Góra lodowa wielkości Londynu odłączyła się od Antarktydy. Glacjolodzy obserwowali ten proces przez dekadę

W pobliżu stacji badawczej Halleya na Antarktydzie doszło do ocielenia się, czyli oderwania fragmentu lodowca. Naukowcy donoszą, że jego powierzchnia dorównuje wielkości całej aglomeracji Londynu. Niestety, cielenie się lodowców z roku na rok przyspiesza.

W minioną niedzielę 22 stycznia, na Antarktydzie doszło do odłączenia się ogromnej góry lodowej od lodowca szelfowego Brunta. Do podobnej sytuacji doszło już dwa lata temu w tym samym miejscu. Niedaleko lodowca, w promieniu 20 kilometrów, znajduje się stacja badawcza Halleya, gdzie prowadzone są badania i monitoruje się rozwój rozpadlin. Tamtejsi glacjolodzy i zespoły badawcze informują świat na bieżąco o zachodzących na Antarktydzie zmianach.

Zobacz wideo Cud Podlasia wygląda jak wyspa na Pacyfiku

Góra lodowa wielkości Londynu

Naukowcy informują, że nowo powstała góra lodowa ma powierzchnię około 1550 km kw. Porównywana jest swoją wielkością do całego regionu Wielkiego Londynu. Przekładając to jednak na polskie realia, na powierzchni góry lodowej zmieściłyby się trzy miasta równe powierzchni Warszawy, której obszar to 517 km kw.  

Glacjolodzy już od kilku lat zauważali i odnotowywali kolejne pęknięcia w obrębie szelfu Brunta. Pierwsze zmiany w rozpadlinie Chasm-1 zaobserwowano już w 2012 roku po prawie 35-letnim uśpieniu przepaści. Przez ostatnią dekadę kolejne pęknięcia pojawiały się i pogłębiały, aż w niedzielę 22 stycznia doszło do ocielenia się szelfu. Na całe szczęście po znacznym pogłębieniu się pęknięcia w 2015 roku, stację badawczą Halleya przeniesiono w głąb lądu o kolejne 23 kilometry. Gdyby tego nie zrobiono, dziś to miejsce byłoby w niezwykle niebezpiecznej sytuacji.

Globalne ocieplenie wpływa na lodowce

Choć cielenie się lodowców jest procesem całkowicie naturalnym i nikogo nie dziwi, wraz z pogłębiającym się kryzysem klimatycznym dzieje się to coraz częściej. Glacjolodzy z niepokojem patrzą więc na rozwój sytuacji. Coraz częściej rejestruje się topnienie i oddzielanie się lodowców, czego bezpośrednią przyczyną są wyższe temperatury zarówno powietrza, jak i wody. Topniejące pokrywy lodowe tworzą zagrożenie podniesienia się poziomu wód, z tym z kolei wiąże się ryzyko podtopienia, lub wręcz zatopienia niektórych miast.

Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Więcej o: