Szlakiem Pomorskich Miast: Od Bań do polskiego Carcassone

Kraina gotyku, ponurych legend, a swego czasu - raj dla piwoszy

Leżące na południe od Szczecina miasteczka jedną nogą zdają się tkwić w średniowieczu. Dostępu strzegą bramy, baszty i mury obronne. Wystarczy weekend, żeby je zwiedzić.

***

Wyprawę zacząłem od Bań, 50 km na południe od Szczecina (banią dawni Słowianie nazywali dół w ziemi, w którym była łaźnia parowa). Banie (niektórzy twierdzą, że lepiej mówić: Bania), dziś wieś, były niegdyś sporym miastem, a tutejszy kościół należał do największych i najpiękniejszych na Pomorzu - granitowa romańska budowla była jednak wiele razy przebudowywana. Tuż za plebanią wznosi się porośnięta bluszczem Baszta Prochowa, jedyny ślad po dawnych umocnieniach miejskich. Legenda mówi, że w jej podziemiach pochowany jest wielki mistrz zakonu Joannitów Detlev von Walmoden, zamordowany przez banian w 1399 r. (zabójstwo mistrza jest faktem historycznym) - być może dlatego wieżę oszczędzono podczas rozbiórki murów w XVIII w. Banianie mieli z zakonnikami na pieńku, bo jako właściciele pobliskiego jeziora nie pozwalali mieszczanom łowić w nim ryb. Na nietypowym, trójkątnym rynku w Baniach rośnie dąb Jagiełło o prawie 4-metrowym obwodzie.

Przy wyjeździe na Gryfino i Krajnik stoi gotycka kapliczka św. Jerzego, świadek tragedii, która w 1498 r. wstrząsnęła Pomorzem. A było to tak... Co roku w Wielki Piątek na odgrywane przy kapliczce misterium Męki Pańskiej zjeżdżali się wierni z całej okolicy. Owego roku role Jezusa i Matki Boskiej grała para narzeczonych. Rolę Longinusa, żołnierza rzymskiego, który włócznią przebił wiszącego na krzyżu Jezusa, zdobył starający się o dziewczynę mężczyzna. Podczas przedstawienia zazdrośnik zamiast w woreczek z czerwoną farbą trafił włócznią w konkurenta. Martwy "Jezus" zwalił się z krzyża wprost na "Matkę Boską" tak niefortunnie, że dziewczyna zginęła na miejscu. Początkowo publiczność nie zorientowała się, co się stało. Połapał się tylko aktor grający apostoła Jana - na oczach wszystkich zabił Longinusa. Widzowie ruszyli za nim i po krótkiej pogoni - zabili. Nieszczęsnych kochanków pochowano w kaplicy. Poruszony masakrą książę pomorski Bogusław ze Szczecina po wsze czasy zakazał odprawiania misterów w Baniach. Od tej pory na Pomorzu przez wieki krążyło przysłowie: "Skończyło się jak misterium w Baniach". Na froncie kapliczki zostały tylko metalowe haki, na których wieszano "Jezusa".

http://www.banie.pl

***

Z Bań pojechałem na południe do odległej o 9 km Swobnicy. Za wsią, nad jeziorem Grodziskim wznosi się zamek rycerskiego zakonu joannitów z potężną wieżą obronną. Rycerze osiedli najpierw w pobliskiej Rurce, ale w 1374 r. napadli na nich mieszczanie z Chojny - porwali stada bydła i owiec, zniszczyli kaplicę, ukradli cenną kadź do warzenia piwa. Komtur joanitów wyruszył ze skargą do papieża, ale chojnianie pochwycili go i miesiącami trzymali w wieży. Głodzili i urągali: "Niech ci papież teraz pomoże!" Gdy skarga w końcu dotarła do ojca świętego, rzucił on klątwę na mieszkańców Chojny. Ale rycerze postanowili poszukać sobie bezpieczniejszej siedziby. Dawno temu jezioro było większe i swobnicki zamek leżał na wyspie. Niestety, barokowa część mieszkalna powoli popada w ruinę, możemy sobie ją darować. Zamek leży na terenie prywatnym, ale jeśli grzecznie poprosimy stróża, na pewno nas wpuści. Mnie nigdy nie odmówił, a byłem tam kilka razy.

***

Jesteśmy w Chojnie, 15 km od Swobnicy. Nad liczącym 7 tys. mieszkańców miastem dominuje ogromna bryła kościoła Mariackiego z przełomu XIV i XV w. Wspaniała gotycka budowla jest zapewne dziełem słynnego szczecińskiego mistrza Heinricha Brunsberga. Wykonał tak m.in. kościoły św. Katarzyny w Brandenburgu i Najświętszej Marii Panny w Poznaniu oraz prezbiterium kościoła Mariackiego w Stargardzie. Jego oryginalny, ozdobny styl określany jest jako impresjonistyczny. Świątynia spaliła się podczas wojny i latami stała w ruinie (pamiętam, że na początku lat 90. w środku rosły krzaki i drzewa). Obecnie trwa odbudowa i do środka nie można wejść. Ale i od zewnątrz mury zdobione kolorową, glazurowaną cegłą robią niemałe wrażenie, podobnie jak postacie świętych we wnękach wieży. Naprzeciw kościoła zobaczymy bogato zdobiony późnogotycki ratusz (dziś ośrodek kultury i restauracja Rycerska). Dobrą kawę dostaniemy w ogródku gastronomicznym przed ratuszem.

Chojna szczyci się chyba najładniejszą gotycką bramą obronną w Polsce - czworoboczna Brama Świecka z czterema małymi wieżami broniła miasta od południowo-zachodniej strony. Na jednej ze ścian sterczy niewielka przybudówka - średniowieczna latryna. Za bramą, przy cmentarzu stoją malownicze ruiny gotyckiej kaplicy szpitalnej. W mieście zachowały się prawie kompletne mury miejskie i jeszcze jedna brama - Barnkowska (nie tak ładna jak Świecka).

Spacer wzdłuż murów najlepiej zacząć w parku przy ul. Wojska Polskiego, potem kierować się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Po kilkuset metrach dojdziemy do gotyckiego kościoła św. Trójcy, który należał kiedyś do zakonu augustianów. Zniszczone podczas wojny sklepienie zastąpiono zwyczajnym stropem, ale zachowały się pozostałości malowideł ściennych z XV w.

Spod łuszczącej się cienkiej kory prześwitują ni to guzy, ni muskuły, a jest tak wielki, że w jego spróchniałym pniu zmieściła się dziura wielkości pieczary - największy w Polsce platan klonolistny rośnie w trochę zdziczałym parku nad Rurzycą, tuż za murami miejskimi. Olbrzym (jak go nazwano) ma ponad 200 lat, 10,36 m obwodu, a w dodatku cały czas rośnie (uważany za największy dąb Bażyńskiego w Kadynach koło Elbląga ma 10,05 m). Nie wiadomo, kto i dlaczego posadził go właśnie tym miejscu.

Miłośnicy militariów powinni zobaczyć porzucone radzieckie lotnisko wojskowe na południe od miasta. Zostały pasy startowe i porośnięte trawą kopce - hangary z przesuwanymi betonowymi wrotami.

http://www.chojna.pl

***

Po kolejnych 12 km wjechałem do Trzcińska Zdroju. To miasto (wyjątkowo spokojne i czyściutkie), choć mieszkańców ma mniej niż niejedna wieś - zaledwie 2,5 tys. Drugi człon nazwy to pozostałość po odkrytych tu w XIX w. borowinowych źródłach, o których dawno już zapomniano. Prawie w całości zachowały się mury obronne z kamieni polnych (obejdziemy je w pół godziny) z 5 półkolistymi i 20 prostokątnymi czatowniami i dwiema basztami. Bramy są dwie - Chojeńska i Myśliborska, w tej drugiej drewniane, nabijane ćwiekami wrota i baszty. Na zewnątrz umocnień ciągnie się park, a na sporym odcinku mury biegną wzdłuż jeziora Trzygłowskiego. Na rynku stoi ratusz z XIII w. z poźnogotyckim szczytem, a nieopodal wczesnogotycki kościół MB Nieustającej Pomocy z ładnym sklepieniem gwiaździstym.

Jeśli zmęczy nas upał, podjedźmy do Strzeszowa, kilka kilometrów na północ od miasta, gdzie czeka kąpielisko nad czystym jeziorem Strzeszowskim.

W Trzcińsku wypada połowa podróży, więc możemy rozejrzeć się za noclegiem. Przy ul. Młyńskiej 4 są kwatery prywatne - dwójka za 80 zł, tel. (0-91) 414 82 12, 0509 071 506, a w Rowie przy drodze do Myśliborza - hotelik OHP, Rów 27a, tel. (0-95) 747 08 81, 747 23 84

http://www.trzcinsko-zdroj.pl/index2.htm

***

Myślibórz, 20 km na południowy-zachód od Trzcińska, liczy 12 tys. mieszkańców. Był niegdyś stolicą Nowej Marchii, niemieckiego państewka między Pomorzem a Wielkopolską.

Pełno tu zabytków z okresu świetności miasta. Mury z trzema bramami, koło rynku z XVIII-wiecznym ratuszem gotycki kolegiacki kościół św. Jana Chrzciciela z barokowym ołtarzem. W centrum w dawnej kaplicy św. Ducha ulokowano Muzeum Pojezierza Myśliborskiego, w którym zobaczymy m.in. rekonstrukcję dymarki - średniowiecznego pieca do wytopu żelaza, łodzie-dłubanki oraz banknoty, które emitował Myślibórz po I wojnie światowej (wtorek-piątek, 10-17, sobota 10-14, bilet 2 zł ). Wyjeżdżając z miasta w stronę Szczecina przy Bramie Nowogródzkiej zwróćmy uwagę na gotycką kaplicę św. Gertrudy, a przy wyjeździe w stronę Dębna Lubuskiego na późnogotycką, zanurzoną w ziemi Kaplicę Jerozolimską ufundowaną przez jakiegoś pielgrzyma w podzięce za szczęśliwy powrót do domu (kaplice wznoszono w średniowieczu, gdy w okresie wypraw krzyżowych upowszechnił się kult męki pańskiej i związanych z nią miejsc w Jerozolimie).

Prawie do samego centrum dochodzi jezioro Myśliborskie (duże i czyste) ze stanicą żeglarską, kąpieliskiem i ośrodkami wypoczynkowymi. Około 2 km za bramą Pyrzycką, na przesmyku pomiędzy jeziorami na stoku pagórka leży cmentarz wojenny z II wojny światowej - widać stąd całe miasto. Naprzeciw cmentarza znajdziemy niewielki prostokątny pagórek z miejscem na ognisko - pozostałość średniowiecznego grodziska.

http://mysliborz.fm.interia.pl/mysl/m3.htm

http://www.mysliborz.pl (noclegi)

dobrą opinię ma restauracja Myśliborzanka w rynku

***

Z Myśliborza skierowałem się do Lipian (15 km). W Renicach (połowa drogi) warto zatrzymać się na obiad w karczmie Wiking. Dobrze tam karmią, a w przerwie między daniami można popatrzeć na warchlaki, strusia i inne zwierzęta w minizoo obok lokalu.

Lipiany to 4-tysięczne zaciszne miasteczko przy drodze ze Szczecina do Poznania, niezniszczone przez wojnę. Przyjemnie jest posiedzieć na zielonym ryneczku. Przed słońcem możemy schować się w cieniu Dębu Pokoju, któremu niedawno stuknęło 200 lat. W styczniu 1816 r. dla uczczenia końca wojen napoleońskich, w okolicznych lasach wykopano 12-letniego dębczaka i uroczyście zasadzono na rynku.

Do barokowego ratusza w rynku przylega studzienka z płaskorzeźbą raczących się piwem mieszczan. Zachowały się dwie bramy miejskie: Pyrzycka i Myśliborska, za którą leży przesmyk między jeziorami. Jak opowiadał mi historyk Pomorza prof. Edward Rymar, w 1842 r. Otto von Bismarck (późniejszy sławny kanclerz Prus) służący wówczas w wojsku w Myśliborzu, wykazał się energią i odwagą. Ujrzawszy, że pławiący w jeziorze konia ordynans tonie, błyskawicznie zrzucił mundur, skoczył do wody i uratował go.

Lipiany sławne były w swoim czasie z piwa zwanego Zaczynaj i z osobliwego prawa. Każdy piwowar musiał przynosić rajcom miejskim do oceny piwo z nowego zacieru. Komisja obradowała w ratuszowej piwnicy. Najpierw z beczki ciągnął burmistrz, a potem kolejno według starszeństwa dziesięciu rajców. A ciągnęli tak mocno, że ostatniemu zostawały same fusy. W końcu rajca imieniem Piotr zbuntował się przeciwko piciu fusów i złożył skargę do samego księcia Waldemara. Odpowiedź przyszła szybko:

"My z bożej łaski książę Nowej Marchii podajemy wszem do wiadomości nasz rozkaz. Otrzymawszy skargi wyniesione przez poddanego naszego miasta Lipian Piotra, którego radni do picia ostatniej kropli piwa z dzbana zmuszają, rozkazujemy z całą powagą i każdemu burmistrzowi miasta, by w przyszłości tego postępowania unikał. Przyznajemy wszystkim mieszkańcom Lipian, a także i obcym prawo do do wolnego picia w ten sposób, że kto wypije ostatnią kroplę piwa prawo ma do rozpoczęcia nowej beczki. A kto zaś naszego rozporządzenia nie posłucha, winien będzie kary 100 groszy, z której połowa do naszej kasy, druga do kasy rady miejskiej uiszczana. Dano na zamku naszym w Kaliszu trzeciego dnia Wielkanocy roku 1479".

Dokument trzymano w ratuszu, zaginął dopiero w 1751 r. - Zapewne był to falsyfikat, bo książę Waldemar umarł w 1319 r., ale traktowano go serio - tłumaczy prof. Rymar. - Jeszcze w w XVIII wieku pisano: "Lipiany, przez swoje prawo i porządek picia wsławione... ". Koło rynku na wzgórzu stoi kościół Wniebowzięcia NMP z początku XIII w. Wewnątrz XVI-wieczna rzeźba św. Piotra i drewniane, pomalowane w ludowe wzory sklepienie.

Najlepszy widok na miasto roztacza się z długiego na kilometr półwyspu Storczyków, wcinającego się w głąb jeziora Wądół.

http://www.lipiany.pl/menu/3.dhtml

***

Z Lipian ruszyłem na północ i po 16 km byłem już w Pyrzycach (13 tys. mieszkańców). W parku przy wyjeździe na Suchań stoi kamienna studzienka św. Ottona z Bambergu. Ten niemiecki biskup to bardzo ważna postać w dziejach Pomorza. Na prośbę księcia Bolesława Krzywoustego podjął się ochrzcić Pomorzan, a swą misję zaczął w właśnie w Pyrzycach w 1124 r. Kamienną studzienkę z krzyżem wzorowaną na baptysterium Konstantyna Wielkiego w Rzymie wzniesiono 1824 r. w miejscu, w którym święty podobno ochrzcił pół tysiąca pogan.

Pyrzyce nazywane są czasem "polskim Carcasonne". Centrum otaczają 2-kilometrowe mury miejskie z trzema bramami. Były tak solidne, że przydały się jeszcze w 1945 r., gdy Niemcy bronili miasta przed Rosjanami. Dopiero po wysadzeniu w powietrze kilkudziesięciometrowego fragmentu muru, czerwonoarmistom udało się wedrzeć do centrum. Wzdłuż murów w miejscu dawnych wałów ziemnych ciągną się tereny zielone i trasy spacerowe. Na wysokości ul. Bankowej wznosi się Baszta Pijacka, niegdyś zamykano w niej mieszczan, którzy nadużyli trunku. Przed opuszczeniem tej "izby wytrzeźwień" strażnicy miejscy wymierzali im karę chłosty. Przy ul. 1 Maja zobaczymy okazały kościół Wniebowzięcia NMP z przełomu XIV i XV w. Jeszcze starszy jest stojący już za murami kościół poaugustiański MB Bolesnej z XIII w. przy ul. Staromiejskiej.

Pod miastem znajdują się złoża słonej wody o temperaturze 61 stopni C. Jest jej tyle, że ogrzewa większość budynków (kopcące kotłownie węglowe zlikwidowano).

http://www.pyrzyce.um.gov.pl

***

Do Szczecina zostało nam 50 km. Ale nie musimy pędzić. Po drodze, w Starym Czarnowie możemy odbić w lewo do Glinnej (to tylko kilka kilometrów) z ciekawym ogrodem dendrologicznym. Albo 3 km za Starym Czarnowem skręcić w prawo do Kołbacza, by obejrzeć średniowieczne opactwo cystersów.

Więcej o: