Brytyjka poleciała do Grecji na urlop. Była zaskoczona "paragonem grozy" i groźbami od obsługi

Pewna kobieta z Wielkiej Brytanii wraz z 19-letnią córką poleciała do Grecji na wakacje. Pobyt zakończył się ogromnym rachunkiem do zapłacenia i groźbami, które padały ze strony obsługi.

Więcej ciekawych artykułów o podróżach znajdziecie na naszej stronie głównej Gazeta.pl.

Wakacje w Grecji kojarzą się ze słoneczną plażą i wspaniałe spędzonym czasem. Niestety nie zawsze. Jak podaje "The Mirror", pewna kobieta z Wielkiej Brytanii swój urlop na Mykonos w Grecji zapamięta na bardzo długo.

Grecja (zdjęcie ilustracyjne)Urlop 2022 - Grecja. Jakie obostrzenia obowiązują? Uwaga na maseczki

Ogromny rachunek do zapłacenia za… korzystanie z leżaka

Brytyjka wraz z córką postanowiła zjeść kraba i wypić koktajl. W czasie jedzenia siedziały na restauracyjnych leżakach. Spędziły w ten sposób trzy godziny. Szacowały, że wydadzą na tę przyjemność ok. 200 euro. Niestety, gdy obsługa przyniosła rachunek, okazało się, że do zapłaty jest ponad trzy razy tyle. Łącznie rachunek wyniósł niemal 600 euro, z czego policzono:

  • 520 euro za zamówienie,
  • 78 euro za napiwek.

Co było takie drogie? Jak się okazuje, wcale nie porcja kraba i dwa napoje. Większość kwoty za zamówienie to cena za użytkowanie restauracyjnego leżaka. Kobieta co prawda była przygotowana na opłatę, ale nie w takiej wysokości.

Jakby tego było mało, obsługa zatarasowała kobiecie wyjście z lokalu, gdy ta nie chciała zapłacić. Dodatkowo padły groźby, że wiedzą gdzie mieszka wraz z córką. 

Grecja (zdjęcie ilustracyjne)Wakacje 2022. W Grecji są znoszone obostrzenia na sezon wakacyjny

Brytyjka nie odpuściła i zgłosiła sprawę na policję. Co ciekawe, takich oszustw było więcej

Kobieta nie zamierza siedzieć cicho po tym, jak ją potraktowano. Brytyjka zgłosiła całą sprawę na policję z powodu gróźb. Co ciekawe, inni mieszkańcy greckiej wyspy poinformowali ją, że taka historia zdarzyła się tu nie pierwszy raz.  

Jak podają serwisy "The Sun" i "The Mirror", oszustwa na greckich wyspach zdarzają się od lat. Jak choćby turysta, który w 2019 roku na Mykonos został obciążony rachunkiem na 591 euro (ok. 2750 zł) za sześć kawałków kalmara z tamtejszej restauracji. W tym samym roku miała miejsce historia grupy brytyjskich turystów, którzy musieli zapłacić 82 euro (ok. 400 zł) za osiem bezalkoholowych napojów w restauracji na wyspie Rodos

Co ciekawe, nie tylko w Grecji sprzedawcy naciągają obcokrajowców. Podobne rzeczy dzieją się np. we Włoszech. W Rzymie dwaj turyści zostali obciążeni kwotą 429 euro (ok. 2000 zł) za posiłek złożony z ryb i spaghetti. W tym samym włoskim mieście inna restauracja policzyła za dwa burgery i trzy kawy kwotę 70 funtów (ok. 400 zł) od grupy wczasowiczów. 

Z kolei w 2017 roku w Wenecji pewien mężczyzna wraz ze starszymi rodzicami został zmuszony do zapłacenia kwoty 463 funtów (ponad 2500 zł) za homara i ostrygi. Co ciekawie, oprócz ogromnej ceny, na rachunku widniały pozycje, których w ogóle nie zamówił.

Na nieuczciwych sprzedawców natknął się też wykładowca akademicki, który był we włoskiej restauracji Trattoria Casanova. Podczas posiłku kelnerzy wciąż przynosili kolejne dania spoza zamówienia bez podania ich ceny. 

Podroze.gazeta.pl jest dla Was i dla Was piszemy o podróżach. Nie oznacza to jednak, że nie pamiętamy i nie myślimy o Ukrainie. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie w tych miejscach: wiadomości.gazeta.pl, kobieta.gazeta.pl/ukraina.

Jak pomóc Ukrainie? Gazeta.pl łączy siły z PCPMGazeta.pl łączy siły z PCPM, by wspierać Ukrainę. Sprawdź, jak możesz pomóc

Więcej o: