Górskie rajdy konne: galopem przez Kotlinę Kłodzką

Konno można wjechać prawie na sam szczyt Śnieżnika - 1425 m n.p.m.

Na konie wsiadamy w Orłowcu (4 km od Lądka Zdroju) w Stanicy Jesionów. W stajni masywne, wysokie czarne konie rasy śląskiej wyglądają jak bliźniaki (zresztą wszystkie ze sobą spokrewnione). Kilka obowiązkowych okrążeń padoku, dopinamy popręgi, i w drogę! Gęsiego, w cztery konie wjeżdżamy w gęsty las za Orłowcem. W nocy padał deszcz, pełno kałuż i błota. Cały czas muszę uważać, żeby Aqua (moja klacz) nie potknęła się na wystających korzeniach.

Przed nami mały wąwóz o gładkich, błotnistych ścianach. Podłoże płaskie, lekko pod górę - w sam raz na galop. Hamujemy w zagajniku, wśród czerwonych muchomorów. Taka tu plątanina gałęzi, że przedzieramy się przez nie jak przez dżunglę.

W stajni w Wojtówce (prawie godzina jazdy od Orłowca) dołącza do nas dwóch ubranych po kowbojsku jeźdźców na pięknych srokatych koniach. Drogą, nad którą jak baldachim ułożyły się gałęzie olch, jedziemy więc w zwiększonym składzie. Nasze konie trochę szaleją z powodu obcego towarzystwa, ale wkrótce się uspokajają. Przed nami rozległe łąki za Wojtówką - ciągną się aż po szczyty 500-, 800-metrowych wzgórz (podczas rajdu pokonuje się średnio 300-metrowe różnice wzniesień). Bujna trawa sięga koniom po brzuchy, kwitną polne kwiaty, świeci słońce, śpiewają ptaki. Stajemy na chwilę, by podziwiać widoki. Jak okiem sięgnąć wzgórza okalające Kotlinę Kłodzką i zamykający ją od południa Masyw Śnieżnika. Jego łysy szczyt (1425 m n.p.m.), najwyższy na ziemi kłodzkiej i w polskiej części Sudetów Wschodnich, góruje nad porośniętymi lasem wzgórzami. Pięknie! Konie stoją tak spokojnie, jakby i one były pod wrażeniem widoków.

Przed nami, w dole, mały kościółek pośród łąk. Biały, z czerwonym blaszanym dachem i wieżyczką wygląda, jakby ktoś postawił go tu przypadkiem. Zagadkę wyjaśnia nasza przewodniczka Irena, tłumacząc, że była tu wieś Wrzosówka. Po wojnie mieszkańców przesiedlono, domy zniszczono - do dziś przetrwała tylko kapliczka, którą opiekują się strażacy z Lądka Zdroju. Raz w roku na św. Floriana (4 maja), patrona kapliczki i strażaków, odprawiana jest msza, a potem odbywa się huczny festyn ludowy.

Niewielki płytki strumień pokonujemy w bród. Potem wjeżdżamy na pnącą się pod górę piaszczystą drogę i na złamanie karku pędzimy przez łąki. Zatrzymujemy się dopiero na szczycie wzgórza, zdyszani, ale zadowoleni. Stąd najlepiej widać panoramę Kotliny i otaczających ją gór (od północnego wschodu Góry Złote, część Sudetów Wschodnich). Podziwiamy widoki, dając przy okazji odsapnąć sobie i koniom. Jak okiem sięgnąć łąki, lasy... Tylko błękitne do tej pory niebo powoli zasnuwa się chmurami.

Jesteśmy tuż obok granicy czeskiej, w okolicy przejścia granicznego Lutynia-Travná (dla pieszych i rowerzystów). Skręcamy w drogę prowadzącą wzdłuż granicy i po raz pierwszy dzisiaj zjeżdżamy w dół, na bajeczną dużą łąkę. Nie możemy się powstrzymać - i galopem pędzimy prosto w bujną trawę. Wiatr wieje w oczy, rozwiewa grzywy koni, tętent kopyt...

Nagle jeden z "kowboi" podjeżdża za blisko Aquy. Nie mogę jej uspokoić i ląduję na trawie. Boli mnie szyja i kostka, a przed nami jeszcze co najmniej trzy godziny w siodle. Gramolę się z powrotem na Aquę, która na szczęście zatrzymała się i spokojnie skubała trawkę tuż obok.

Skrajem pastwisk i łąk zjeżdżamy w dół. Mimo bólu chce mi się śmiać, bo gdybym spadła trochę dalej, byłabym już w Czechach...

Wjeżdżamy do bazaltowego Wąwozu Skalnego (kwadrans drogi za Lutynią). Wokół porośnięte mchem brązowe od wilgoci głazy, drzewa i krzaki. Zaczyna padać, po chwili prawdziwe urwanie chmury. Aqua, mimo swojego imienia, chyba nie lubi moknąć, bo ze spuszczoną głową człapie po grząskiej drodze i nie wygląda na zadowoloną. Do stajni mamy jeszcze ponad godzinę, w dodatku wciąż w dół. Aby konie się nie poślizgnęły, cały czas jedziemy stępa.

Dojeżdżamy ledwo żywi. Gdy zsiadam z konia, dosłownie nie czuje nóg - spędziłam w siodle ponad siedem godzin!

Nazajutrz wybieramy się do Gajnika, stajni Darka Miazgowicza, wicemistrza Polski w górskich rajdach konnych, by obejrzeć popis westernowej jazdy. Darek w skórzanej kurtce i kapeluszu demonstruje sztukę panowania nad koniem, której nie powstydziliby się prawdziwi kowboje (sam szkoli konie). Kluczymy po lesie, patrząc jak koń Darka niczym kozica wspina się po skałach i bez wahania pokonuje stromizny. By to osiągnąć, potrzebne jest nie tylko zaufanie konia do jeźdźca (i na odwrót), ale też odpowiedni trening, tak by koń nie nabawił się kontuzji.

Chwilę później na tarasie schroniska Szałas, prowadzonego przez Darka, zajadamy się smażonymi rydzami i oglądamy zdjęcia z rajdów. Spanie przy ognisku, łapanie koni na lasso, przedzieranie się przez wąwozy - to dopiero prawdziwa przygoda!

***

Sudecka Trasa Konna z Lądka Zdroju do Karpacza ma 400 km. Długość i trasa rajdu zależy od uczestników, najpopularniejsze są jedno- i trzydniowe (od piątku do niedzieli). Trzy dni wystarczą, by wybrać się na Śnieżnik - start w Orłowcu lub Międzygórzu. Po nocy w schronisku grzbietem Żmijowca konno wjeżdża się na Śnieżnik, docierając do miejsca, skąd do szczytu jest pół godziny marszu.

Najpopularniejsza trasa powrotna prowadzi grzbietem Krowiarek (fantastyczne łąki do galopowania!), po drodze można obejrzeć Jaskinię Rodochowską.

Śpi się w namiotach lub pod chmurką, a ekwipunek wiezie koń (wersja najtańsza). Można też nocować w kwaterze z łazienką (30-40 zł), bagaże dojeżdżają samochodem.

W rajdzie mogą brać udział osoby nieźle jeżdżące konno (wymagany dobrze opanowany kłus), i - co ważniejsze - obyte z koniem. Podczas rajdu każdy zajmuje się swoim wierzchowcem: karmi go, poi i czyści.

Dzień rajdu - ok. 130 zł plus nocleg. Dziennie pokonuje się 20-40 km.

Rajdy po Kotlinie Kłodzkiej organizują m. in.:

Stanica Jesionów , Barbara Dembna, przewodnik Górskiej Turystyki Jeździeckiej PTTK, Orłowiec 14, tel. (0-74) 814 79 88, hptt://www.sudety.info.pl/jesionow ,

Ośrodek Turystyki Aktywnej Gajnik k. Międzygórza, Darek Miazgowicz, tel. (0-74) 813 52 03, 0505 074 589, hptt://www.gajnik.pl ,

Pod Bukiem , Kąty Bystrzyckie 30, tel. (0-74) 814 65 10

Nowina 6 k. Henrykowa, Katarzyna Trawińska, tel. (0-74) 810 226 87

Więcej o: