Koronawirus we Włoszech. Mieszkanka Wenecji o sytuacji na miejscu: "Mydło antybakteryjne kosztuje 30 euro"

Skrócono karnawał w Wenecji, zamknięto szkoły i muzea. "Histerię napędzają media. Życie toczy się niemal normalnie. Ludzie się boją, to prawda, ale chodzą do pracy" - mówi w rozmowie z Podróże Gazeta.pl Chiara Maren, Włoszka, która mieszka pod Wenecją.

Koronawirus dotarł do północnej części Włoch. Ponad 200 osób zostało zakażonych, a 11 nie żyje. Jak sytuacja wygląda na miejscu? Czy ludzie się boją?

- Wprowadzono kwarantannę obejmującą 10 gmin na północy Włoch, zamieszkiwanych przez ok. 50 tysięcy osób - mówi nam Chiara Maren, licencjonowana przewodniczka po Wenecji. - Miasteczka na linii Padwa i Wenecja zostały zamknięte. Nie można ich opuszczać. Ale w Wenecji sytuacja jest prawie normalna.

- Ludzie chodzą do pracy, sklepy spożywcze, pizzerie i restauracje są otwarte. Nie ma w mieście paniki, życie toczy się spokojnie, niemal normalnie -opowiada Maren.

Chiara przypomina, że uroczystości związane z karnawałem w Wenecji zakończyły się dwa dni wcześniej, po decyzji władz regionalnych o odwołaniu wszystkich masowych uroczystości. Ale to działania prewencyjne.

- Chodzi o to, żeby unikać masowych skupisk ludzi. Zamknięto szkoły, uniwersytety i muzea, ale tylko do 1 marca. Rodzice mają problem, bo dzieci zostały w domu i nie ma się nimi kto zająć - zauważa Maren. - Gdy dzieci są w domu, a rodzice w pracy, w mieście trwają prace dezynfekcyjne. Odkażane są tramwaje wodne i pociągi - podkreśla.

"Media potęgują strach"

Kiedy pytam, jaka jest atmosfera i czy mieszkańcy nie boją się koronawirusa, słyszę, że media niepotrzebnie nakręcają histerię. - Wciąż bombardują nas informacjami na ten temat, potęgują strach. To nie epidemia. Ludzie oczywiście się boją, wykupują maseczki, można je kupić nawet w sklepie spożywczym. Cena mydła antybakteryjnego nagle skoczyła do góry, do 30 euro (ok. 130 zł). Media i dziennikarze niepotrzebnie sieją grozę - zauważa Chiara.

Czy w Wenecji i okolicach ludzie nie wychodzą z domów? - Ja wyszłam z domu, poszłam na zakupy, wszystko działa normalnie. Niektórzy się boją, bo słyszałam, że w restauracjach jest mniej klientów. W mieście jest też znacznie mniej turystów. Pracuję z Polakami, dostałam już kilka rezygnacji przyjazdów w tym miesiącu - mówi Włoszka.

Czy Polska jest gotowa na koronawirusa?

Zobacz wideo

Koronawirus we Włoszech. Zamknięte szkoły, odwołane wydarzenia

Przypomnijmy, że pierwszą ofiarą koronawirusa we Włoszech był 78-letni Adriano Trevisan. Zmarł 21 lutego po 10-dniowej hospitalizacji w szpitalu w Padwie. Mężczyzna zanim trafił do szpitala odwiedzał jeden z włoskich barów w Vo 'Euganeo - miejscowości znajdującej się około 30 kilometrów od Padwy.

W regionach Lombardia, Wenecja Euganejska, Piemont i Emilia Romania odwołano wszelkie masowe imprezy, zamknięto szkoły i uniwersytety. W całej Lombardii, gdzie zanotowano najwięcej przypadków zarażenia koronawirusem, zamknięte zostały wszystkie placówki oświatowe.

Ponadto władze Lombardii podjęły decyzję o zawieszeniu wszelkich imprez kulturalnych, rozrywkowych i sportowych oraz uroczystości religijnych. Zamknięte zostały także muzea. Odwołano też wszystkie msze i nabożeństwa. Decyzję podjęła tamtejsza archidiecezja. Dyrekcja mediolańskiego teatru La Scala anulowała wszystkie najbliższe spektakle.

Więcej o: