Szlaki Czarnohory: w sercu Huculszczyzny
01.05.2007
, aktualizacja: 24.08.2005 19:22
Niedostępne, tajemnicze i dzikie. Karpaty Wschodnie od ponad stu lat przyciągają turystów, choć o drogę trzeba pytać pasterzy
Pojechaliśmy do Ilców, w samo serce Huculszczyzny. To dobry punkt wypadowy do podejmowania jednodniowych wypraw w Czarnohorę, najwyższe pasmo Karpat Ukraińskich, które tworzy 30-kilometrowy łuk od Pietrosa na północnym zachodzie do Popa Iwana na południowym wschodzie. U podnóża tych gór leżą największe ośrodki Huculszczyzny: Jaremcze, Worochta i Werchowyna.
***
Pop Iwan (2022 m n.p.m.) jest jednym z czterech dwutysięczników Czarnohory (pozostałe to Howerla, Brebenieskul, Gutin-Tomnatyk). Czerwony szlak na szczyt zaczyna się we wsi Dzembronia, 15 km od Ilców. Zatrzymaliśmy się u rodziny Kikinczuków w czystych, ładnie umeblowanych pokojach, z jadalnią, telewizorem i łazienką.
Ruszamy wcześnie rano taksówką (100 hrywien w obie strony), bo gospodarze odradzili nam jazdę samochodem - droga jest kiepska, łatwo uszkodzić podwozie o kamienie. (Można też dojechać autobusem - wysiada się w Dzembroni przy kapliczce, skręca w prawo, dalej drogą cały czas prosto, ok. 3 km.)
Szlak zaczyna się na podwórku gospodarstwa, gdzie stoi krzyż upamiętniający partyzantów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), a za nim duża tablica informacyjna Karpackiego Parku Narodowego. Przechodzimy, otwierając sobie furtkę. W razie wątpliwości trzeba pytać, to tutaj normalne.
Po półgodzinnym marszu dochodzimy do niewielkiego gospodarstwa. Tu droga się rozwidla. Skręciwszy w prawo, idziemy przez ogrodzone pastwiska (uwaga na byki, nie zawsze chcą zejść z drogi!). Dalej leśną ścieżką, wokół wysokie świerki i buki. Kiedy drzewa się kończą, stajemy naprzeciw wodospadów. Fantastyczny widok! W wodzie spadającej z dużej wysokości odbijają się promienie słońca. W tym miejscu zaczyna się roślinność wysokogórska: kosodrzewina, olchy i jałowce. Na Smotrecz (1818 m) wspinamy się udeptaną ścieżką, mając z jednej strony panoramę Dzembroni, z drugiej - grzbiety Czarnohory. Przedzierając się przez ponaddwumetrową kosówkę, docieramy do charakterystycznych skał. Tu trzeba skręcić w lewo, jak pokazuje czerwona strzałka. Olbrzymie głazy z piaskowca wyznaczają szlak na szczyt Smotrecza, najbardziej oryginalny jest Uchaty Kamień.
Ze Smotrecza idziemy dalej połoniną. Od czasu do czasu spotykamy turystów (połowa to Polacy). W kotle doliny widać ruiny przedwojennego schroniska Akademickiego Zrzeszenia Sportowego (AZS) - przed wrześniem 1939 r. w Karpatach Wschodnich było 58 polskich schronisk i kilkanaście czechosłowackich, wytyczono ponad 2 tys. km szlaków górskich.
Dalsza droga prowadzi w pobliżu Pohanego Misca (Nieszczęśliwego Miejsca). Według legendy znajduje się tu grób pasterza zabitego przez piorun i pochowanego bez udziału księdza. Nieszczęsna dusza często daje o sobie znać, nękając pasterzy i turystów gwałtownymi burzami i wichurami. To miejsce nazywane jest też Czarnohorskim Trójkątem Bermudzkim, bo łatwo się tu zgubić. Nic dziwnego, szlak nie jest oznakowany. Wystarczy jednak trzymać się słupków dawnej granicy polsko-czechosłowackiej i na pewno dojdziemy do celu.
