Truskawiec i Drohobycz

Truskawiec położony jest na przedgórzu Karpat Wschodnich. Starsi Polacy mówią, że dopiero tutaj są prawdziwe Bieszczady.

Truskawiec i Drohobycz

Truskawiec położony jest na przedgórzu Karpat Wschodnich. Starsi Polacy mówią, że dopiero tutaj są prawdziwe Bieszczady.

Geneza nazwy tego kurortu jest sprawą kontrowersyjną. Nie wiadomo, czy wywodzi się ona od niegdyś przepływającej w tym rejonie rzeki Truskawa, czy też od imienia Truszko. W każdym razie miejsce to było bardzo popularne w międzywojennej Polsce i z powodzeniem konkurowało z Krynicą.

Centrum Truskawca zasadniczo zachowało układ z polskich czasów, w dalszych rejonach zbudowano jednak po drugiej wojnie światowej sporo dużych sanatoriów. Nie dodają one uzdrowisku uroku, ale cóż... Dla wzniesienia jednego z nich o nazwie Perła Przykarpacia (należącego do ministerstwa spraw wewnętrznych) wyburzono 38 domów!

Tutejsze pensjonaty charakteryzowały delikatne w rysunku balkony. Mówiono nawet o "truskawieckim stylu". Niektóre z tych willi podziwiać można do dziś - przepiękny dom przy ulicy noszącej obecnie niemile brzmiące dla Polaka imię Stepana Bandery to dawna willa Rajmunda Jarosza, niegdyś - miejscowego notabla. W domu tym mieści się obecnie muzeum Biłasa, ukraińskiego malarza. Inne - Wiktoria ( przy ul. Szewczenki ), Świtezianka ( przy ul. Bandery ) i Kryształowy Pałac (w parku, po prawej stronie od Bulwaru Torosewicza) - zachowały stare nazwy.

Historia uzdrowiska

Eksploatację podziemnych wód mineralnych rozpoczęto w Truskawcu w XIX wieku, jednak ich lecznicze właściwości opisał już w 1578 r. Wojciech Oczko, nadworny lekarz Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, notabene autor pierwszych prac medycznych w języku polskim i ojciec polskiej terminologii lekarskiej.

Badania truskawieckich wód mineralnych przeprowadził w latach 1835-49 lwowski aptekarz Teodor Torosewicz, który opublikował przeszło sto rozpraw o tematyce balneologicznej. Od tego czasu datuje się kariera wód pochodzących ze źródeł "Naftusia", "Zofia", "Edward", "Bronisława", "Maria" i "Ferdynand" eksploatowanych do dzisiaj. Najbardziej znana "Naftusia", szczawa ziemno-alkaliczna, jest podobno niezrównana w zwalczaniu dolegliwości nerek, dróg moczowych, pomaga cierpiącym na przerost prostaty, reumatyzm i cukrzycę. Ma także unikalną właściwość zapachową i smakową - pachnie bowiem naftą.

Ceny kuracji truskawieckich są bardzo atrakcyjne. Nie mając wygórowanych wymagań i pragnąc spędzić tam trzy tygodnie, należy liczyć się z wydatkiem około 600-800 złotych.

Wyprawa do Drohobycza

Na pewno dobrym pomysłem jest urządzenie sobie wyprawy do niedalekiego Drohobycza (8 km od Truskawca). Miasto zawdzięcza swój obecny wygląd mało atrakcyjnemu Borysławowi, w którym w połowie XIX wieku odkryto ropę naftową. Powstałe dzięki ropie fortuny znalazły materialny wyraz w rezydencjach i kamienicach Drohobycza, który jeszcze pod koniec lat 80. XIX wieku był mało interesującym prowincjonalnym miasteczkiem. Monotonia kresów monarchii habsburskiej końca XIX stulecia niewątpliwie kontrastowała z atmosferą sprzed kilku wieków, kiedy Drohobycz był stale narażony na ataki Tatarów, Turków i Kozaków. Po lewej stronie gotyckiego farnego kościoła Wniebowzięcia NMP, św. Krzyża i św. Bartłomieja jest kaplica - podobno w miejscu jej ołtarza znajdowały się pierwotnie drzwi do świątyni - kozaccy najeźdźcy w 1648 roku sforsowali je i wymordowali przebywających w kościele mieszczan. Po tej tragedii drzwi zamurowano. Szczególne obronne znaczenie świątyni miało usypanie wałów wokół niego i wzmocnienie ich na rozkaz króla Zygmunta Starego wieżą bramną, którą wzniesiono w 1551 r. Obwarowania zniesiono na początku XIX w., pozostawiając jedynie bramę, która od tamtej pory pełni funkcję dzwonnicy. Jest ona jednym z najwyższych obiektów w mieście.

