Maciej Szajkowski, dziennikarz, popularyzator muzyki etnicznej, założyciel Kapeli ze Wsi Warszawa

Serce zostało w Polsce. Bezwzględnie. I im więcej podróżuję, tym bardziej doceniam własny kraj. Są miejsca magiczne, które stale odkrywam na nowo: Dolina Biebrzy i Suwalszczyzna, Kurpie, pradolina Wisły i Kampinos na Mazowszu, ziemia płocka, radomska, Kujawy, Mazury, Pomorze, Dolny Śląsk, Orawa, Beskidy, Podhale i długo by jeszcze wymieniać.

Każdy muzyk ma coś z Cygana - jest ciągle w drodze. Z kapelą od ponad trzech lat jesteśmy nieustannie w trasie. Niestety, nie pozostaje nam zbyt wiele czasu na zwiedzanie (nie licząc klubów i hoteli). Ostatnio udało mi się dłużej pobyć w Pradze z przyjaciółmi z zespołu Ahmed Ma Hlad. Uwielbiam Czechy i Czechów, ich lekki sposób życia, dystans do siebie i wszelkich fanatyzmów czy dewocji, poczucie humoru, muzykę, kino, literaturę, wreszcie kuchnię. Zachwyciła mnie również Litwa - mistyczna, pełna tajemnic, bliska naturze i dawnym, pogańskim tradycjom. Wytwarza się tam najlepsze we wszechświecie miody, likiery, nalewki i piwa.

Niezapomniany dzień...

przeżyłem właśnie na Litwie. Po koncercie w Kownie, gdzie fantastycznie przyjęła nas publiczność, zostaliśmy zaproszeni do sąsiedniej wioski, by nieco odpocząć w... bani. Troszkę się przestraszyliśmy, bo po długiej podróży i wyczerpującym koncercie marzyliśmy o hotelu i prysznicu, a tu jakaś wioska i do tego bania (myśleliśmy, że to suto zakrapiana balanga, jak to na Wschodzie). Na miejscu powitała nas chlebem i solą przesympatyczna rodzina. Bania okazała się sauną w drewnianej chacie, z solidnym piecem, przy którym suszyły się pachnące zioła.

Ciekawe jest tam to,

że litewskie wierzenia, tradycje, obrzędy i folklor są wciąż żywe. Nie na zasadzie skansenu i cepelii, ale autentycznej świadomości i poczucia własnej tożsamości.

Dojechaliśmy tam...

grubo po północy i chociaż był początek zimy, wyskakiwaliśmy z bani na mróz, kąpaliśmy się w przerębli i oblewaliśmy kubłami zimnej wody. Do tego aromat ziół, smak wędzonego boczku, zeppelinów, suktinisów... Zapomnieliśmy o zmęczeniu. Wyzwoliliśmy atawistyczne moce.

Najlepsze wakacje spędziłem w...

wielu zakątkach Polski oraz w okolicach Salmon Arm w Kanadzie - dawnym indiańskim terytorium Totem Pole, u podnóża Gór Skalistych, w wiekowym lesie Badger Park, nad bajecznym jeziorem Shuswap. Wspaniale było też w Egipcie na półwyspie Synaj, gdzie nurkowałem w Morzu Czerwonym, kontemplowałem arabską muzykę i kuchnię.

W Polsce lubię...

swojskość, szlachetną plebejskość, przyrodę, malownicze wsie i miasteczka, które moglibyśmy uczynić naszym największym atutem (w konfrontacji z Zachodem nie za wiele ich mamy).

Podróżuję z...

kapelą, a w przerwach koncertów z żoną Dagmarą i pięcioletnim synem Mikołajem.

Mój ulubiony hotel...

Hiltony mają świetne baseny, a mówiąc serio, ze względu na wykonywaną profesję staram się trzymać jak najdalej od hoteli!

Niebo w gębie poczułem w...

Azji (z wyjątkiem Chin), na Litwie, we Francji i w Italii.

Na wyprawę zawsze zabieram...

książkę, zaległą prasę, płyty z polską muzyką na podarunki, aparat i kamerę.

Moja noga nigdy więcej nie postanie w...

mam długie nogi, mam nadzieję, że jeszcze mnie poniosą w kilka miejsc.

Wkrótce będę w drodze do...

Holandii, Francji, Anglii, Skandynawii i Rosji w ramach zimowej trasy europejskiej.

Wymarzony cel podróży:

Indie, Nepal, Tybet.

Więcej o: