Koniec kryzysu w polskiej turystyce? Przedsiębiorca z Zakopanego: Jesteśmy w szpicy w porównaniu do Francji

Jeszcze tydzień temu branża turystyczna drżała. Przedsiębiorcy na Mazurach wieścili kryzys, górale przepowiadali, że w tym roku będzie marnie, a Polacy w sondażach zdradzali, że wyjazd na wakacje może okazać się zbędnym luksusem. Czy obawy i czarne proroctwa przedsiębiorców mają swoje uzasadnienie? Czy to kolejny rok próby dla branży? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Centrum Promocji i Informacji Turystycznej w Giżycku 13 lipca podawało, że średnie obłożenie w hotelach i ośrodkach noclegowych wynosiło 60-70 proc. Takie dane były rozczarowujące, ponieważ mogło to oznaczać, że w niektórych obiektach zajęte jest co piąte miejsce. Wówczas jeden z przedsiębiorców w rozmowie z WP nie ukrywał rozżalenia i mówił, że na Mazurach jest pusto.

Na Mazurach nie mają powodu do narzekań

Gdy dzwonię 25 lipca do Centrum Promocji i Informacji Turystycznej w Giżycku sytuacja jest diametralnie inna. Średnie obłożenie w powiecie (w 11 hotelach, 8 ośrodkach, 5 pensjonatach, dwóch kempingach i dwóch apartamentowcach) wynosi 95,5 proc. W Giżycku - 94 proc. (na podstawie 11 pomiarów, z tego 8 hoteli). W gminie, na której terenie leżą tak urokliwe miejscowości jak Wilkasy, Piękna Góra, Rydzewo czy Bogaczewo, zajętych jest 96 proc. miejsc. Wydaje się więc, że kryzys, przed którym drżał mazurski przedsiębiorca, został zażegnany. Tylko czy nie za wcześnie jeszcze na wyciąganie takich wniosków?

– Problem polega na tym, że na ruch turystyczny składają się dwa czynniki: turyści, którzy spędzili w mieście chociaż jedną noc i tzw. odwiedzający - osoby, które przebywały na terenie miasta powyżej czterech godzin, ale nie skorzystały z usługi noclegowej. Obecność obydwu grup jest bardzo istotna, zarówno jeśli chodzi o ocenę sezonu, jak i wyniki finansowe – tłumaczy w rozmowie z Podróże Gazeta.pl radny Giżycka - dr Robert Kempa.

– I o ile widzimy, że po 15 lipca nastąpił wzrost obłożenia bazy noclegowej, a statystyki, które zanotowaliśmy w ten weekend, nie są przedmiotem do utyskiwań, to wciąż jeszcze mamy obiekty, w których zajętych jest 50 proc. miejsc. Gdyby nie jeden taki obiekt w Giżycku, to mielibyśmy 97 proc. obłożenia, bo w innych hotelach wszystkie miejsca są zajęte – wyjaśnia Kempa. – Niemniej jednak, dane dotyczące obłożenia w hotelach i ośrodkach na tyle się poprawiły, że jeżeli takie zainteresowanie utrzyma się do końca sierpnia, to nie będzie źle.

Dr Kempa dodaje jednak, że Giżycko i okolice odczuwają mniejszą liczbę odwiedzających. – Nie ma tłumów. Co do tego nie ma dwóch zdań. W porównaniu do dwóch pandemicznych sezonów, takiego oblężenia nie ma. Po sezonie będziemy mieli lepszy obraz sytuacji, gdy sięgniemy po dane GSM. Ale już mogę powiedzieć, że odwiedzających jest mniej. Widać to na parkingach czy w restauracjach. Myślę, że wynik finalny będzie gorszy o 10-15 proc. - mówi radny miasta.

Wreszcie sezon w pełni

Mniejszą obecność turystów w przygranicznej miejscowości uzdrowiskowej Gołdap, zauważa Piotr Wasilewski, prezes zarządu Fundacji Rozwoju Regionu Gołdap. - To pokłosie wojny w Ukrainie. Hotelarze mówili nam, że gdy zaczęto pisać o przesmyku suwalskim turyści masowo zaczęli odwoływać swoje pobyty. Teraz sytuacja nieco się uspokoiła, uzdrowisko się zapełnia, wreszcie w mieście czuć wakacje – słyszę od szefa fundacji.

– W porównaniu z początkiem lipca wreszcie mamy sezon w pełni. Może rzeczywiście przyjechało do nas 10 proc. turystów mniej, w porównaniu z poprzednim rokiem, ale przychody są wyższe o 35 proc. To, czym się przejmować? – zapewnia gołdapianin. – Wykupiliśmy teraz abonament na obiady i gdy wchodzę do restauracji, to widzę, że jest tylko jeden stolik pusty, a taras jest w połowie zapełniony. Można więc rzec, że jest całkiem dobrze.

– Media najpierw straszą drożyzną w Polsce, publikują paragony grozy, a później piszą o tanich wakacjach w Turcji – denerwuje się Wasilewski. Po czym dodaje, że po dwóch latach pandemii kierunki zagraniczne rzeczywiście mogą się cieszyć większą popularnością wśród naszych rodaków. Ma jednak nadzieję, że wrócą do Gołdapi. – Tu jest naprawdę spokojnie i bezpiecznie, żadne samoloty czy bomby nie latają nam nad głową - zapewnia gołdapianin.

Turyści wrócili na Podhale

Dzwonię do Zakopanego. Chcę się dowiedzieć, czy na Podhalu wciąż jest marnie. Bo tak ocenił początek wakacji przedsiębiorca Wojciech Krzyściak w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim". Czy nadal jest tak źle? Czy może coś się jednak zmieniło?

– Ostatni weekend przypomina sezon sprzed pandemii – mówi redakcji Podróże Gazeta.pl Wojciech Krzyściak. – Ostatnie dni pokazują, że jesteśmy w szpicy w porównaniu do Wiednia czy Francji, jeśli chodzi o frekwencję turystów w mieście. Tam jest o wiele słabiej. Ostatni tydzień jest zwiastunem powrotów do dobrych czasów. Jeśli taka frekwencja utrzyma się do końca września, to będziemy mogli powiedzieć, że jest dobrze. Dwóch lat pandemii tak szybko nie da się odrobić. Przetrwają najsilniejsi - zauważa. 

– Zakopane to Rzym, jeśli chodzi o turystykę. Mamy tu wiele schronisk, piękne góry, klimatyzowane miasto, ponieważ potoki nawiewają chłodne powietrze i w mieście panuje o 7 st. C niższa temperatura, a w kranie leci złoto, bo pijemy wodę źródlaną z Tatrzańskiego Parku Narodowego. To brylantowe miasto – mówi przedsiębiorca.

Wojciech Krzyściak zastrzega, że jeszcze za wcześnie na oceny, ponieważ podsumowanie sezonu odbywa się zwykle 30 września. – Zakopane ma pozytywne niespodzianki w postaci sierpnia i września. Może wtedy intensywność ruchu się nasili. Wszystkie oceny na teraz mogą być błędne, trzeba być cierpliwym – dodaje.

Nad morzem powodów do zadowolenia brak 

Czy nad morzem branża turystyczna może odetchnąć i cieszyć się obecnością turystów? – Do Darłowa w tym roku przyjechało o jedną trzecią urlopowiczów mniej – mówi w rozmowie z Podróże Gazeta.pl Janusz Cwajna, zastępca dyrektora biura Darłowskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej Darlot. – Trend wśród gości zmienił się już podczas pandemii. Zamiast na siedem dni, przyjeżdżają na trzy czy cztery dni. To nie jest wcale efekt drożyzny czy inflacji, która oczywiście jest zauważalna. Hotelarze dostosowali się do nowych oczekiwań klientów. Jeśli ktoś chce funkcjonować, to musi dopasować się do nowych zasad panujących na rynku.

Czy właśnie taką umiejętność wsłuchiwania się w potrzeby klientów, posiadł zarząd czterogwiazdkowego hotelu Jan w Darłowie? – W lipcu do tej pory odnotowaliśmy obłożenie mniejsze o ok. 5 proc. niż w roku ubiegłym. Miesiąc się jeszcze nie skończył, może więc jeszcze nadrobimy straty? Tegoroczne rezerwacje mają zupełnie inną specyfikę. Nie wyprzedają się daleko do przodu. Przewiduję, że sierpień będzie udany tak samo jak lipiec. Może nie odwiedzi nas tylu gości jak w 2021 roku, ale mam nadzieję, że będzie to podobna liczba – mówi w rozmowie z Podróże Gazeta.pl Krzysztof Kowalski, dyrektor hotelu Jan.

– Pierwsze trzy tygodnie lipca nie rozpieszczały pogodą, mieliśmy raptem 4, 5 upalnych dni. W takich sytuacjach bardzo chętnie nasi goście spędzają czas w parku wodnym z wodą morską, a także w siłowni, sali fitness czy dużej sali zabaw – opowiada Kowalski i dodaje, że w tym roku zaobserwował wyższe zainteresowanie pobytami w hotelu, którym zarządza, wśród gości z Niemiec, Holandii i Ukrainy.

Ten sezon wyróżnia się również pod innym względem. – W tym roku przyjechali inni turyści niż do tej pory – zauważa szefowa hotelu w Darłowie, prosząca o anonimowość. Są nieodpowiedzialni, roszczeniowi, uważają, że wszystko im wolno. Zamiast stołować się w naszej restauracji, kupują w tanich dyskontach. Sądziliśmy, że ze względu na inflację i drożyznę przyjadą turyści, którzy będą wiedzieć, jak gospodarować pieniędzmi, mocno się rozczarowaliśmy. Czeka nas kolejny trudny sezon - dodaje. 

Sezon jest wyraźnie inny

A jak jest w Kołobrzegu? Czy tutaj Polacy tłumnie zażywają kąpieli słonecznych? Czy jednak odczuwalny jest brak turystów? - Kołobrzeg się napełnia - słyszę od Marty Ostapiec, zastępcy dyrektora ds. promocji w Regionalnym Centrum Kultury w Kołobrzegu. - Zazwyczaj po 10 lipca do miasta tłumnie przybywali turyści. Gdy porównujemy obecny rok do ubiegłego, który był rekordowy, to ten wygląda dość blado. Inflacja, wojna w Ukrainie i sytuacja gospodarcza w Polsce sprawiają, że turystów jest zdecydowanie mniej. Na parkingach jest mniej aut. Zauważyliśmy, że Polacy częściej chodzą na wydarzenia bezpłatne, a na płatnych połowa amfiteatru jest pusta.

– Wprawdzie w mieście w ten weekend odbył się festiwal muzyki elektronicznej Sunrise, który przyciągnął 30 tys. widzów, a w przyszłym tygodniu odbędzie się Sun Festival, na który przyjedzie ok. 20 tys. fanów muzyki hip-hopowej, to dane te nie są miarodajne – słyszę od Ostapiec. – Sezon jest wyraźnie inny, rozpoczął się nieco później. Pobyty są także krótsze. Śmiało możemy powiedzieć, że w porównaniu do ubiegłego roku bardzo rozwinęła się turystyka rowerowa. Turysta w stroju cyklisty i w kasku rowerowym jest codziennością, a nie wyjątkiem. Zauważalny jest również wzrost turystów z pupilami (tu w 100 proc. prym wiedzie pies).

O tym, ile turystów w tym roku odwiedzi Kołobrzeg, dowiemy się pół roku po sezonie. Takie dane opublikuje Główny Urząd Statystyczny.

Wyjeżdżamy równie często, jak w ubiegłym roku, ale na krócej

– Na półmetku wakacji trudno jeszcze o ostateczne wnioski i podsumowania, bo widzimy, że okno rezerwacyjne bardzo się skraca i decyzje wyjazdowe podejmowane są na ostatnią chwilę. Widzimy, że to, co najbardziej charakteryzuje ten sezon, to skrócenie wyjazdów – średnio o jeden dzień i właśnie odkładanie rezerwacji na ostatni moment – podkreśla Natalia Jaworska, ekspertka Noclegi.pl.

W ubiegłym roku średni czas rezerwacji krajowych wakacji wynosił 4-5 dni, w tym roku są to średnio 3-4 dni. Polacy skracają wyjazdy z powodu wzrostu nie tyle samych cen usług noclegowych, ale usług towarzyszących, czy ze względu na ceny paliw.

Natalia Jaworska dodaje, że wyjeżdżamy równie często, jak w ubiegłym roku, ale na krócej. Jednak skrócenie wyjazdu, omijanie głównych kierunków turystycznych i wybór tańszych miejsc zakwaterowania to nie jedyny sposób na budżetowe wakacje. Polacy zaczęli oszczędzać na wyżywieniu.

– Mamy wiele zapytań o to, jak daleko od obiektu znajdują się sieciowe sklepy spożywcze i dyskonty, goście wypytują też bardziej szczegółowo niż dotąd o stan wyposażenia kuchni w domkach czy apartamentach – relacjonuje ekspertka Noclegi.pl. – Własny grill, kuchenka i lodówka turystyczna to częsty ekwipunek turystów, wybierających się na przykład nad jeziora – dodaje.

Eksperci radzą, by ci, którzy wybierają wypoczynek w kraju postarali się zorganizować wyjazd samodzielnie, a nie przez biuro podróży i żeby uważnie porównywali ceny w platformach rezerwacyjnych, porównywarkach cenowych i na stronach obiektów. Ze względu na koszty paliwa warto rozważyć jazdę pociągiem lub autokarem. Dobrze też jest roztropnie się spakować, zabrać wszystko, co może okazać się potrzebne, żeby nie przepłacać na miejscu w wakacyjnych cenach. 

Więcej o: