Jak oszczędzają Polacy na wakacjach? "Napiekłam całą blachę brownie"

Od dwucyfrowej inflacji i galopującej drożyzny uciec się nie da, a wypoczynku pragnie z nas każdy. Na czym oszczędzają Polacy na wakacjach?

Postanowiliśmy sprawdzić, jak nasi rodacy radzą sobie w trudnych czasach i na trzech forach internetowych (m.in. Baby w Tatrach) zapytaliśmy ich o patenty i sposoby na tańszy wypoczynek. Trzeba przyznać, że nie spodziewaliśmy się takiej kopalni rad i wskazówek, jak zaoszczędzić na wyjazd i wydać na nim jak najmniej. Zaskakuje natomiast dość częsta deklaracja, że "na wakacjach nie da się oszczędzać, bo wtedy nie byłyby to wakacje".

Co czwarty Polak rezygnuje z wakacji

Zostały jeszcze dwa tygodnie wakacji, a zaledwie 59 proc. Polaków zadeklarowało, że wyjedzie w tym roku na urlop. To 19 proc. mniej w porównaniu do sytuacji sprzed pandemii. Jednak jak pokazują wyniki badania firmy LiveCareer - aż 41 proc. rodaków w ogóle nie pojedzie w 2022 roku na wczasy. Drożyzna, inflacja i sytuacja na świecie sprawia, że Polacy rezygnują z wyjazdu na urlop, stawiając na tańsze propozycje wypoczynku w okolicy lub pozostając w domu. Jednak media donoszą, że w Zakopanem tłumnie jak w Sylwestra, a nad morzem głowa przy głowie. Okazuje się więc, że Polacy nie chcą rezygnować z wyczekiwanego wypoczynku. Jakie patenty stosują, aby wybrać się na wakacje i nie dać się drożyźnie?

– Nasi rodacy skracają pobyty urlopowe i rezygnują ze stołowania się w restauracjach – mówi Natalia Jaworska, ekspertka Noclegi.pl. – Widzimy, że to, co najbardziej charakteryzuje ten sezon, to skrócenie wyjazdów – średnio o jeden dzień i właśnie odkładanie rezerwacji na ostatni moment – dodaje.

W zeszłym roku średni czas rezerwacji krajowych wakacji wynosił 4-5 dni, w tym roku są to średnio 3-4 dni. Polacy skracają wyjazdy z powodu wzrostu nie tyle samych cen usług noclegowych, ale usług towarzyszących, czy ze względu na ceny paliw.

Natalia Jaworska dodaje, że Polacy zaczęli oszczędzać na wyżywieniu. – Mamy wiele zapytań o to, jak daleko od obiektu znajdują się sieciowe sklepy spożywcze i dyskonty, goście wypytują też bardziej szczegółowo niż dotąd o stan wyposażenia kuchni w domkach czy apartamentach – relacjonuje ekspertka Noclegi.pl. – Własny grill, kuchenka i lodówka turystyczna to częsty ekwipunek turystów, wybierających się na przykład nad jeziora – dodaje.

Plażowicze w okolicach miasta Antalya w TurcjiTen kraj wiedzie prym wśród Polaków. "Relacja jakości do ceny jest tu wyjątkowa"

Co idzie na pierwszy ogień?

Małgorzata Pioruńska, wybierając się w tym roku w Tatry, do Zakopanego, po raz pierwszy za namową koleżanki do bagażu spakowała weki. Za nocleg niedaleko Ronda Kuźnickiego w pokoju 2-osobowym w czerwcu zapłaciła 110 zł. Małżeństwo oszczędziło na przejazdach i na jedzeniu. – Ile kosztują własnoręcznie przygotowane gołąbki? 15 zł dla dwóch osób. Leczo? Jeszcze mniej – przyznaje pani Małgorzata. Dodaje, że na kwaterze zjedli również dwa obiady. To był strzał w dziesiątkę, bo akurat w tych dniach to były nasze największe wyprawy, zamiast więc szukać restauracji, stolika i czekać na zamówienie nie wiadomo jak długo, na nas obiadokolacja już czekała. U nas więc było tanio, smacznie i na miejscu.

Pani Ania przyznaje, że podczas pobytu na wakacjach zrezygnowali z jedzenia na mieście, zdecydowali się na nocleg z aneksem kuchennym i gotowali sobie sami. A pani Agata dodaje, że w góry bierze swój prowiant i też unika jedzenia na mieście.

Czyżby Polacy mieli oszczędzanie we krwi? Forumowiczki skupione na grupie Baby w Tatrach, wymieniają swoje patenty na tanie podróżowanie i trzeba przyznać, że wiele można się od nich nauczyć. Pani Maria, która przyznała, że święta wraz z rodziną spędziła w Zakopanem, stwierdziła, że wydała na nie mniej niż podczas pobytu w domu na Pomorzu. Jakich sposobów można nauczyć się od mistrzyń oszczędzania? Miłośniczka gór przyznaje, że wynajmuje zawsze apartament z aneksem kuchennym, wówczas śniadania i kolacje je na miejscu. Do słoików wekuje obiady i sosy, które zabiera ze sobą. Omija płatne autostrady, czas spędza głównie na szlakach, omija Krupówki. Jeśli je na mieście, to wie, w jakim miejscu, aby nie wydać fortuny. Zakupy robi tak jak w domu – w dyskontach. – Przed wyjazdem czyszczę lodówkę tzn. zabieram ze sobą rozpoczętą kiełbasę, ser, warzywa i owoce, które mamy w mieszkaniu, aby po powrocie ich nie wyrzucać – dodaje pani Maria.

Członkini grupy Baby w Tatrach Agnieszka Magdalena ma wprawdzie 500 km do Zakopanego, ale ciągnie ją w te góry niemiłosiernie. Wydeptała tu już swoje ścieżki, nic więc dziwnego, że zamiast płatnymi autostradami, woli jechać może trochę dłużej, ale ciekawiej i płacąc mniej za paliwo. Od dwudziestu lat zatrzymuje się u tych samych zaprzyjaźnionych gospodarzy i płaci 45 zł na nocleg. – Chociaż łazienka jest wspólna i nie ma kuchni, za to mam miłe towarzystwo i koncerty akordeonowe pana Michała – dodaje. Na szlak obowiązkowo wyrusza z butelką z filtrem wody, ulubionym trunkiem kupionym bez kilkukrotnego przebicia i brownie.

– Napiekłam blachę brownie i zabrałam ze sobą na szlaki w pudełkach plastikowych, żeby nie kupować porcji ciasta za 15 zł. Pomysł sprawdził się rewelacyjnie. Co jeszcze robię? Omijam Krupówki w porze obiadowej. W Zakopanem naprawdę są miejsca, w których można zjeść za 20-30 zł pyszną wielgachną porcję obiadową, w przyjaznym miejscu, wśród sympatycznej obsługi – zapewnia pani Agnieszka. 

Pani Marta od ośmiu lat jeździ w to samo miejsce w góry. W tym roku nie skróciła pobytu, spędziła tam jak zwykłe pięć dni. Nocleg? Podrożał. To prawda, ale o 10 zł. – Nie są to luksusy, ale w końcu nie jedzie się na urlop, aby przebywać w pokoju – mówi w rozmowie z Podróże Gazeta.pl.

Mosty w StańczykachPani polskiej Tajgi. "Zawsze mówię, że Gołdap jest piękną kobietą"

Auto lepiej zostawić w domu

Oszczędni podróżnicy przyznają, że rezygnują z podróży samochodem i zaczęli jeździć pociągami i busami. Pani Agata postanowiła dystans 400 km przebyć pociągiem. Z Kluczborka do Zakopanego również pociągiem albo busem dojeżdża Karolina.

– Zawsze byłam osobą oszczędną. W Tatry mam 330 km, więc jeżdżę albo pociągiem, albo busem. Często sprawdzam ceny biletów. Nocleg udaje mi się znaleźć w cenie od 50 do 70 zł za dobę. Jedzenie kupuję w marketach, bo oczywiście wychodzi taniej. Gotowy obiad do podgrzania kosztuje w markecie ok. 10 zł. Na szlak biorę suchy prowiant. Jestem w stanie z przejazdem, noclegiem i wyżywieniem za dwie doby w górach zmieścić się w 300-400 zł – dodaje pani Karolina w rozmowie z Podróże Gazeta.pl.

Jeszcze mniej

Są też i tacy, którzy oszczędzają na transporcie. – W maju przejechaliśmy stopem z Krakowa do Grecji i chyba żadnej wycieczki nie wspominam tak super jak tej – mówi pani Martyna. Autostopem po Hiszpanii a konkretniej z Barcelony do Alicante podróżowała natomiast pani Gabriela.

Martyna dodaje, że zawsze wyszukuje tanie loty, korzystając z różnych wyszukiwarek i grup, żeby oszczędzić na biletach. Nigdy nie bierze większego bagażu. – Nauczyliśmy pakować się do podręcznego, niezależnie od długości naszego wyjazdu. Rezerwacje noclegów robimy z wyprzedzeniem – radzi.

Można również spędzić urlop nad morzem, na Kaszubach czy w Bieszczadach u rodziny. – Jedziemy do domku mojej przyjaciółki – mówi mi Agnieszka – Zabieramy planszówki, rowery, spędzamy czas rodzinnie i aktywnie. Oszczędzamy pieniądze, a czas płynie nam naprawdę przyjemnie.

 – Latem, zamiast jechać do hotelu pojechaliśmy na biwak – dodaje Karolina. – Dla dzieci to frajda, a zapłaciliśmy jedną piątą ceny pobytu w hotelu. Dzięki temu mamy środki na jeszcze jeden wyjazd w góry. Tyle że mamy cały sprzęt, który gromadziliśmy przez lata. 

A pani Dominika zdradza, że jej przepisem na tanie wakacje jest spanie w namiocie lub aucie. Zamiast jeść w restauracjach woli ugotować sama posiłek na kuchence turystycznej. Parkuje na bezpłatnych parkingach, kąpie się na stacjach benzynowych bądź odkrytych basenach. – Nie oszczędzamy na wejściach w ciekawe miejsca. W ten sposób zwiedziliśmy część Czech i Niemiec, wydając tyle, ile za pobyt nad polskim morzem – wyjaśnia podróżniczka.

Oszczędzanie? Nie po to są wakacje

Wśród osób odpowiadających na moje pytanie o sposoby na oszczędzanie na wyjazdach, odzywa się też spora grupa osób, która przyznaje, że wakacje nie są od tego, żeby liczyć każdy grosz, tylko wypocząć.

– Na wakacjach nie oszczędzam, po prostu. Gdzie chcę iść, tam idę, gdzie chcę zjeść, tam jem. Po to mam wakacje. Oszczędzam co miesiąc raz więcej raz mniej, by nie musieć się martwić o pieniądze na wyjeździe – zauważa Paulina.

– Na wakacjach nie da się oszczędzać, bo wtedy nie byłyby to wakacje – dodaje inna internautka.

W komentarzach znajduję też taki głos: "Nie oszczędzam, bo nie jeżdżę".

Co więc zrobić, żeby nie zarabiając dużo, pozwolić sobie na wyjazd? Małgorzata Pioruńska zdradza, że do skarbonki odkłada każde 5 zł, które trafi do jej portfela i wykorzystuje te pieniądze potem na wyjazdy w góry. –  Mam ustalone stałe zlecenie na kwotę 10 zł na konto oszczędnościowe, dzięki czemu nieodczuwalnie odkładam pieniądze na wsparcie budżetu wyjazdowego. Wiele osób przyznaje, że łatwiej odłożyć 10 zł dziennie, niż jednorazowo 300 zł miesięcznie. Nocleg wybieram w zależności od planowanych tras w górach, aby nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy na długie dojazdy. Oszczędzam też w ten sposób czas – zdradza sprawdzony patent członkini grupy Baby w Tatrach.

A jakie są wasze sposoby na oszczędzanie na wakacjach? Czekamy na wasze e-maile pod adresem: podroze@agora.pl.

Więcej o: