Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Opuszczone kino w Czeladzi, które po II wojnie światowej zmieniło nazwę na "Uciecha", budzi lęk już samym wyglądem - a to dopiero wierzchołek góry lodowej. - Słyszeliśmy różne pogłoski mówiące o tym, że Kino Uciecha nawiedza jakiś duch. Z relacji okolicznych mieszkańców Czeladzi dowiedzieliśmy się, że w pobliżu budynku dochodzi do niewyjaśnionych zjawisk - powiedział jeden z członków grupy łowców duchów "Mystery Hunters".
Czeladzkie kino "Uciecha" miało w swojej historii gorsze i lepsze momenty. Niegdyś był to zwyczajny budynek remizy strażackiej, który posiadał świetlicę, salę widowiskową oraz restaurację. W 1930 roku jedno z wnętrz zmieniło się w miejsce schadzek dla miłośników seansów filmowych. Radość nie trwała jednak zbyt długo.
OFERTY AVANTI24.PL: Po więcej modowych inspiracji zapraszamy na Avanti24.pl
Podczas II wojny światowej strażacy zostali oddani pod komendę władz okupacyjnych. Musieli opuścić remizę, która zamieniła się w "Deutschehaus". Dopiero w 1946 roku wróciła do poprzednich właścicieli. Strażacy wraz z mieszkańcami Czeladzi rozpoczęli heroiczną walkę o przywrócenie kinu dawnej świetności. W pewnym momencie "Uciecha" stała się prawdziwą chlubą miasta.
Na projekcje zjeżdżali się okoliczni mieszkańcy. Nie raz na próżno było szukać wolnego miejsca w pięciuset osobowej sali
- wspomina Mateusz Bigaj, autor bloga "FotoURBEX". Niestety w latach 80. XX wieku kino zostało zamknięte, a kilkanaście lat później, ze względu na kłopoty finansowe strażaków, budynek przejęły władze miasta. I choć kilka lat później pojawił się nowy właściciel, nie zostały podjęte żadne nowe inicjatywy. Tym samym stare kino niszczeje do dziś. Odwiedzane jest jedynie przez miłośników mrocznych zakątków i łowców duchów.
Opuszczone kino w Czeladzi odstrasza nie tylko wyglądem, ale i mrocznymi historiami. Jak podaje slaskibiznes.pl, ponad 10 lat temu na jego tyłach zamordowano nastolatka. Od tej pory rzekomo dochodzi tam do niewytłumaczalnych zjawisk. Sprawą postanowili zająć się łowcy duchów - "Mystery Hunters". Jak wyjaśnia jeden z członków grupy: - Wiemy, że dusze osób, które odeszły z tego świata w sposób nagły, nierzadko pozostają w pobliżu miejsc, w których doszło do tragedii. Chcieliśmy zbadać opuszczone kino w poszukiwaniu zjawisk paranormalnych.
Po badaniu EVP (Electronic Voice Phenomena) oraz przy użyciu urządzenia Pryzmat, łowcy duchów stwierdzili obecność nadprzyrodzonych sił, trafiając na nietypowe wahania pola elektromagnetycznego. Urządzenie sugerowało czyjąś obecność w sali teatralnej oraz pod sceną. - Pryzmat to jedno z bardziej dokładnych urządzeń do badania zjawisk niewyjaśnionych (...). Tej nocy coś nie z tego świata ewidentnie próbowało się z nami skontaktować, wpływając na nasze urządzenia, zapalając je na zielono - wyjaśniają.
Źródła: FotoURBEX, "Magazyn Travelist", slaskibiznes.pl