Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Chorwacja od C do Z: 7 miast w 7 dni

  • Pin It
Tekst i zdjęcia: Alicja Dąbrowska
01.05.2007 , aktualizacja: 04.01.2006 11:11
A A A Drukuj
Przemierzając brzeg chorwackiego rogala co krok natkniemy się na jakiś cud architektury i sztuki
Katedra w Szybeniku
Fot. Alicja Dąbrowska
Katedra w Szybeniku
Najlepiej zwiedzać je przed sezonem lub po. Wiadomo - mniej turystów, łatwiej o nocleg, a i ceny niższe. Chorwackie miasta to poważna konkurencja dla morza i plaż.

Cavtat

Zaczynamy od samego południa. Na wąskim, wciskającym się w Adriatyk cyplu 20 km w dół od Dubrownika (po drodze same serpentyny) leży starszy od niego Cavtat, antyczne Epidaurum. Schodzę do miasteczka po... schodkach, wprost z hotelu Croatia na sąsiednim wzgórzu. Wspaniały poranek, świeżo po burzy. Otacza mnie tuman zniewalających, ciepłych zapachów: sosna, jaśmin, lawenda, oleander, hortensja, pelargonia... Na początku czerwca zieleń jest niezwykle soczysta, wszystko kwitnie. Nawet białe, skaliste pagórki, z których zdaje się składać ta część Chorwacji, żółcą się potężnymi krzakami żarnowca (niezwykły widok!).

Cavtat da się przejść w parę minut. To parę uliczek na krzyż, z deptakiem wzdłuż morza, przy nim dwa kościoły (przyciągają wzrok z daleka - z wierzchu gotyk, w środku oszczędny barok i piękne kamienne kropielnice), bary i conoby (tawerny), no i pamiętające czasy Republiki Dubrownickiej palazzi. Ale łatwo dać się wciągnąć w małe, biegnące w górę od promenady zaułki. Toną one w plątaninie elektrycznych kabli, kwiatów, winorośli i zarośli. Mnóstwo kotów. Co krok napis APARTMAN - w Chorwacji prawie każdy dorabia wynajmowaniem turystom pokoi i apartamentów (ceny od dziesięciu do kilkudziesięciu euro za noc). Między starymi, niskimi domkami niczym plomby tkwią małe kapliczki, w środku święty obraz i co najwyżej parę ławek.

Woda w Adriatyku - choć jest i port - przezroczysta, ani jednego śmiecia! Przyjemnie wędruje się ścieżką wzdłuż poszarpanego brzegu, mijając poskręcane od wiatru potężne pinie, podziwiając widoki (liczne wysepki na horyzoncie).

Na dobrą sprawę niewiele więcej tu do roboty (chyba że lubimy conoby). Aha, na samym końcu cypelka są jeszcze pozostałości Epidaurum z I w. n.e. W pachnących zaroślach natkniemy się na połamane kolumny, kawałki tympanonu, jakieś murki. Niestety, wygląda na to, że od dawna nikt o nie nie dba, sterczą resztki ławek i tablic z opisami.

http://www.tzcavtat-konavle.hr

Dubrownik

O tym mieście napisano już wszystko (jego portret zamieściliśmy również w "Turystyce" nr 21 z 23 maja 2004 r.), ale jak pominąć perłę Adriatyku? Odwiedzony po raz drugi po kilkunastu latach Dubrownik zaskoczył mnie morzem nowiutkich, rdzawoczerwonych dachówek, które aż rażą wśród resztek tych wiekowych, spłowiałych, szarożółtych. W 1991 r. jugosłowiańska armia przez siedem miesięcy ostrzeliwała starówkę ze szczytu góry Srdj i z krążących po Adriatyku okrętów. Stąd 80 proc. nowych dachów - wyjaśnia nasza przewodniczka Regina Lotko (Polka, od 30 lat w Chorwacji). Na Dubrownik spadło 2 tys. pocisków, zginęło 200 osób. Mapę uszkodzeń oglądamy u wejścia do starego miasta, a ślady kul - na ścianach wielu zabytkowych budowli z jasnego kamienia.

Zaskoczyła mnie też niezliczona liczba figur św. Vlaha, czyli Błażeja, patrona Republiki Dubrownickiej (to jego proroczy sen miał niegdyś uratować miasto przed napadem). Najwspanialsze są chyba te, które sterczą w niszach legendarnych, ponoć najlepiej na świecie zachowanych murów. Długie na 2 km, te od lądu są grube na 6 m, od morza na 3, a wysokie na 25 (zwiedzanie od godz. 8 do 19, wstęp 30 kun, dzieci 10), trzymają się świetnie może dlatego, że do spajania kamiennych bloków użyto mocnej zaprawy - z jajek, koziej sierści i odchodów gołębi. Idzie się jakby kanalikiem pomiędzy dwoma ściankami, wysokim i szerokim na metr (z trudem mijają się dwie osoby). Czasami Błażeje wystają nad turkusowe morze na "wysięgnikach" z wchodzących w Adriatyk bastionów. Wszędzie wdziera się kwitnący właśnie bladożółty zatrwian - wyrasta wprost z murów, dachów i ze stromych skał.

W kościele św. Błażeja spoczywają jego relikwie (pozłacane i posrebrzane kości zanurzone w emalii). 3 lutego są niesione w procesji. Kto dotknie krzyża z nimi, nie będzie chorował na gardło. W skarbcu katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny spoczywa zaś głowa, ręka i noga świętego. Moją uwagę przykuł w katedrze wizerunek Matki Boskiej Portowej cuda czyniący, do niej kierowano modlitwy o deszcz i o szczęśliwy powrót mężów i braci z morza (w potrzebie wynoszono ją na brzeg Adriatyku w procesji).

No i jeszcze trzy motta miasta na fasadach głównych budowli: "Wolności nie sprzedaje się za żadne złoto świata", "Zapomnij o sprawach prywatnych, myśl tylko o sprawach państwowych", "Nasze odważniki nie oszukują" (u wejścia do Sponzy, dawnej mennicy i siedziby urzędu ceł).

Placa, czyli Stradun, czyli corso, czyli główny deptak, jak zawsze lśni w słońcu wielkimi, błyszczącymi płytami z jasnego kamienia (300 m długości). Boczne uliczki idą odeń ostro w górę, między nimi gąszcz markiz, knajpianych stolików, w górze na sznurkach powiewa pranie, a w głębi, za bramami, można podglądać pełne zieleni wirydarze. Oszczędne, zwarte mury palazzi zdobią za to pyszne portale i obramowania okien.

Na nowo zachwycił mnie krajobraz wokół miasta, esencja śródziemnomorskich klimatów - z ostrymi cyprysami wśród białych, skalistych wzgórz (gdzieniegdzie także poskręcane oliwki i figi), kępami żarnowca i lawendy oraz kwitnącymi na landrynkowo kupulastymi krzakami oleandrów.

http://www.visitdubrovnik.hr

Orebicć

To miasto kapitanów na półwyspie Pelješac czasy największej świetności przeżywało w XIX wieku, tutejsi armatorzy mieli wówczas ponad 60 wielkich żaglowców. W 1870 r. na 500 mieszkańców niemal połowę stanowili właśnie kapitanowie (na starych zdjęciach w muzeum są brodaci i wąsaci, w eleganckich tużurkach). Wzdłuż nabrzeża biegnie uliczka zdobna w palmy i kwitnące na fioletowo bugenwille. Przy niej wspaniałe fasady kapitańskich rezydencji, całe w kamieniu (jak prawie wszystko w Chorwacji). Toną w ogrodach, skryte za wysokimi żelaznymi ogrodzeniami, ale widać, że zazwyczaj prowadziły do nich paradne, szerokie schody z amforami i rzeźbami po bokach (wiele w remoncie). Jest tu również długa, malownicza plaża cała w kamykach.

Nad miastem góruje potężny masyw św. Ilija (961 m) . Na jego stoku 150 m nad poziomem morza usadowił się gotycki klasztor (po chorwacku samostan) i kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej, to on przyciąga do Orebicia gości (mnichów jest dziś tylko dwóch). Morze wyrzuciło tu kiedyś na plażę ikonę, która została patronką klasztoru. Od wieków żeglarze składali jej dary w podzięce za szczęśliwe rejsy - tak powstał największy w Chorwacji zbiór wot. Są wśród nich liczne obrazy (najczęstszy motyw - cudowne uratowanie w czasie morskiej burzy), srebrne przedmioty, a nawet wspaniały żyrandol ze szkła z weneckiego Murano.

Kwadratowy wirydarz otacza krużganek z cienkich kolumienek. Na jednej ze ścian jest zegar słoneczny, wśród klombów wiekowe kamienne studnie i takież garnki na oliwę (rozmiarów sporych baryłek, z uszami i pokrywami).

Obok klasztoru rozłożył się niezwykły cmentarz z nagrobkami kaplicami. Wszyscy kapitanowie chcieli na nim spoczywać. Mamy stąd wspaniały widok na jeden z najpiękniejszych chorwackich kanałów oddzielający Pelješac od wyspy Koreula, no i na samo miasto Koreula (opisaliśmy je w "Turystyce" z 9 lipca) na jajowatym cypelku vis-a-vis.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta