Wiedeń. Zamawiam kawę i arię Callas

Mój Wiedeń rozbrzmiewa muzyką operową i kusi zapachami Naschmarktu

Gdybym znalazła się na bezludnej wyspie, jako miłośniczka opery marzyłabym o najpiękniejszym dla mnie budynku świata, czyli o Wiedeńskiej Operze Państwowej . Wybieram go nie ze względu na architekturę, lecz dlatego, że każdego wieczoru można tu usłyszeć Wiedeńskich Filharmoników - najlepszą orkiestrę operową świata. Już sama myśl o słuchaniu takich gwiazd światowej wokalistyki, jak Placido Domingo, Alfredo Kraus, Luciano Pavarotti, Mirella Freni, Agnes Baltsa, Dymitri Hvorostovski, Neil Shikoff, wywołuje u mnie dreszcz radości. Zaraz za Operą umieściłabym Złotą Salę Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego , której akustyka za każdym razem zachwyca mnie na nowo. Dzięki niej każda orkiestra brzmi tu tak miękko i aksamitnie, że można się popłakać ze szczęścia.

Mój Wiedeń to jednak nie tylko miasto muzyki poważnej, lecz przede wszystkim miasto secesji widocznej na każdym kroku: a więc słynne pałace i złota kopuła pawilonu Secesja (nazywana przez wiedeńczyków "główką kapusty"), mosty i balustrady, stare stacje metra w kierunku Schönbrunn, no i małe sklepy z antykami, w których znajdziemy meble Thoneta ze wspaniałymi obiciami w geometryczne wzory, szkło z manufaktury Lobmayra czy złotą i srebrną biżuterię secesyjnych jubilerów. Bardzo lubię zaprojektowany przez Otto Wagnera secesyjny kościół św. Leopolda na Baumgartnerhöhe, wzgórzu po zachodniej stronie miasta. Ujmuje prostotą, harmonią oraz położeniem, podobnie zresztą jak znajdujący się po sąsiedzku secesyjny teatr (na terenie szpitala dla psychicznie chorych, tzw. Spiegelgrund) wybudowany w latach 1903-07 i udostępniony niedawno publiczności po gruntownej renowacji (2000-06).

Dzielnicę Muzealną (Museumsquartier), a w niej Fundację Leopolda, mogę odwiedzać w nieskończoność. Znajduje się tu m.in. największa prywatna kolekcja obrazów Egona Schielego - jego dwa ascetyczne dzieła przedstawiające drzewa po prostu mnie magnetyzują. Muszę też zajrzeć na trzecie piętro, by zobaczyć autoportret Richarda Gerstla. Ten malarz otwierający falę ekspresjonizmu żył tylko 25 lat (1883-1908), popełnił samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości do Matyldy Schönberg, żony słynnego kompozytora. Latem Dzielnica Muzealna przyciąga jeszcze jedną atrakcją - stanowiskiem do gry w bocce (kule do wypożyczenia na miejscu). A na leniwych czekają pod gołym niebem ogromne leżanki z plastiku (zmieszczą się na nich bez trudu dwie, a nawet cztery osoby), które każdego roku są w innym kolorze (ostatnio - bordowe).

Wizyta w Muzeum Historii Sztuki to obowiązek nawet wówczas, gdy nie ma tu żadnej okolicznościowej wystawy. Zobaczymy tu m.in. wszystkie najważniejsze obrazy Breugla (mój ulubiony - "Zabawy dziecięce"). Najlepiej przyjść w czwartkowy wieczór, gdy jest czynne do 21, a po zwiedzaniu udać się na kolację do restauracji na pierwszym piętrze, pod kopułę muzeum (w ramach oferty "Sztuka i rozkosz", http://www.gerstner.at ), oddychając jak najdłużej niezwykłą atmosferą tej świątyni sztuki.

Bardzo ciekawie prezentuje się dziś tzw. Gasometer - fabryczne budowle w dzielnicy robotniczej Simmering (przez niemal sto lat, do 1984 r. służyły jako zbiorniki gazu), które słynny francuski architekt Jean Nouvel przebudował w 2001 r. na niezwykłe apartamentowce. To interesujące rozwiązanie architektoniczne staram się zawsze obejrzeć z bliska.

Nie mogę sobie wyobrazić Wiednia bez spacerów po Praterze w maju, gdy park pachnie dzikim czosnkiem i czarnym bzem. Natomiast jesienią uwielbiam długie wędrówki od ulicy Beethovengang (kompozytor mieszkał tu przed śmiercią), przez leżące w dzielnicy Nußdorf winnice na wzgórzach z widokiem na Dunaj. Mam w tej okolicy ulubioną małą gospodę Pod Powolnym Żółwiem, która może pomieścić tylko 20 gości; podają w niej lokalne młode wina heurigen .

W chłodniejsze dni ciągnie mnie do starych kawiarń. Jedną z nich jest Café Sperl - wydaje się, że czas zatrzymał się tu w latach 30. Tuzin gazet w różnych językach leży na jednym z trzech stołów bilardowych, a meble i stoliki Thoneta przetrwały już kilka generacji wiernych bywalców. Tylko kelnerzy są bezwstydnie młodzi, jakkolwiek udało im się odziedziczyć dystynkcję starszych kolegów.

Najchętniej jednak włóczę się bez celu po wąskich uliczkach i dziedzińcach pierwszej dzielnicy, średniowiecznej. Zaglądam na Seidengasse, Naglergasse, Dorotheergasse, zaś odwiedziny w Wielkiej Synagodze przy Seitenstettengasse 4 są szczególnie udane, gdy rozbrzmiewa w niej niezwykły tenor wiedeńskiego kantora Shmuela Barzilaia. Jeśli nie jest to akurat niedziela, poza kawą w Operncafe Petera Hartauera przy Riemergasse 9, zamawiam (z płyty) arię Marii Callas albo Franco Corelliego w "Turandot" i marzę o bogach nieśmiertelnego świata opery.

Zmęczona spacerem chwili wytchnienia szukam w parku Burggarten . Jest tu wspaniale zwłaszcza latem, gdy kwitną setki różanych krzewów. Miło jest orzeźwić się szklanką białego szprycera (wino zmieszane z wodą mineralną) na tarasie Palmenhaus, eleganckiego pawilonu ze szkła i stali, który swoją formą architektoniczną przypomina nieco wieżę Eiffla.

A jeśli zakupy, to na ulicy Schleifmühlgasse . Najpierw wpadam do Vintage Boutique z modą lat 20. i 30. (widziałam tu kiedyś jedwabny płaszcz muzy Wiednia Almy Mahler!). Kilka metrów dalej znajduje się księgarnia, w której kupimy wyłącznie książki kucharskie, a przede wszystkim dzieła światowych gwiazd kuchni. Naczytawszy się przepisów ma się ochotę na kulinarną przygodę. Kiedy opuszczam tę księgarnię np. z książką Jamie Oliviera pod pachą, nie mogę odmówić sobie wizyty w Szegeti - małym barze austriackiego producenta win musujących. Tym, którzy wolą kawę, polecam przy tej samej ulicy palarnię kawy Wiener Kaffeerösterei. Skosztowawszy wszelkich możliwych odmian (moja ulubiona to Caruso) można kupić kawę w ziarnach lub zmieloną. Na Schleifmühlgasse mogę zniknąć na wiele godzin, zanurzając się w świat zmysłowych przyjemności...

Podobnie jest z targiem Naschmarkt . Kiedy gotujemy wspólnie z bratem, zaopatrujemy się właśnie tutaj: jagnięcą łopatkę kupujemy u Afgańczyka, oliwę limonkową, ryby i owoce morza u Chorwata, który codziennie ma dostawy znad Adriatyku, świeże zioła u niezwykle uprzejmego Bośniaka, a sery u dostawcy z Vorarlbergu, który zawsze barwnie opisuje regiony, skąd pochodzą. Orientalne zapachy prowadzą nas do arabskich sklepików z przyprawami. Ale zanim zabierzemy się za gotowanie w domu, obowiązkowo wstępujemy na kieliszek dobrego austriackiego Veltlinera w winiarni Wein & Co. na rogu bazaru Am Getreidemarkt 1.

*Franca Kobenter jest dyrektorem austria.info w Polsce

Więcej o: