Turystyczny raj w oczyszczalni ścieków

Brodaty i wiecznie uśmiechnięty Dipayan Dey został obwołany kalkuckim liderem Indii. Za to, co robi dla ludzi i mokradeł

Spotykamy się w Chingrighata we wschodniej Kalkucie. 43-letni dr Dipayan Dey, założyciel pozarządowej organizacji South Asian Forum for Environment, biotechnolog, ekolog, działacz społeczny zabiera mnie na Mokradła Kalkuty Wschodniej - teren chroniony międzynarodowym porozumieniem z Ramsar, a jednocześnie naturalna i jedyna oczyszczalnia ściekow dla całej metropolii.

W połowie sierpnia, z okazji 50-lecia niepodległych Indii gazeta "Times of India" ogłosiła kampanię w celu znalezienia nowych liderów Indii, niekoniecznie polityków, ale ludzi, którzy wytyczają nowe ścieżki. Kampanię zapoczątkował bollywoodzki aktor Shah Rukh Khan, z ośmiu idyjskich miast nadeszły 64 kandydatury. Dipayan Dey swoich konkurentów w Kalkucie odsadził kontrkandydatów bez problemu i w połowie października został liderem reprezentującym Kalkutę. Mówi otwarcie, że nie podoba mu się biurokracja, robi swoje i ma wyniki.

Na mokradłach Dipayan Dey spotyka się z miejscowymi rybakami. - Ci ludzie żyją znacznie poniżej poziomu ubóstwa. Nie zarabiają nawet stu dolarów rocznie. Przy połowie ryb pracują i kobiety i dzieci. Przez 6-7 miesięcy w roku zajmują się połowem ryb - w ciągu roku dostarczają ich 11 tys. ton. Ale kiedy zimą ryb nie ma, nie mają żadnego dochodu.

Z czego się utrzymują? - pytam zerkając na nowoczesne centrum technologiczne ze szklanymi wieżowcami po drugiej stronie wody.

- Ryb wystarcza, żeby się wyżywić, mają też warzywa i owoce - te tereny dostarczają dziennie Kalkucie 150 ton owoców i warzyw.

Patrząc na otaczającą zieleń, wodę, trudno uwierzyć, że ta sielska okolica to oczyszczalnia, do której codziennie wpada 780 mln ściekow, a tuż obok wyrasta ogromna góra śmieci zwożonych z całej Kalkuty. Właściciel pensjonatu, skrzywił się tylko, kiedy mu mówiłam, że jadę na mokradła: bieda, smród,choroby - tak mu się kojarzy miejsce z ponad setką różnych gatunków rośłin, 20 - ssakow, 40 - ptaków i 52 gatunków ryb. Mieszkańcy Kalkuty nie mają pojęcia, że to miejsce jest tak piękne. I Dey chce tu ich ściągnąć.

- Chcemy zapewnić mieszkańcom mokradeł alternatywne źródło utrzymania: turystykę ekologiczną, w czasie, kiedy nie ma ryb.

A tak się składa, że jest to właśnie okres turystyczny, bo w Kalkucie jest chłodniej.

- Dokładnie. Jednocześnie, jeśli zapewnimy tym ludziom dochód, będziemy mogli ich zatrudnić przy pracy na rzecz środowiska naturalnego. Mają 30-35 km kw. To ogromny teren.

Zwykle kiedy przychodzi do ochrony środowiska miejscowi protestują. Bo muszą zmienić swoje nawyki, bo zwykle jednak uprawa czy hodowla ekologiczna wiąże się z większymi kosztami.

- Zawsze pojawia się konflikt pomiędzy interesami ludzi i środowiskiem. Ale dlaczego ludzie się sprzeciwiają? Bo zagrożone są ich dochody. Jeśli zapewnimy im pieniądze, nie będą mieli powodów do protestów. Nie da się chronić środowiska bez zapewnienia lepszych dochodów miejscowym. Wtedy dopiero, jak zobaczą, że mogą na tym zyskać, trzeba ich przeszkolić, żeby zajęli się ochroną środowiska naturalnego i postawić zakazy: stosowania sztucznych nawozów

Które są tańsze.

- Które są tańsze. Nie będą mogli wyrzucać śmieci, gdzie popadnie, plastikowych butelek - warstwami ścielą się teraz przed domami i wzdłuż ścieżek. I miejscowi będą pilnować, żeby każdy, kto tu przyjeżdża, przestrzegał tych zasad. Przeszkolimy ich też w badaniu poziomu wody. Kobiety nauczą się gotować dla turystów. Mężczyźn wybudują dla nich domy. Wszystko zrobią swoimi siłami.

I to właśnie nazywasz bioprawami.

- Zwykle kiedy bogactwa naturalne się kończą, ubodzy mieszkańcy są zmuszeni do emigracji. Ci tutaj mieszkają od 200 lat. Mają naturalne prawo do zajmowania się tym terenem. Mogą tu zostać, dbać o środowisko i jednocześnie na tym zarabiać. Chcemy, żeby wszystko ruszyło jeszcze tej zimy, w listopadzie.

Więcej o: