Amerykanka twierdzi, że nigdy nie wróci do Wielkiej Brytanii. Wszystko przez brutalne zasady na lotnisku

Surowe przepisy na lotniskach mogą być nie tylko powodem stresu, ale i strat finansowych. Przekonała się o tym 29-letnia Amerykanka, która spędzała wakacje w Wielkiej Brytanii. Po perypetiach w porcie lotniczym stwierdziła, że już nigdy nie wróci do tego kraju.

Chloe Jade Meltzer to amerykańska blogerka podróżnicza, która zgromadziła na już 291 tys. obserwatorów na TikToku. Chętnie dzieli się z nimi inspiracjami, przydatnymi wskazówkami, a także wrażeniami z własnych podróży. Te nie zawsze są jednak pozytywne. W nagraniu opublikowanym pod koniec lipca opowiedziała o doświadczeniach z lotniska Heathrow w Wielkiej Brytanii. O sprawie poinformowało także internetowe wydanie "Daily Star". 

Zobacz wideo Co Brytyjczycy sądzą o nowej królowej Camilli oraz o zachowaniu Meghan i Harry'ego? [SONDA]

Brytyjska blogerka była oburzona

Chloe skarżyła się, że w trakcie pobytu na lotnisku Heathrow była ofiarą brutalnych zasad. Podczas kontroli bezpieczeństwa usłyszała, że wszystkie kosmetyki o pojemności 100 mililitrów muszą zmieścić się w jednej jednolitrowej plastikowej torebce. Informacja oznaczała dla niej katastrofę. Podróżniczka musiała pozbyć się bowiem połowy produktów o szacunkowej wartości 236 funtów, czyli w przeliczeniu ponad 1,2 tys. zł. 

Londyn Heathrow jest znany z gubienia toreb i nie mogłam ryzykować. Musiałam więc zabrać ze sobą wszystkie moje przybory toaletowe, które mieściły się w limicie 100 ml

- relacjonowała. 

Musiała wyrzucić kosmetyki na lotnisku

Amerykanka wyznała, że zdaje sobie sprawę, że ponosi odpowiedzialność za przykrą sytuację. Wiedziała wcześniej o obowiązujących zasadach, jednak je zignorowała. W końcu wcześniej, gdy podróżowała z tego samego lotniska, pracownicy nie byli tak surowi i pozwolili jej zabrać kilka torebek z kosmetykami. Takiego szczęścia nie miała tym razem. 

Musiałam wybierać, które były dla mnie najcenniejsze i których najbardziej potrzebowałam

- mówiła. 

Sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej napięta, gdy próbowała zarejestrować zdarzenie telefonem. Jeden z pracowników stwierdził, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, każąc jej usunąć nagranie. Sfrustrowana 29-latka dodała, że przez incydent nigdy nie wróci do Wielkiej Brytanii. Zdawała sobie jednak sprawę, że jej reakcja była przesadzona. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Więcej o: