"Otwarta" kwarantanna w Tajlandii. Turyści otrzymają urządzenia monitorujące przemieszczanie się

"Otwarta" kwarantanna. Taki pomysł mają władze Tajlandii, aby branża turystyczna przetrwała w trudnym pandemicznym czasie. Siedem prowincji, w tym m.in. Chiang Mai i Phuket wykazały zainteresowanie inicjatywą.

Obecnie turyści przyjeżdżający do Tajlandii mogą przyjechać na co najmniej miesiąc. Z czego pierwsze 14 dni muszą spędzić w kwarantannie w hotelu. Rozwiązanie, które proponuje Tharet Krasnairawiwong, dyrektor generalny Departamentu Wsparcia Usług Zdrowotnych, wprowadzałoby "otwartą" kwarantannę. Oznacza to, że izolowani goście mogliby wychodzić z hotelu.

Niemniej jednak obowiązywałyby ich pewne restrykcje. Każda osoba, przez cały czas przebywania poza pokojem hotelowym musiałaby mieć przy sobie urządzenie monitorujące przemieszczanie się. Turyści mogliby również poruszać się tylko po wyznaczonych trasach. Takich, po których nie uczęszczają lokalni mieszkańcy. Ponadto przez całą dobę monitorowany byłby też ich stan zdrowia. Szef Departamentu Wsparcia Usług Zdrowotnych wspomina, że "uwolnione" zostałyby również aktywności na wolnym powietrzu, np. gra w golfa.

Choć rozwiązania prezentowane przez Krasnairawiwonga wydają się restrykcyjne, to jego zdaniem mogą ożywić gospodarkę i uratować branżę turystyczną. Jest to jednak wciąż propozycja, którą muszą zaakceptować lokalne władze. 

Wstępnie "otwartą" kwarantanną zainteresowanych jest siedem prowincji: Chiang Mai i Chiang Rai na północy kraju, Phuket i Surat Thani na południu, Chonburi, Rayong na wschodnim wybrzeżu oraz Buriram na północnym wschodzie.

Tajlandię w ubiegłym roku odwiedziło niemal 40 mln turystów. W tym roku władze podają, że kraj odwiedzi zaledwie 8 mln podróżnych.

Źródło: Daily News / rp.pl 

Zobacz wideo Miasto, które było najchętniej odwiedzane w 2018. Co zobaczyć w Bangkoku?