Granica biegła m.in. grzbietem Czarnohory od Howerli do Popa Iwana. W okresie międzywojennym często toczyły się tu walki między polską strażą graniczną a bojówkami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) wspieranymi przez wywiad czechosłowacki. Do dziś zachowały się nagrobki poległych strażników granicznych w Worochcie i Żabiem (Werchowynie).
Zrywa się gwałtowna wichura. Chmury zasłaniają słońce i górskie szczyty. Idzie się ciężko, prawie nic nie widać. Wreszcie tuż przed nami wyrastają potężne kamienne mury Obserwatorium Państwowego Instytutu Meteorologicznego - dotarliśmy na szczyt. Obserwatorium na Popie Iwanie (otwarte w 1938 r.) było najwyżej położoną, zamieszkaną budowlą II Rzeczypospolitej. Miało pięć pięter i 43 pomieszczenia. "Białego słonia", jak je nazywano, wyposażono w najnowocześniejszą na owe czasy aparaturę. Była tu również placówka straży granicznej. 17 września 1939 r. personel opuścił budynek, wywożąc najcenniejszy sprzęt na Węgry. W czasie wojny obserwatorium przejęli Niemcy, potem Węgrzy, wreszcie zdewastowała je miejscowa ludność.
Zachowały się mury, wewnątrz schody, fragmenty pomieszczeń i kanalizacji. Nad głównym wejściem widać resztki stylizowanego Orła ze śladami po kulach. Niżej pozostałości kotłowni z zardzewiałymi piecami centralnego ogrzewania i kaloryferami. Odpoczywamy i schodzimy w dół tą samą trasą. Dusza pasterza nie daje za wygraną.
Wyprawa na Popa Iwana zajęła nam ok. dziewięciu godzin. Można ją polecić doświadczonym turystom, osoby z mniejszym doświadczeniem powinny iść z przewodnikiem. Warto wcześniej zadbać o powrót na kwaterę i zamówić sobie transport, bo wieczorem nie można liczyć na żadną komunikację.
***
Na Howerlę (2061 m n.p.m.), najwyższy szczyt Karpat Ukraińskich, najprościej wejść od schroniska Zaroślak. Z Ilców jedziemy samochodem w kierunku Werchowyny (do schroniska nie kursują autobusy, z Worochty lub Werchowyny taksówką ok. 50 hrywien), tuż przed nią skręcamy w lewo "Na Gowerlu", jak pokazuje drogowskaz. Po kilku kilometrach - szlaban, za nim zaczyna się Karpacki Rezerwat Państwowy. Trzeba zapłacić 2 hrywny od osoby, podać numer samochodu i można dalej jechać do samego Zaroślaka (uwaga na doły i wystające kamienie!).
Czerwony szlak na Howerlę jest dobrze oznakowany. Od kapliczki ruszamy prosto, jak pokazuje strzałka. Idziemy świerkowym lasem wzdłuż Prutu, który ma tu swoje źródła. Po blisko 40 min docieramy do pierwszego słupka dawnej granicy (odtąd one będą wyznaczać szlak). Dochodzimy do skraju połoniny, przez kosodrzewinę przeprawiamy się do Małej Howerli, a potem ostra wspinaczka na szczyt i - po pięciu godzinach wędrówki wspaniała nagroda - panorama Karpat Ukraińskich i Rumuńskich.
Howerla (z rumuńskiego hovirla, czyli trudne do przejścia) jest dla Ukraińców symbolem - wielu uważa zdobycie szczytu za swój narodowy obowiązek. Wejście nań było przed pomarańczową rewolucją formą deklaracji polityczno-ideowej. Od kilku lat corocznie wspinają się tam grupy zwolenników "Naszej Ukrainy" z Wiktorem Juszczenką. W połowie lipca przybyło tu 18 tys. osób!
Z Zaroślaka dojdziemy też do polodowcowego jeziora Niesamowitego (1750 m n.p.m.) u stóp szczytu Turkuł (1933 m n.p.m.). Przechodzimy przez most, dalej drogą wybudowaną jeszcze przez Austriaków, potem udeptaną ścieżką (szlak jest nieoznaczony). Jezioro (80 m długości, 45 szerokości) ma niezwykły, sinoniebieski kolor.
1
2
następne »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl




więcej zdjęć









