Luksusowe hotele zamieniły się w lombardy. Rosjanie płacili tym, co mieli na sobie

Co robili Rosjanie, gdy karty płatnicze przestały działać, a nad głową wisiało widmo niezapłaconych rachunków za pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu? Płacili tym, co mieli na sobie. Biżuterią, zegarkami i futrami. A hotelarze skwapliwie je przyjmowali i przekazywali dalej do wyceny. Jeśli kosztowności pokrywały koszt pobytu, wszyscy się do siebie uśmiechali. Gdy były mniej warte - proszono o więcej.

Więcej informacji o Polsce i świecie przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Jak może wyglądać dalej wojna w Ukrainie? Pytamy eksperta

Płacą tym, co mają na sobie

O sytuacjach, do których dochodziło w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach w St. Moritz, Zermatt czy Montreaux w Szwajcarii, donosi Andrew Tuck, redaktor naczelny magazynu "Monocle". Zdaniem Tucka Rosjanie pobyty opłacali przedmiotami ledwo co zakupionymi, oryginalnie zapakowanymi, nieużywanymi, z metkami. Hotele zamieniły się więc w punkty jubilerskie i lombardy.

Konsekwencje sankcji

Karty kredytowe po odcięciu Rosjan od systemu SWIFT stały się bezużyteczne, a w wyniku sankcji lotniczych obywatele Federacji Rosyjskiej zostali albo uziemieni, albo skazani na loty przez tzw. przyjazne kraje. Wielokrotnie już informowaliśmy, że turyści z Rosji nie mogli wrócić z Tajlandii, Malediwów czy Dominikany. Po raz pierwszy zagraniczne media donoszą o bezgotówkowych rozliczeniach Rosjan za pobyt.

Przejście graniczne w Gruzji (zdjęcie ilustracyjne)Exodus Rosjan przybiera na sile. W tych krajach witają ich z otwartymi ramionami

Nie mogą wrócić

Z szacunków Rosyjskiej Izby Turystycznej wynika, że na początku kwietnia w Tajlandii przebywało ok. 7 tys. rosyjskich turystów, którzy nie mogli wrócić do domu. "The Economist" sugeruje, że niektórym udało się wrócić przez Dubaj i inne kraje Zatoki Perskiej, ale co najmniej kilka tysięcy Rosjan wciąż jest na Phuket. I nie wiadomo, kiedy wrócą. Informowaliśmy, że niektórzy restauratorzy pozwalają płacić przelewami za posiłki, inni zaoferowali gościom przeniesienie do tańszych pokoi, kolejni zaproponowali bezpłatne noclegi w hostelach.

Hotel sieci RIU w MeksykuHiszpańska sieć hoteli zamyka się na turystów z Rosji. "Jaskiniowa rusofobia"

"The Economist" podaje, że na Sri Lance utknęło 11 tys. Rosjan, a na Bali blisko 20 tys. Choć kraje te nie dołączyły do sankcji gospodarczych, powrót wcale nie jest bezproblemowy. Samolotów jest mniej, wiele rosyjskich maszyn z różnych przyczyn zostało uziemionych. Ci obywatele Federacji Rosyjskiej, którzy chcą wrócić do Europy Zachodniej, np. Londynu, Monte Carlo czy Marbelli, muszą lecieć przez Dubaj albo Stambuł, bo te kraje jeszcze się na nich nie zamknęły. Oznacza to wielogodzinne nadłożenie drogi i wyższe ceny biletów.

Tygodnik "Polityka" zwraca uwagę, że w popularnych kurortach w Szwajcarii, Tajlandii czy na Malediwach utknęli oligarchowie powiązani z Putinem i wspierający jego politykę. Wśród urlopowiczów są również przeciętni Rosjanie, którzy podobnie jak bogacze, nie mogą wrócić do domu.

Źródła: "Monocle", "The Economist", "Polityka"

Więcej o: