Branża hotelarska dotknięta restrykcjami. "Dla hotelarzy nastaje głęboka i mroźna zima"

Od 7 listopada w hotelach i innych obiektach świadczących usługi noclegowe można się zatrzymać będąc w podróży służbowej. Jak branża przyjęła nowe zasady przyjmowania gości? Rozmawiamy z Markiem Łuczyńskim, prezesem Polskiej Izby Hotelarzy.

Urszula Abucewicz, Podróże Gazeta.pl: Rząd wprowadził nowe restrykcje w walce z pandemią. Obostrzenia dotknęły branżę hotelarską. Goście mogą zatrzymać się na nocleg pod warunkiem, że są w podróży służbowej.

Marek Łuczyński: W opinii publicznej rozpowszechniona została informacja, że hotele mogą przyjmować jedynie osoby podróżujące służbowo, natomiast nie do końca jest to prawda. Ośrodki mogą pełnić również rolę hoteli dla medyków. Mogą być wykorzystywane jako izolatoria, hotele robotnicze (reguluje to odrębna ustawa). Z usług hotelarskich może także skorzystać osoba w ramach pobytu medycznego z opiekunem.

Myślę, że jest to kwestią czasu, gdy rząd ogłosi pełen lockdown i goście utracą w ogóle możliwość podróżowania. To, z czym teraz się zmagamy, to przede wszystkim z pandemią strachu. Goście boją się podróżować. Uważam to za bezpodstawne, ponieważ nie słyszałem o jakichś ogniskach chorobowych w hotelach. Latem mowa była o jednostkowych przypadkach w pasie nadmorskim, ale to był margines.

GIS czy sanepid nie ma żadnych, moim zdaniem, podstaw, do takiego traktowania hotelarzy, skoro kościoły czy obiekty wielkopowierzchniowe są otwarte. Tylko te obiekty noclegowe powinny być zamknięte, w których jest potwierdzona i udokumentowana transmisja COVID-u. Jeśli sanepid nie potrafi tego zdiagnozować i zidentyfikować – to moim zdaniem – hotele powinny być normalnie otwarte.

Restrykcjami objęte zostały hoteleRestrykcjami objęte zostały hotele Norenko Andrey / shutterstock

Stworzyliście Branżowy Sztab Kryzysowy. Na czym on polega?

Wystosowaliśmy jako Polska Izba Hotelarzy razem z Północną Izbą Gospodarczą do Ministerstwa Rozwoju wspólny apel o przyjęcie wsparcia przedsiębiorstw sektora turystyki i gastronomii opartego na trzech filarach: bezpieczeństwa regulacyjnego, płynnościowego oraz  przedsiębiorców i pracowników. Postulujemy również o pilne utworzenie przez Ministerstwo Finansów funduszu rekompensat dla wierzycieli. Uważamy, że polski rząd powinien stworzyć tzw. tarczę ochronną – tarczę prawną, która małych i średnich hotelarzy mogłaby uchronić m.in przed egzekucjami komorniczymi.  Ciągle czekamy na odpowiedź z ministerstw. Branża HORECA to jest potężna branża, która generuje ok. 7 proc. PKB w skali roku. Mamy wrażenie, że usługi i handel, są gorzej traktowane przez rządzących niż przemysł. W różnych organizacjach coraz bardziej dochodzi do głosu przeświadczenie, że branża hotelarska czy też eventowa nie jest priorytetem dla rządzących. Niestety.

Czy jakieś hotele ogłosiły już upadłość pod wpływem pandemii?

Myślę, że tych zamykanych hoteli będzie coraz więcej. Z tygodnia na tydzień będzie coraz więcej tego typu przykładów. Hotele typu spa&wellness, które zwykle w drugiej połowie października miały średnie obłożenie rzędu nawet 70-80 proc. – teraz mówią o obłożeniu poniżej 15 proc. To jest dramat, dlatego że żaden właściciel hotelu nie będzie dopłacał do działalności obiektu. Myślę, że fala zamknięć obiektów noclegowych to jest kwestia najbliższych dwóch-trzech tygodni. Wszyscy czekamy na decyzję rządu, widzimy, co się dzieje. Uważam, że dla hotelarzy nastaje głęboka i mroźna zima. Ciężko szacować, jak duży będzie procent upadłości hoteli. Na pewno będzie bardzo duży ruch na rynku nieruchomości hotelarskich. Uaktywniły się międzynarodowe fundusze inwestycyjne, które już czekają na okazje, na skupowanie hoteli za bezcen. Myślę, że co poniektórzy hotelarze będą się musieli ratować sprzedażą ośrodka czy hotelu. O głośnych upadłościach jeszcze na szczęście nie słyszymy.

Marek Łuczyński, prezes Polskiej Izby HotelarzyMarek Łuczyński, prezes Polskiej Izby Hotelarzy Polska Izba Hotelarzy



Jak ocenia pan sezon wakacyjny?

Sezon wakacyjny był bardzo niejednorodny. Wygrały te hotele, które postawiły na gościa indywidualnego. W resortach czy kurortach to były często wręcz rekordowe wakacje. Oczywiście na drugim biegunie były hotele miejskie, które świeciły pustkami. Dla nich nie ma nawet światełka w tunelu. 

Można zaklinać rzeczywistość, mówić: "ale mieliście wakacje", powiedzmy sobie szczerze, wakacje szybko minęły, a teraz jest szara smutna rzeczywistość. Bez pomocy rządowej, bez odpowiednich subwencji płynnościowych z PFR-u dla samozatrudnionych, dla mikro, małych, średnich i dużych przedsiębiorstw to tak naprawdę nie damy rady. Projekt pomocy dla branży powinien nie być jednostkowy w skali miesiąca czy też kwartału. Oczekiwałbym od rządu konkretnych dalekosiężnych pomysłów wyjścia z zapaści jaka dotknęła branżę HORECA. Polska Izba Hotelarzy zaproponowała pięcioletnią strategię wychodzenia z impasu, z tego wielkiego kryzysu, który nastał.

Oczekujemy obniżenia stawki podatkowej VAT, PIT i CIT. Dramatycznie tego potrzebujemy. Myślę, że bardzo ważnym tematem jest również stworzenie dodatkowych form – pobudzenia popytu w branży. Sam bon turystyczny, który był ukierunkowany na rodziny z dziećmi nie uratował branży, był tylko cząstkową pomocą. Bardzo niewystarczającą.

Hotele miejskie w ogóle nie skorzystały z tych bonów turystycznych, natomiast uważam, że pewna forma bonów na organizacje szkoleń, eventów – powinna też powstać. Żeby firmy, kiedy pandemia będzie mijała, mogły wysyłać swoich pracowników do hoteli na szkolenia. Wielka Brytania wprowadziła bon dla gastronomii. Dlaczego nie wprowadzić takiego rozwiązania u nas? Kolejny pomysł to bon odpornościowy, czyli voucher na pobyt w hotelach typu wellnes&spa. Ktoś powie, że to jest dodrukowanie kuponów, ale niestety cały świat jest w wielkim kryzysie. Trzeba po prostu pobudzić popyt, który jest teraz praktycznie zerowy i mieć plan wyjścia z tej sytuacji, czego nie widzę wśród rządzących. Potrzebujemy scenariusz działania na najbliższe miesiące, a nie doraźne działania, z tygodnia na tydzień.

Branża hotelarska i restauracyjna ucierpiały najbardziejBranża hotelarska i restauracyjna ucierpiały najbardziej Norenko Andrey / shutterstock

Inne kraje wprowadziły pełny lockdown. Pewnie i nas to niebawem czeka.

I bardzo się tego boimy. Łatwiej byłoby przedsiębiorcom dochodzić roszczeń, gdyby w Polsce ogłoszony zostałby stan klęski żywiołowej. Przedsiębiorcy mogliby otrzymać godziwe rekompensaty. Mamy pełzający, zgniły lockdown, za to pełny lockdown będzie nosił nazwę kwarantanny narodowej, a takiego pojęcia nie ma w polskim prawie. Sądzę, że nastąpi fala pozwów, czy to indywidualnych czy zbiorowych do rządu polskiego o zadośćuczynienie, o rekompensatę pieniężną.

Obawiamy się, że turystyka i hotelarstwo zostały poświęcone. W połowie października byłem, razem z innymi przedstawicielami branży, na spotkaniu z premierem Gowinem. Spotkaliśmy się w Ministerstwie Rozwoju. Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Może gdybym bym prezesem Polskiej Izby Chryzantem, to reakcja byłaby szybsza. Myślę, że pokutuje podejście: "przecież mieliście dobre lato. Co wy tam biadolicie". To jest myślenie krótkowzroczne, bo przecież to jest system naczyń połączonych. Cashflow musi być ciągle w obrocie. Właściciele obiektów mają gigantyczne rachunki do opłacenia. Hotel to jest fabryka, jeżeli rząd uważa, że trzeba dotować przemysł, ratować pewne sektory gospodarki, które zatrudniają robotników – to ja odpowiadam, że hotel też jest taką fabryką, bo zatrudnia wiele osób z  gastronomii, house keepingu, managerów, itp. Społeczności lokalne są zatrudnione w większości w jednym czy drugim obiekcie hotelarskim, co daje duże możliwości rozwoju dla gmin, bo hotelarze zostawiają przecież podatki w tych gminach. Apeluję do rządu, żeby nie stawiać nas na straconej pozycji.

Mirosława Stachowiak-Różecka w programie Kawa na ława powiedziała, że nie będzie dotowana turystyka, ponieważ Polaków na wiosnę nie będzie stać na wyjazdy – czy to do Polski czy za granicę. To jest takie myślenie: "To was poświęcamy. Radźcie sobie sami".

Mam takie wrażenie, że zostaliśmy pozostawieni sami sobie, dlatego nie ukrywamy, że szukamy sprzymierzeńców w innych sektorach gospodarki. Jeżeli połączymy siły z innymi, to może będziemy bardziej słyszalni, bo małe usługi i handel nie są priorytetem dla rządzących.