Kościół erygował Władysław Jagiełło w 1342 r., choć tradycja przypisuje jego fundację Kazimierzowi Wielkiemu. W środku podziwiać można oryginalną polichromię pędzla miejscowego artysty Andrzeja Sołeckiego tworzącego w końcu XVIII wieku. Wart uwagi jest renesansowy nagrobek Katarzyny Ramułt dłuta Sebastiana Czeszki. Niestety, większość niegdyś bogatego wyposażenia kościoła uległa przepadkowi po II wojnie światowej - władze sowieckie urządziły w świątyni magazyn. Społeczność rzymskokatolicka (zwana tu łacińską) odzyskała kościół i obecnie znowu odprawiane są tu msze.

Oprócz kościoła unikatem naprawdę wartym obejrzenia jest cerkiew św. Jerzego. Zbudowana ona została na przełomie XV i XVI wieku wyłącznie z elementów drewnianych w jednej z wiosek koło Stanisławowa. Świątynię tę zakupiono, płacąc solą, i przeniesiono do Drohobycza prawdopodobnie w 1657 r. Stoi ona na miejscu cerkwi spalonej podczas najazdu tatarskiego w 1499 r.

Cerkiewka ma przepiękny ikonostas namalowany przez artystę o nazwisku Medyckij. Charakterystyczną cechą świątyni jest jej trójkondygnacyjność - na kondygnacji drugiej znajduje się Kaplica Ofiarowania Matki Boskiej w Świątyni. Kondygnacja trzecia to nadwieszone pięterko zwane izbicą. Pełniło ono niegdyś rolę wartowni.

Cerkiew jest zamknięta, ale na widok turystów szybko ktoś się zjawi. Wstęp - 1 hrywna. Dodatkowo płaci się za przewodnika.

Drohobyccy Żydzi

Drohobycz był niemal zawsze miastem wielonarodowym, a drohobyccy Żydzi to już legenda. Ich udokumentowana obecność w tym mieście datuje się od początku XV wieku. Na zakaz osiedlania się Żydów w obszarze miasta władze patrzyły zawsze przez palce, a w 1616 r. starosta Mikołaj Daniłowicz wyznaczył w miasteczku obszar 1 łanu królewskiego (ok. 30 morgów) dla żydowskiego osadnictwa. Na terenie tym, zwanym odtąd "łanem", postawiono drewnianą synagogę, która spłonęła w 1713 r. Nową wybudowano jednak dopiero w czasach austriackich. Szczyciła się ona neoromantycznym stylem i okazałą bryłą - podobno największą w Europie Środkowo-Wschodniej. Dziś, po pożarze sprzed kilku lat, przedstawia smutny widok. Wejście jest zagrodzone ale łatwe do pokonania. Zresztą nikt nie pilnuje.

Freski Brunona Schulza

Drohobycz to także literacka, fantastyczna rzeczywistość Brunona Schulza. Położona niegdyś w pobliżu kościoła dwupiętrowa kamienica, w której artysta urodził się, już nie istnieje. Uprzednio sprzedana przez rodziców pisarza spłonęła w 1915 r. Niedaleko od rynku przy ulicy Floriańskiej 12 (dawniej 10) parterowy dom z żółtą fasadą był świadkiem powstawania "Sklepów cynamonowych" i "Sanatorium Pod Klepsydrą". Odnajdziemy go łatwo - na elewacji od strony ulicy widnieje tablica pamiątkowa w językach polskim i ukraińskim.

Tablicy nie umieszczono na willi Landaua, którą wysłannicy Instytutu Yad Vashem okradli, wywożąc malowidła ścienne jednego z najoryginalniejszych artystów żyjących kiedykolwiek na ziemi polskiej. Gdy wspomniałem o freskach, właścicielka mieszkania stwierdziła, iż Schulz malował "na sucho", trudno więc jego dzieła nazwać freskami. Były to "malunki" przeznaczone dla dzieci Landaua. Później "malunki" te przykryto zwykłą farbą.

Patrząc na świecące cegłami wyrwy w ścianach, zadawałem sobie pytanie, która bajka działa się w tym pokoiku obecnie będącym zaniedbaną spiżarnią? Czy rzeczywiście "Śpiąca królewna?". Nie odpowiedział mi na to nawet malutki skrawek "fresków" pozostały między rusztowaniem drewnianych półek.