Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Kurorty, wulkany i anioł stróż

Nelly Kamińska
01.05.2007 , aktualizacja: 05.11.2007 11:48
A A A Drukuj
Owoce opuncji

Owoce opuncji (Fot. Nelly Kamińska)

Na Gran Canarii można się bawić i plażować. Lanzarote trzeba kontemplować
Ilekroć wspominam Gran Canarię, śliczne uliczki Agüimes, Teror i Las Palmas, urwiste klify i lazur oceanu zawsze schodzą na drugi plan. Najlepiej pamiętam... nasz hotel i jego wielki jak lotniczy hangar hol z kolorowym szkłem i marmurami, kaskadami i fontannami, lśniącymi posadzkami i serpentynami schodów. Zatrzymaliśmy się w Puerto de Mogán na skraju Costa Canaria - rozrywkowo-hotelowego zagłębia na południu wyspy. Są tu i piękne, piaszczyste plaże, i łagodny brzeg (Gran Canaria jest górzysta, skalista i nie z każdej strony łatwo dostępna, z 236 km linii brzegowej plaże zajmują 50). Przedsiębiorcy budowlani pojawili się Puerto de Mogán dopiero pod koniec lat 80. Miało to być nieduże, ekskluzywne kąpielisko dla zamożnych gości z własnymi jachtami - przeciwwaga sąsiednich megakurortów Maspalomas i Playa del Ingles. Ale chyba się do nich upodobni. Jego obrzeża już zamieniły się w wielki plac budowy. Miodowo-błękitny (góry i ocean) pejzaż szpecą betonowe słupy i stalowe zbrojenia. Hotelarze zabudowują nie tylko wąski pas płaskiego wybrzeża, ale też górskie zbocza!

Wieczorem idę na spacer do miasta. Szeroka promenada prowadzi na niewielką plażę z kilkoma rzędami niebieskich leżaków (kilka osób kontempluje księżyc). Tuż obok port rybacki i przystań. Przy kejach rewia jachtów - jest co podziwiać! Gdzieś tu musi być i Yellow Submarine - łódź podwodna, która kilka razy dziennie zabiera turystów do wraku fregaty leżącego na głębokości 20 m. Wraków i grot jest tu sporo, dzięki nim Puerto de Mogán stał się nurkowym centrum Gran Canarii. Do przystani przylega śliczna jak z obrazka dzielnica białych willi (większość do wynajęcia) z ukwieconymi uliczkami, licznymi kanałami i wygiętymi w łuk mostkami, zwana kanaryjską Wenecją.

***

Z Puerto de Mogán ruszamy na północ. Szosa pnie się w górę pomiędzy miedziano-brunatnymi pagórkami. Otwierają się przepaście i wąwozy, niebo zaczyna się chmurzyć. Przewodniki nazywają Gran Canarię kontynentem w miniaturze. Wulkaniczny łańcuch z najwyższym stożkiem Pico de las Nieves (1949 m) dzieli wyspę na dwie strefy: żyzną, zieloną północ (górska bariera zatrzymuje tam chmury i wilgoć) oraz suche, pustynne południe.

Pierwszy przystanek - miasteczko Agüimes. W 1487 r. królowa Kastylii Izabela Katolicka przekazała je Kościołowi w podzięce za zasługi w podboju Gran Canarii. Kluczymy po stromych, brukowanych uliczkach, ciasno zabudowanych domami z kamienia (kawałeczki ścian zostawia się nieotynkowane, by wyeksponować budulec). Wszystkie fasady są kolorowe. Najbardziej podoba mi się kremowa ściana z błękitnym obramowaniem i mosiężną, przekrzywioną latarenką. A te kamienne schodki i podmurówki - cudo! Od razu widać, że zegar bije tu wolniej. W zaułkach pusto, na skwerach i placach starsi panowie prowadzą niespieszne rozmowy, a w maleńkim muzeum historycznym wśród eksponatów przechadza się czarny kot.

Od 1988 r. w Agüimes odbywa się Festival del Sur (w tym roku w lipcu), na który zapraszane są teatry z Europy, Afryki i Ameryki Łacińskiej (http://www.festivaldelsur.com ).

***

Równie piękne jest Teror. Legenda opowiada, że w 1481 r., trzy lata po zajęciu wyspy przez Hiszpanów, grupka pasterzy ujrzała na czubku sosny postać Matki Boskiej. Wieść o cudzie lotem błyskawicy obiegła wyspę. Koło sosny postawiono świątynię, wokół której zaczęła się budować hiszpańska arystokracja. Basilica de Nuestra Senora del Pino (Matki Boskiej Sosnowej), która dziś stoi w miejscu objawienia, pochodzi z 1760 r. Na ołtarzu pod srebrnym baldachimem XV-wieczna, drewniana rzeźba Matki Boskiej Sosnowej w haftowanej sukni. W 1914 r. papież Pius X obwołał ją patronką wyspy. Dobrze jest przyjechać do Teror we wrześniu, podczas jej święta albo w niedzielę, kiedy na Plaza del Pino odbywa się cotygodniowy targ. Na nim miejscowe specjały: pikantne kiełbaski chorizo, sery, chleb i słynne słodkości przyrządzane przez cysterki z tutejszego klasztoru.

W sąsiedztwie bazyliki znajduje się Plaza Dona Maria Teresa de Bolivar. Ten niewielki placyk z kamiennymi ławeczkami i fontanną nosi imię pierwszej żony Simóna Bolivara - bohatera wojen z Hiszpanią o niepodległość Ameryki Południowej (była kanaryjską szlachcianką, zaledwie rok po ślubie umarła na żółtą febrę).

Nie można przegapić Calle Real - reprezentacyjnej ulicy miasta i jej kolonialnych rezydencji (są i XVI-wieczne!) z kunsztownie rzeźbionymi balkonami z ciemnego drewna.

Warto też zajrzeć do Casa Museo de los Patrones de la Virgen - XVII-wiecznego domu z patio i drewnianym krużgankiem. Należy do arystokratycznej rodziny Manrique de Lara, która opiekuje się figurą Matki Boskiej Sosnowej. W pokojach można obejrzeć stare fotografie, obrazy, broń i meble, w stajniach kolekcję powozów, m.in. karocę Alfonsa XIII (król Hiszpanii do 1931 r.), a w garażu - zabytkową limuzynę Triumph Renown.

***

20 km dzieli Teror od Las Palmas. Wizytę w stolicy zaczynamy od najstarszej dzielnicy - Veguety. W czerwcu 1478 r., w miejscu, gdzie dziś stoi kościół San Antonio Abad, hiszpańscy żołnierze rozłożyli obozowisko. Dowódca kazał je ponoć otoczyć palisadą z palmowych pni i nazwał Real de Las Palmas.

Osadnicy z Europy, którzy zaczęli napływać w XVI w., nie mieli łatwego życia. Las Palmas było łakomym kąskiem dla korsarzy. W 1595 r. Francisowi Drake'owi nie udało się wprawdzie zdobyć miasta (co upamiętnia 6 października doroczny festyn), ale już cztery lata później złupił je holenderski pirat Pieter van der Does. Przez blisko 400 lat Las Palmas ograniczało się do okolonych murami dzielnic Vegueta i Triana, ale w połowie XIX w. dzięki zwolnieniu z opłat celnych stało się jednym z najruchliwszych portów atlantyckich. Od początku lat 60. XX w., kiedy na Gran Canarii pojawili się pierwsi turyści, Las Palmas ponadpięciokrotnie zwiększyło liczbę mieszkańców (dziś ma ich prawie 400 tys.).

Najsłynniejszym zabytkiem jest Casa de Colón - Dom Kolumba. Jeden z najstarszych budynków w mieście, dawna siedziba gubernatora, dziś muzeum. Krzysztof Kolumb prawdopodobnie zatrzymał się tu podczas pierwszego rejsu do Nowego Świata w 1492 r. (zdaniem niektórych historyków zawinął na sąsiednią wyspę Gomerę, gdzie mieszkała jego kochanka hrabina Beatriz de Bobadilla - słynna piękność, którą Izabela Katolicka z zazdrości zesłała na Kanary). W muzeum zobaczymy m.in. rekonstrukcję kajuty Kolumba z karaweli "Santa Maria", dziennik okrętowy z pierwszej podróży i mapę świata z 1500 r. narysowaną przez kartografa Juana de la Cosę, który towarzyszył żeglarzowi w wyprawach.

***

Lecąc na Lanzarote, spodziewałam się, że zobaczę błękitny ocean, palmy, wulkany i hotele (jak to na Kanarach), a nie dzieło sztuki. Wyspa miała dużo szczęścia - nie poddała się wszechobecnej na archipelagu komercjalizacji. Czuwał nad nią anioł stróż.

Cała wyspa jest plonem fenomenalnej wyobraźni jednego człowieka - Césara Manrique'a. Ten wszechstronny artysta (malarz, rzeźbiarz, architekt, aranżer przestrzeni, prekursor "sztuki totalnej") urodził się w 1919 r. w Arrecife. Po studiach w Akademii Sztuk Pięknych w Madrycie i trzyletnim pobycie w Nowym Jorku już jako uznany twórca wrócił na Lanzarote i resztę życia poświęcił ratowaniu jej dziedzictwa. "En Lanzarote está mi Verdad" ("Moja prawda jest na Lanzarote") - napisał w pamiętniku.

Naszą bazą wypadową jest Puerto del Carmen - największe wczasowisko na wyspie. Wzdłuż łukowatej nadmorskiej Avenida de las Playas ciągnie się kolonia restauracji, barów, klubów, dyskotek i sklepów. Po drugiej stronie biegnie promenada odgrodzona od oceanu niskim murkiem z grafitowej skały. Kamiennymi schodkami można stąd zejść prosto na plażę. Brązowy piasek znaczą gdzieniegdzie rumowiska czarnych, wulkanicznych skał i kępy palm. Co kilkadziesiąt metrów, w miejscach, gdzie widok na ocean jest wyjątkowo kuszący, napotykam ukwiecone zakole z drewnianą ławeczką. Są i wzorzyste chodniki z kolorowych kamyków.

Podobne dekoracyjne ścieżki zobaczyłam potem w Arrecife, stolicy wyspy. Oplatały XVIII-wieczną twierdzę Castillo de San Jose, a zaprojektował je César Manrique.

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Bestsellery