Zakopane. Początek sezonu rozczarowuje. Górale przepowiadają: W tym roku będzie marnie

Dwucyfrowa inflacja, najwyższa od 25 lat, nikogo nie napawa optymizmem. Polacy zaczynają oszczędzać, a przedsiębiorcy popadają w coraz większy pesymizm. I choć Tatry i Podhale co roku przyciągają tłumy, a Krupówki są pełne, górale przepowiadają: w tym roku będzie marnie.

W Zakopanem lata temu przyjęło się, że letni ruch turystyczny zaczyna się 15 lipca, a szczyt sezonu przypada na połowę sierpnia. I choć wakacje trwają ledwie od dwóch tygodni, przedsiębiorcy prowadzący biznesy pod Giewontem już liczą straty. - Początek wakacji jest naprawdę marny - mówi "Tygodnikowi Podhalańskiemu" zakopiański przedsiębiorca Wojciech Krzyściak. Zastrzega jednocześnie, że jest zbyt wcześnie, żeby ocenić, jaki będzie sezon.

Zobacz wideo Policjanci z Zakopanego zatrzymali złodzieja uciekającego z łupem o wartości ponad 5 tys. złotych

Z jego doświadczenia wynika, że wielu turystów przyjeżdża w sierpniu, a nawet we wrześniu, który "bywał bardzo udany". - Niestety, w Zakopanem o tym często zapominamy - zauważa.

Agata Wojtowicz, szefowa Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim" zauważa, że niestety Zakopane zaczyna w wielu aspektach proponować "turystyczną bylejakość". - Musimy zrozumieć, że nie chodzi o to, aby sprzedać stu turystom produkt po złotówce, ale zastanowić się nad tym, czy nie lepiej zaoferować im lepszy produkt za 100 złotych, który kupi 10 osób - zauważa prezeska TiG.

Dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego" dodaje, że obserwacje osób z branży turystycznej mogą być trafne. "Mimo prowadzonych w Zakopanem remontów nie ma jakiś wielkich korków" - czytamy.

Nieuzasadniony pesymizm?

Choć z drugiej strony, gdy patrzy się na zdjęcie tłumów na szlaku do Morskiego Oka opublikowane na fanpage'u Aktualne warunki w górach, można odnieść wrażenie, że kryzys ominie Tatry i Podhale. Wprawdzie z badania ankietowego przeprowadzonego przez United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że ponad połowa Polaków chce zrezygnować z wakacyjnych wyjazdów, ale Zakopane i polskie góry przyciągają naszych rodaków jak magnes. 

Nad Morskim OkiemMorskie Oko. Mrowie turystów na szlakach. "Nie chcesz, nie idź"

Dlaczego jest tak drogo?

Wielu z nich skarży się jednak na drożyznę. Gdy rozmawiałam tuż przed majówką z Agatą Wojtowicz, szefowa Tatrzańskiej Izby Gospodarczej tłumaczyła, że wzrost cen związany jest z obecną sytuacją w kraju. Podkreśliła również, że hotelarze i restauratorzy nie chcą obniżać jakości świadczonych usług. - Powiększyły nam się koszty pracy, a do tego doszło wiele czynników, na które nie mamy wpływu. Wzrosła cena energii, paliwa, gazu, ogrzewania. Na co mamy wpływ? Możemy się zastanawiać nad obniżeniem jakości świadczenia usług. Jeżeli ktoś musi trzymać jakość i standard swoich usług, biorąc pod uwagę obiekty skategoryzowane, to wiadomo, że części składowe tej usługi też muszą być wysokiej jakości. Gdybyśmy chcieli dodać do tego nasze marże, które stosowaliśmy jeszcze przed pandemią, to ostateczna cena byłaby jeszcze wyższa.

Na Mazurach jest mniej turystów niż rok temu o tej samej porzeNa Mazurach pusto. Przedsiębiorcy w minorowych nastrojach

Szefowa Tatrzańskiej Izby Gospodarczej dodała, że oferta noclegowa na Podhalu jest bardzo bogata, ale nawet gdy turysta zatrzymuje się w pokoju gościnnym, musi liczyć się z wyższym wydatkiem. Wszyscy ponoszą przecież konsekwencje wzrostu cen mediów. - Cena 40 czy 50 zł za łóżko to już przeszłość, teraz, żeby nie dopłacać do interesu, trzeba oczekiwać ok. 70 zł za dobę - tłumaczyła Wojtowicz. - Tu często pracownikiem jest właściciel, w obiektach skategoryzowanych trzeba jeszcze uwzględnić koszt pracy.

Źródło: "Tygodnik Podhalański", Gazeta.pl 

Więcej o: