Zaniedbania w austriackim kurorcie przyspieszyły rozprzestrzenianie się wirusa w Europie. "Rażące błędy"

Niezależna komisja powołana przez władze regionalne Tyrolu orzekła, że zaniedbania, których dopuszczono się w tamtejszym kurorcie Ischgl w marcu tego roku przyczyniły się do rozprzestrzenienia koronawirusa w Europie. W wyniku błędnych decyzji tysiące turystów zakaziło się wirusem, a następnie przeniosło go do swoich krajów.

Jak podaje "The Guardian", komisja po raz pierwszy wskazała poszczególne zaniedbania z marca tego roku, które wpłynęły na przyspieszenie rozprzestrzeniania się koronawirusa w Europie. Jej zdaniem krajowe i lokalne władze "popełniły rażące błędy w ocenie", gdy najpierw wahały się co do podjęcia odpowiednich kroków, a następnie zarządziły pospieszną ewakuację ośrodka narciarskiego, o którym mówi się, że był "punktem zero" pierwszej fali koronawirusa na Starym Kontynencie.

Podczas pobytu w Ischgl miały zakazić się tysiące turystów. Pomimo sygnałów o potencjalnym zagrożeniu, z początku je lekceważono. Pod koniec kwietnia pisaliśmy o zbiorowym pozwie osób wypoczywających wówczas w ośrodku narciarskim. Rozgoryczeni turyści mówili o "zrujnowanych wakacjach", a także "chciwości, ignorancji i arogancji". Do pozwu, którego przygotowaniem zajęło się Austriackie Stowarzyszenie Ochrony Konsumentów (VSV), miało dołączyć wówczas blisko pięć tysięcy turystów, zaś we wrześniu BBC informowało, że zainteresowanych jest już sześć tysięcy osób. Głównie są to mieszkańcy Niemiec, a także Austrii, Wielkiej Brytanii i USA.

Szereg błędów w austriackim kurorcie

Komisja w swoim raporcie stwierdziła, że władze Tyrolu powinny już 9 marca zamknąć bary, restauracje oraz wyciągi narciarskie, a także zrezygnować z autobusów, których kursowanie nie było konieczne. Dzień wcześniej służby medyczne zostały bowiem poinformowane, że u kelnera w jednym z tamtejszych barów został zdiagnozowany COVID-19. Ponadto 11 pracowników przez tydzień obsługiwało turystów, choć wykazywali objawy grypopodobne.

Bary w Ischgl zostały zamknięte dopiero 10 marca, a sezon narciarski dwa dni później. Roland Rohrer, przewodniczący komisji i były wiceprezes Sądu Najwyższego Austrii przyznał, że "z epidemiologicznego punktu widzenia była to zła decyzja". Odniósł się też do sytuacji z 5 marca, kiedy służby medyczne Tyrolu ogłosiły, że grupa islandzkich turystów, którzy po powrocie z Ischgl otrzymali w Reykjaviku pozytywne wyniki testów na koronawirusa, prawdopodobnie zakaziła się w samolocie. Jego zdaniem było to postępowanie "niesłuszne". Austriackie media donosiły bowiem, że władze wiedziały, że turyści wracali oddzielnymi samolotami, ale chciały odsunąć zainteresowanie mediów od Ischgl.

Zobacz wideo Czy dojdzie do załamania systemu ochrony zdrowia? "Ogniskowo ono już występuje"

Jednocześnie komisja przyznaje, że nie znalazła dowodów na to, aby przemysł turystyczny naciskał na władze, by nie zamykały sezonu narciarskiego, co było jednym z zarzutów. Nie uniknął ich jednak kanclerz Austrii, który miał zarządzić pospieszną ewakuację doliny Paznaun. "The Guardian" powołuje się na raport, w którym wskazano, że słowa Sebastiana Kurza doprowadziły do nadmiernego pośpiechu - turyści pędzili do samochodów lub wskakiwali do przepełnionych autobusów, co również mogło przyczynić się do szybszego rozprzestrzenienia wirusa. Rohrer uważa, że ewakuacja powinna była przebiegać etapami. 

France24, powołując się na AFP, podaje, że w raporcie wspomniano także o śledztwie, które prowadzi prokuratura w Innsbrucku wobec czterech głównych podejrzanych w kierunku "umyślnego lub wynikającego z zaniedbania narażenia ludzi na przeniesienie choroby". Wśród nich jest m.in. burmistrz Ischgl Werner Kurz.