Iqaluit to miasto znane jako kanadyjska stolica Arktyki. Leży na południowym wybrzeżu Ziemi Bafina, na końcu Zatoki Frobishera. Samo miasto znajduje się tuż za prawdziwym kołem podbiegunowym. Zgodnie ze spisem wykonanym przed kilkoma laty, mieszka tam 7740 mieszkańców, z czego ponad połowę stanowią Inuici.
Samolot linii Air France wystartował z lotniska Charles'a de Gaulle'a we wtorek około godziny 10:45 na rutynowy, dziewięcioipółgodzinny lot do Seattle. Po sześciu godzinach lotu, personel zarówno w kokpicie, jak i w kabinie, wyczuł zapach dymu.
Jak podaje portal ctvnews.ca, piloci założyli maski tlenowe i zadecydowali o lądowaniu awaryjnym. Samolot musiał przelecieć nad odizolowanym regionem, pokonując tym samym dodatkową godzinę lotu. Po tym czasie dotarł do Iqaluit - najbardziej wysuniętego na północ miasta w Kanadzie.
Jak podaje "Business Insider", na miejscu nie było inżynierów, którzy mogliby naprawić maszynę, więc na ratunek pasażerom wyruszył inny samolot. Boeing 777 miał lecieć z Montrealu do Paryża, ale lot ten został odwołany. Niemal 11 godzin po wylądowaniu w Iqaluit, samolot z pasażerami odleciał do Nowego Jorku.
Linie lotnicze Air France stwierdziły, że "ubolewają nad niedogodnościami spowodowanymi tą sytuacją i powtarzają, że bezpieczeństwo klientów i załóg jest dla nich absolutnym priorytetem". Dreamliner wciąż jest uziemiony w Iqaluit. Eksperci badają, co spowodowało zapach spalenizny.