Antoni Wit - dyrygent, dyrektor naczelny i artystyczny Filharmonii Narodowej w Warszawie

Serce zostało w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich. Przyjechałem tam po raz pierwszy w latach 80., by przez kilka lat szefować orkiestrze symfonicznej

Las Palmas na Gran Canarii ma pamiątki jeszcze z czasów Krzysztofa Kolumba, piękną zatokę i plażę Las Canteras oraz wiele malowniczych zakątków. Nie jest głównym ośrodkiem turystyki (która skupia się przede wszystkim w południowej części wyspy) - i to jego zaleta. Przyjeżdżając tam regularnie na koncerty, mogłem podziwiać, jak szybko i wszechstronnie miasto się rozwija. Dzięki funduszom z Unii Europejskiej wybudowano m.in. wspaniałe lotnisko, autostrady oraz centrum kultury z fantastycznym audytorium na 1700 miejsc. Przy okazji poznałem wszystkie Wyspy Kanaryjskie. Jest ich siedem (plus sześć małych, bezludnych), są urocze i niezwykle zróżnicowane, czasem zaskakująco dzikie, zwłaszcza tam, gdzie nie ma tak wielu przybyszów z zewnątrz.

Niezapomniany dzień...

miał miejsce w Japonii, w 1991 r., gdy wybraliśmy się z żoną na wycieczkę pociągiem z Tokio do Nikko. Znajduje się tam wspaniały zespół świątyń z XVI-XVII1 w., w przepięknej naturalnej scenerii. Wszystkie budowle (nie tylko świątynie) są niezwykle kolorowe, zdobią je liczne rzeźby i płaskorzeźby. To właśnie w Nikko znajdują się słynne trzy małpy - jedna zasłania oczy, druga uszy, a trzecia usta - i śpiący kot, których kopie sprzedawane są w całej Japonii jako pamiątki. Po dniu pełnym wrażeń, przy kupnie biletów powrotnych okazało się, że nie mamy gotówki, a w kasie nie przyjmują kart kredytowych, jest niedziela, więc banki są zamknięte i nigdzie w pobliżu nie ma bankomatu. Byliśmy ogromnie zmartwieni, ale tylko przez chwilę. Kiedy kasjerka wszystko zrozumiała i przekazała przełożonym - ci zorganizowali nam podróż bez biletów, z poleceniem opłacenia jej na stacji w Tokio. Byliśmy bezbłędnie odbierani przez personel kolei z wielkiego tłumu na wszystkich etapach podróży, a ponieważ i w Tokio nie można było uregulować należności kartą, otrzymaliśmy wizytówkę z prośbą o przesłanie określonej kwoty na wskazany adres. Na każdym kroku były niezwykłe uprzejmości, ukłony i serdeczność, a największym zmartwieniem urzędniczki w Tokio było to, że czas oczekiwania na załatwienie sprawy może nam umilić jedynie japońskim czasopismem.

Najlepsze wakacje spędziłem...

w Nowej Zelandii. Otrzymałem zaproszenie z Wellington, aby z tamtejszą orkiestrą symfoniczną (znakomitą!) nagrać na CD "Poematy symfoniczne" Mieczysława Karłowicza. Pobyt zaplanowałem w lipcu, tak by po skończonej pracy mieć jeszcze dwa tygodnie na podróżowanie po tym niezwykłym kraju - tak różnorodnym i tak rzadko zaludnionym (4 mln mieszkańców). Wycieczka udała się wspaniale również dlatego, że zorganizował ją i towarzyszył nam (byłem z żoną) pan Bogdan Nowak, Polak od lat prowadzący w Nowej Zelandii biuro podróży Green Lite Travel. Jest on istną kopalnią interesujących wiadomości na temat kraju, a zarazem wysoce profesjonalnym organizatorem.

W Polsce lubię...

przede wszystkim Kraków, bo tam się urodziłem (w obrębie Plant - każdy krakowianin zrozumie, jak jestem "naznaczony"), wychowałem i mieszkałem do 23. roku życia. Właściwie do tej pory jestem krakowskim patriotą i - co w tej sytuacji zrozumiałe - lubię Tatry i Zakopane.

Podróżuję z...

Na ogół z żoną Zofią, którą interesuje rozmaitość kultur w różnych zakątkach świata.

Mój ulubiony hotel...

Mieszkałem w ponad 400 i nieczęsto wracam do tego samego, ale mogę wymienić kilka, w których czuję się świetnie: Reina Isabel w Las Palmas, Renaissance w Sao Paulo, Velázquez w Madrycie czy Hilton w Stambule. Polskie hotele znam znacznie słabiej, ale niedawno byłem w znakomitym poznańskim Sheratonie.

Niebo w gębie...

poczułem na Capri, w latach 70. (co ma znaczenie, bo od tego czasu - z uwagi na globalizację i zalew turystów - kuchnie narodowe wszędzie uległy pogorszeniu). Byliśmy z żoną od zawsze wielbicielami włoskiej kuchni, ale tamta wizyta w zwyczajnej trattorii - której nazwy niestety nie pamiętam - zdawała się przyćmiewać wszystko, co dotąd znaliśmy. Nie bez znaczenia była również możliwość jednoczesnego podziwiania zapierającej dech Zatoki Neapolitańskiej.

Nigdy więcej nie wybiorę się do...

Indii. Choć jest to wspaniały kraj, na pewno godny zwiedzenia, moje wrażenia z sześciodniowej wizyty ponad 30 lat temu nie są najlepsze. Często próbowano mnie oszukać, prowadzono do specjalnych stoisk, gdzie miałem szanse na "transakcje życia"... Przykry był też widok żebraków zaczepiających mnie na wszelkie możliwe sposoby.

Wkrótce pojadę do...

Brazylii. Bardzo lubię ten kraj - z orkiestrami pracuje się świetnie, kuchnia jest wyśmienita, ludzie bardzo mili, a bezpieczeństwo chyba nie gorsze niż na Dworcu Centralnym w naszej stolicy. Tym razem prócz Sao Paulo i Rio de Janeiro mam odwiedzić także Salvador, z czego się cieszę, gdyż tam jeszcze nie byłem.

Wymarzony cel podróży...

to miejsca, w których na pewno nie będę dyrygował, a więc Afryka, wyspy Pacyfiku (znam tylko Wyspę Wielkanocną - oczywiście turystycznie), Antarktyda.

Więcej o: