Pocztówki z Meksyku. Weekend w "mieście gór" - Monterrey

Monterrey to ogromne, nowoczesne miasto, gdzie zamiast kowbojów w kapeluszach na ulicach widać mężczyzn w eleganckich i drogich garniturach. Później dowiedziałem się, że to jedno z najbogatszych miast nie tylko w Meksyku, ale i w całej Ameryce Łacińskiej.

- A jednak to prawda - pomyślałem, kiedy samolot podchodził do lądowania na lotnisku Escobedo w meksykańskim mieście Monterrey. Tydzień wcześniej wcale nie myślałem o wyjeździe do tego kraju, a już na pewno nie na trzy dni! Wszystko potoczyło się tyleż niespodziewanie co szybko. - Jedziemy na weekend do rodziców. Może pojedziesz z nami? - zagadnęły mnie Maria i Blanca, z którymi stałem za barem w jednym z londyńskich pubów. - Do Monterrey - sprecyzowała Blanca. - Maria znalazła tani przelot, w obie strony ok. 250 funtów. Trzeba tylko wziąć dodatkowo jeden dzień wolnego. Zbliżał się majowy Bank Holiday, długi weekend. - Meksyk, czemu nie - pomyślałem, tym bardziej że oprócz przelotu nie musiałem się martwić o żadne wydatki. Po kilkunastu godzinach lotu z przesiadką w Atlancie stanąłem na meksykańskiej ziemi. Było wczesne piątkowe popołudnie. Przed lotniskiem czekała na nas rodzina moich znajomych. - Jedziemy do domu, pewnie jesteście głodni - zakomenderowała mama Marii i Blanki.

***

Obraz Meksyku, jaki miałem w wyobraźni, nie pasował do tego, co widziałem z okien samochodu. Monterrey to ogromne, nowoczesne miasto, gdzie zamiast kowbojów w kapeluszach na ulicach widać mężczyzn w eleganckich i drogich garniturach. Później dowiedziałem się, że to jedno z najbogatszych miast nie tylko w Meksyku, ale i w całej Ameryce Łacińskiej. Duże znaczenie ma bliskie sąsiedztwo ze Stanami Zjednoczonymi (do granic Teksasu jest niewiele ponad 200 km) oraz to, że stan Nuevo Leon, którego Monterrey jest stolicą, należy do najbardziej uprzemysłowionych regionów.

Po prawie 20 minutach byliśmy na miejscu. Dom rodzinny Marii i Blanki znajdował się między Monterrey a Guadalupe. I tu kolejne zaskoczenie - osiedle przypominało bogate amerykańskie przedmieście. Imponujący dom, a ogrodu nikt by się nie powstydził. Jeszcze lepszy był widok. Przed oczami rozciągała się malownicza góra o kilku wierzchołkach. - To Cerro de la Silla, symbol naszego miasta - wyjaśniła Blanca. - W wolnym tłumaczeniu: Góra Siodła czy Siodłowe Wzgórze. W ogrodzie czekał suto zastawiony stół z dużym półmiskiem mięsa na środku. - To cabrito , jagnięcina przyrządzana na lokalny sposób - pospieszyła z wyjaśnieniem gospodyni. W miarę upływu czasu przybywało ludzi. Nie wiadomo kiedy z rodzinnego obiadu zrobiło się spore przyjęcie, na którym królowały specjały z agawy - tequila (niekwestionowany symbol Meksyku) i mezcal , alkohol ze fermentowanych owoców innego gatunku agawy. Z trwającego do późna w nocy przyjęcia zapamiętałem przede wszystkim powiedzenie: "Para todo mal, mezcal/ Para todo bien, también" (za wszystko, co złe - mezcal , i za rzeczy dobre też).

***

Historia miasta liczy niewiele ponad 400 lat. Jeszcze na początku XVI w. tereny dzisiejszego stanu Nueva Leon były bardzo słabo znane. Hiszpańscy konkwistadorzy nazywali je Dolina Estremadury i zapuszczali się tu bardzo rzadko. W 1596 r. kilkanaście rodzin, którym przewodził Diego de Montemayor, osiedliło się niedaleko źródła, które nazwali Ojos de Agua de Santa Lucia (Oczko Wodne św. Łucji), a powstałej osadzie nadali długą i skomplikowaną nazwę: Ciudad Metropolitana de Nuestra Senora de Monterrey (Stołeczne Miasto Naszej Pani Patronki Monterrey). Z czasem do powszechnego użycia wszedł tylko ostatni człon tej nazwy. Miasto, prowadząc ożywiony handel z pobliskim San Antonio, bardzo szybko się rozrastało, zwłaszcza po uzyskaniu przez Meksyk niepodległości w 1821 r. W okresie późniejszych walk ze Stanami Zjednoczonymi i pod okupacją francuską (lata 60. XIX w.) to właśnie z Monterrey rekrutowali się najwybitniejsi wojskowi. Gwałtowny rozwój nastąpił także po rewolucji meksykańskiej w 1910 r., kiedy powstał tu nowoczesny, dobrze zarządzany przemysł. W ciągu kilkuset lat mała osada rozrosła się, stając się trzecim co do wielkości miastem w Meksyku. Monterrey liczy co prawda tylko ok. 1,3 mln mieszkańców, ale cały konglomerat, na który składa się dziesięć miast, zamieszkuje łącznie ponad 4 mln osób.

***

Nazajutrz odpoczywałem, a wieczorem wybraliśmy się na piknik u podnóża Cerro de la Silla. Dopiero w niedzielę przed południem wyruszyliśmy na zwiedzanie Monterrey (z okazji mojego przyjazdu matka Blanki i Marii pozwoliła córkom opuścić niedzielne nabożeństwo). Centralną częścią miasta jest Gran Plaza, potocznie zwany Makro Plaza - ma prawie 100 akrów (1 akr = 4046,9 m kw.), jeden z największych placów na świecie. Obok stoi 70-metrowa Faro de Comercio (dosłownie: latarnia handlu) - najwyższy w mieście budynek (w nocy podświetlany na zielono), w którym znajdują się siedziby wielu firm i najdroższe sklepy. Wokół Makro Plaza skupiły się najważniejsze zabytki Monterrey. Do najsłynniejszych należy katedra, którą budowano prawie 200 lat. Trudno przeoczyć imponującą Fontannę Życia (Funte de la Vida) z postacią Neptuna otoczonego nimfami morskimi. Mimo zabytków całość wygląda bardzo nowocześnie. Kiedy podzieliłem się moimi spostrzeżeniami z Marią i Blanką, dziewczyny zrozumiały, że chcę poznać atmosferę Starego Miasta.

- Idziemy do Bario Antiguo - zadecydowała Maria. - Tam zobaczysz, jak Monterrey wyglądało przed laty. Bario Antiguo znaczy "stare sąsiedztwo". I rzeczywiście - większość zabudowań pochodzi z XVIII i XIX w., a cała dzielnica mieści się na zachód od Gran Plaza. Ta zapomniana przed laty część miasta ostatnio staje się coraz bardziej popularna. Z roku na rok przybywa małych, przytulnych kafejek i restauracji. Co krok spotkamy galerie i kluby muzyczne. Przenoszą się tu zamożniejsi mieszkańcy. Nic dziwnego, atmosfera jest niebywała. Błądząc wśród przytulnych uliczek, zorientowaliśmy się, że pora wracać do domu...

Następnego dnia wcześnie rano byliśmy już na lotnisku. Wchodząc do samolotu, poczułem wielki niedosyt. Przez te trzy dni udało mi się zaledwie liznąć Meksyku i tak naprawdę nawet nie poczułem klimatu tego kraju. Żal, który wtedy zagościł w sercu, do tej pory odzywa się co jakiś czas...

W kolejne weekendy marca "Wyborcza" zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony'ego Halika: Meksyku, Francji, Grecji i Argentyny .

W czwartek 30 marca, w "Centrum Premier - Czerska 8/10" w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki "Tu byłem. Tony Halik". Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony'ego Halika dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl a także w formie ebooka w Publio.pl

Więcej o: