rogów sięga połowy XVI w. - pasterzom w Alpach służyły do porozumiewania się (słychać je na 2 km). Dziś stały się instrumentem niemal koncertowym, grywają na nich zawodowi muzycy, no i nie może ich zabraknąć na żadnym ludowym święcie. Rekord pobił kanton Berno (w którym właśnie jesteśmy), gdzie zagrało razem 280 rogów.
By odwiedzić dom pracownię pana Bachmanna, wystarczy się umówić:
http://www.emmental-tours.ch contact@emmental-tours.ch
Bernardyny
Jedyne na świecie Muzeum Bernardynów otwarto w lipcu w Martigny (kanton Wallis). W tym trzypiętrowym gmachu nie podobały mi się tylko... żywe psy w oszklonych "pokoikach" na parterze. Jak nas zapewniano, na noc wracają do swoich panów, ale jednak widok tych łagodnych, pięknych stworzeń śpiących za szybą robi przykre wrażenie.
O ich roli w odszukiwaniu zabłąkanych w górach wędrowców opowiadają filmy, zdjęcia oraz przedmioty związane z codziennym życiem na południu Szwajcarii. Niezwykle ciekawie zaprezentowano biegnący nieopodal Martigny starożytny szlak, jakiś czas temu udostępniony turystom. Via Francigena - droga rzymska, a od 990 r. trakt pielgrzymów (do Rzymu poszedł nim wtedy arcybiskup Canterbury Sigeric), w 1994 r. zaliczona przez Radę Europy do Wielkich Szlaków - to 1700 km i 79 etapów (m.in. Reims, Besancon, Aosta, Ivrea, Pavia). Wiele miejsca poświęcono wyprawie z lipca 1935 r. amerykańskiego dziennikarza Richarda Halliburtona - wzorując się na Hannibalu, pokonał przełęcz św. Bernarda (2469 m n.p.m.) na grzbiecie słonia Dally, wzbudzając po drodze niezwykłe poruszenie. Przemierzył ok. 40 km z Martigny do schroniska św. Bernarda (to w tutejszym klasztorze Augustianów wyhodowano rasę bernardynów). Muzealny sklepik pełen jest maskotek, kubków, a nawet czekoladek w kształcie psów, a ich sylwetki zdobią wagony lokalnego pociągu Saint-Bernard Express.
Swoją drogą 15-tysięczne Martigny pobiło chyba światowy rekord w liczbie wybitnych rzeźb przypadających na mieszkańca: 12 dzieł szwajcarskich twórców stoi na miejskich rondach i trawnikach, a ponad 30 z całego świata zobaczymy w niezwykłym ogrodzie Pierre Gianadda Foundation. W tym powstałym w 1978 r. muzeum z "Cybele" Augusta Rodine'a u wejścia nie sposób nie zauważyć kolorowej olbrzymki na zielonym trawniku - to "Pływaczka" Niki de Saint Phalle. Są też rzeźby Chillidy, Miró, Moora, Brancusiego... Do tego wspaniałe wystawy czasowe - do 12 listopada kolekcja malarstwa europejskiego z nowojorskiego Metropolitan Museum, w przyszłym roku Picasso i Chagall.
http://www.martignytourism.ch
http://www.gianadda.ch
http://www.viastoria.ch
Czekolada
10 proc. szwajcarskiej czekolady (70 ton dziennie) produkuje Cailler-Nestlé w Broc. Pierwsza fabryka powstała w tym miejscu w 1825 r. Maszyny i foremki z XIX w. zobaczymy w części udostępnionej do zwiedzania - w 1972 r. uruchomiono specjalną "trasę turystyczną", a gości codziennie przybywa tu mnóstwo.
Oprowadza nas Anne-Marie Bosso w "kosmicznym" srebrzysto-złotym fartuszku. Zaprojektował go słynny francuski architekt Jean Nouvel, który wygrał konkurs na odnowienie marki Caller (najstarszy, do dziś produkowany gatunek czekolady w Szwajcarii). Nadał nowe kształty kostkom i tabliczkom, zmienił opakowania, zaaranżował trasę turystyczną. Przemierzając ją w 1,5 godz., poznamy pasjonującą historię czekoladowego imperium (obecnie w kraju jest 16 producentów) - Cailler, Suchard, Nestlé, Lind, Tobler byli w XIX w. jego pionierami.
Samej fabryki się nie zwiedza (czasem coś widać przez grubą szybę), ale proces produkcyjny mamy jak na dłoni - za sprawą kilkunastu ekranów, także w podłodze, na których pokazano drogę od plantacji kakao do sklepowych witryn. Wszędzie unosi się zapach kakaowych ziaren, migdałów i orzechów, które praży się na miejscu. W sali kinowej oglądamy stare filmy reklamowe - przypominają kartki z elementarza czy bożonarodzeniowe opowieści. Wycieczkę kończy degustacja: dyskretne oświetlenie, eleganckie szklane lady, na nich równiusieńko ułożone czekoladki. Można jeść do woli, ale ile można...
Bilet wstępu - 4 franki, dzieci i grupy 3
http://www.cailler.ch
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl




więcej zdjęć








