Akcje ratunkowe od zawsze wzbudzają sporo emocji, w tym radość, smutek, strach, ulgę czy rozpacz. Niekiedy zdarza się, że do tej mieszaniny można dodać również zaskoczenie, szok i niedowierzanie. Niewątpliwie tak było w przypadku sytuacji, do której doszło nieopodal miasteczka Willcox w stanie Arizona. Patrząc na nagranie, aż trudno uwierzyć, że wszystko działo się naprawdę.
Zwyczajny dzień w pracy zamienił się w zaskakującą interwencję. Monter obsługujący linie energetyczne na terenie hrabstwa Cochise w Stanach Zjednoczonych dostał niecodzienne zgłoszenie. Otóż okazało się, że na jeden z okolicznych słupów wdrapał się niedźwiedź. Ponieważ istniało ryzyko, że zwierzę zostanie porażone prądem, natychmiast udał się na miejsce.
Monter, którym okazał się Werner Neubauer z ponad 20-letnim doświadczeniem w zawodzie, od razu wiedział, co robić. Jak donosi portal azcentral.com, najpierw odłączył dopływ prądu, następnie z pomocą podnośnika dotarł nieopodal niedźwiedzia. Kolejnym krokiem było spłoszenie go ze słupa, do czego użył kija z włókna szklanego. Po chwili zwierzę skapitulowało i zeszło na ziemię, by po wszystkim uciec z miejsca zdarzenia. Na szczęście nic mu się nie stało. Nagranie z całego zdarzenia pojawiło się w sieci. Jak możemy przeczytać na stronie usatoday.com, uwieczniła je żona montera, która również była na miejscu.
Co ciekawe, to nie pierwsze zdarzenie z niedźwiedziem na słupie, do którego został wezwany Werner. Podobne rozegrało się kilka lat temu, a dokładniej w 2021 roku, w pobliżu Tucson. - Znalazł się w dość niebezpiecznym miejscu. Mógł łatwo ulec porażeniu prądem - mówił wtedy monter w rozmowie z fox6now.com. Wraz z pomocnikiem najpierw odciął dopływ prądu, następnie z pomocą podnośnika koszowego znalazł się u góry i zaczął odsuwać zwierzę. - Kiedy podszedłem do niego, zakrył oczy i nie patrzył na mnie. To było zabawne, jakby się chował - relacjonował mężczyzna. Po naciskach niedźwiedź zdecydował się zejść i uciec. Nic mu się nie stało. Był_ś w USA? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.