Anglicy w hotelach to koszmar. "Musiałam się cofnąć. Nie mogłam znieść intensywnego fetoru"

Turyści potrafią być wyjątkowo uciążliwi. Nie raz informowaliśmy o tym, jak obcokrajowcy zwiedzający nieznane dotąd zakątki łamią prawo lub zachowują się w skandaliczny sposób. Polakom również zdarza się pozostawić nie najlepsze wrażenie. Mimo to Anglicy wystawiają sobie dużo gorszą wizytówkę.
Zobacz wideo Anna Lewandowska w drodze do Polski. Opowiedziała o tym, jak aktywnie zaczęła dzień

Wyjeżdżając na wakacje, przede wszystkim chcemy wypocząć od codziennych ograniczeń. Niestety zdarza się, że w niektórych przypadkach turyści przekraczają pewne granice. Pokojówki dobrze wiedzą, kto sprawia największe problemy. Nie są to Polacy.

Zamieszkała na Malcie. Poznała zachowanie turystów

Pani Marta w rozmowie z portalem Onet.pl przyznała, że jej marzeniem była przeprowadzka do miejsca pełnego słońca. Tak znalazła się na Malcie. Rozpoczęła pracę jako pokojówka. Wówczas dowiedziała się, jak to jest przyjmować turystów z zagranicy i sprzątać używaną przez nich przestrzeń. 

Pokojówka zdradziła kilka szczegółów dotyczących tego zawodu i podkreśliła, że szklanki w pokojach nie są myte w kuchni. Narzuty czy poduszki również nie są prane po każdym gościu. Natomiast najbardziej negatywne wspomnienie związane było z obecnością Anglików. 

Zostawiali po sobie straszny brud i bałagan. Mnóstwo śmieci, klejąca podłoga, poprzestawiane meble

- podkreśla pani Marta, w rozmowie z Onet.pl. W dalszej części wywiadu zaznacza, że Polacy na Malcie to również dość popularny widok. Jednak większość naszych rodaków zachowuje się kulturalnie. Mimo to wciąż zauważalnym problemem jest brak znajomości języka angielskiego. Polacy sylabizują dany wyraz lub mówią powoli, myśląc, że ktoś ich zrozumie.

Kiedyś byłam pokojówką. Anglicy doprowadzali mnie do szału

Rozmowa pani Marty z portalem Onet.pl wcale mnie nie zaskoczyła. Ponadto osobiście uważam, że Anglików stać na znacznie więcej niż to wybrzmiało we wspomnianym wywiadzie. Podczas studiów w Krakowie, pracowałam jako pokojówka w jednym z hosteli. Poza tym mieszkałam przed laty w Wielkiej Brytanii i wówczas na początku swojej wieloletniej przygody pracowałam w kilku brytyjskich hotelach. 

Zachowanie Anglików podczas wakacji nie różni się niczym od tego jak postępują na co dzień. Korzystając z usług we własnym kraju, są w stanie zdemolować pokój i w ciągu jednej doby doprowadzić go do opłakanego stanu. Podczas pracy w charakterze pokojówki hotel narzucał nam określony czas na posprzątanie jednego pomieszczenia. Zazwyczaj było to 20 lub 30 minut.

O ile bywały sytuacje, że ten czas był wystarczający, o tyle było to dosyć rzadko. Pomijam fakt, że w grę wchodził obowiązek odkurzania, zmiany pościeli wyjątkowo wielkich łóżek, czyszczenie łazienki i skompletowanie brakującego wyposażenia.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Smród, brak szacunku i hałas, czyli pobyt Anglików nie tylko za granicą

Zarówno w Krakowie, jak i w Wielkiej Brytanii sprzątanie po Anglikach oznaczało spore problemy i wyjątkowo nieprzyjemne zapachy. Pamiętam, jak wchodząc do pokoju, musiałam się cofnąć, bo nie mogłam znieść intensywnego fetoru. Na dywanie leżała taca z zamówionym do pokoju jedzeniem. Wszystko wgniecione było w dywan wysmarowany keczupem. Na dodatek cała pościel także była w resztkach jedzenia.

Przechodząc do łazienki, widzę, że na podłodze, w prysznicu i otwartej toalecie są wymiociny. Mam 30 minut na cud, czyli doprowadzenie pokoju do takiego stanu jakby nic się nie stało. Oczywiście moim obowiązkiem było wyczyszczenie dywanu. Na wyposażeniu pokojówek często nie było specjalnych środków. Dlatego w takich przypadkach sięgałam po zwykłą gąbkę i mydło. Na kolanach szorowałam  dywan. Otwierałam okno, a pokój oznaczony był jako dostępny kolejnego dnia lub w drodze wyjątku w późnych godzinach popołudniowych. 

Zachowanie samych gości także pozostawia wiele do życzenia. Zwłaszcza młodzi ludzie, zarówno mężczyźni jak i kobiety są bardzo hałaśliwi. Krzyczą nie tylko w pokojach, ale również w trakcie śniadania, czy na korytarzach. Nie zwracają uwagi na to, że hotel jest miejscem, w którym znajdują się także starsi ludzie czy rodziny z małymi dziećmi chcącymi wypocząć, lub pospać dłużej.

Anglików nie chcieli nawet taksówkarze

Podczas pracy w Krakowie bardzo częstym zjawiskiem był problem z obsługą Anglików przez taksówkarzy. Pamiętam, jak turyści skarżyli się, że musieli wracać z rynku komunikacją miejską lub pieszo, ponieważ żaden taksówkarz nie chciał zrealizować usługi. Początkowo byłam zaskoczona, ponieważ Anglicy zostawiają spore napiwki, często nieświadomie, ponieważ nie potrafią oszacować wartości, lub wieczorami są pijani i rzucają pieniędzmi na wszystkie strony. 

Zapytałam wówczas jednego ze znajomych taksówkarzy skąd ta zmowa i niechęć względem konkretnej grupy klientów. To, co usłyszałam, sprawiło, że doskonale zrozumiałam decyzję przewoźników. Mężczyzna opowiedział mi, że wielokrotnie zdarzało się, iż Anglicy podczas jednego przejazdu potrafili poniszczyć całą tapicerkę. Pociąć nożem siedzenia, palić i gasić pety na oparciach. Wylewać napoje, czy wymiotować. Auto było w tak strasznym stanie, że wymagało nie tylko gruntownego sprzątania po jednym kursie, ale często większych napraw. 

Więcej o: