Pamiątka z wakacji. Szklaneczka i kwiatki

Wędrując po zaułkach gościnnego Damaszku, starałam się unikać utartych szlaków. Dzięki temu trafiłam do kilku hut szkła, a właściwie malutkich manufaktur, w których wszystko jest prowizoryczne

Z zewnątrz niczym się nie wyróżniają spośród zabudowań, pomiędzy które się wcisnęły. Można do nich zajrzeć ot tak, przechodząc ulicą. W środku piec, a obok, na stołeczku, siedzi rzemieślnik. Jego główne narzędzie to cienka, kilkudziesięciocentymetrowa rura z metalu. Szklana masa na jej końcu jest lepka i plastyczna, z łatwością daje się modelować. Trzeba tylko odpowiednio wdmuchiwać powietrze do rury, by zręcznymi obrotami i zamachami formować dowolne kształty.

Wizyty turystów podpatrywaczy traktowane są jak coś naturalnego (choć huty leżą z dala od miejsc typowo turystycznych). Natychmiast wyczarowane zostaje jakieś krzesło dla gościa, a ponieważ w piecu nieustannie pali się ogień, postawiony na nim czajnik z herbatą zdaje się czekać od zawsze. Bywa, że gospodarz nawet nie odrywa wzroku od bezkształtnej masy, którą właśnie zamienia w ozdobny wazon. Niekiedy jednak wraz z pojawieniem się przybysza zaczyna się prawdziwy pokaz kunsztu (niektóre sztuczki są wręcz cyrkowe). Również i gość może spróbować swych sił, na ogół jednak kończy się to nadmuchaniem wielkiego balonu, który zaraz pęka.

Każdy wyrób jest inny, niepowtarzalny. Na półkach i w kątach stoją szeregi niebieskich i zielonych naczyń, elementy lamp i fajek wodnych. Błądząc po nich wzrokiem, zastanawiam się nad opłacalnością takiego interesu, skoro gospodarz zachęca mnie (jak i każdego zapewne gościa), żebym wzięła sobie coś na pamiątkę. Wybieram niebieską szklaneczkę z uchwytem i dostaję jeszcze kilka szklanych paciorków w kształcie kwiatków.

Więcej o: