Pasażerowie o utrudnieniach dowiedzieli się w ostatniej chwili, przez co wielu z nich utknęło w długich kolejkach oczekując na odprawę na największych brytyjskich lotniskach - Londyn-Heathrow i w Manchester.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.
Jak podaje portal radiozet.pl, w ubiegłym tygodniu wielu pracowników brytyjskiej linii zgłosiło, że potwierdzono u nich dodatni test na koronawirusa, przez co nie mogą opuścić swojego mieszkania i pojawić się w pracy. Przewoźnik - mimo prób, nie był w stanie zapewnić załogi na wszystkie zaplanowane na loty.
EasyJet poinformował klientów w ostatniej chwili, przez co wiele osób nie zdążyło zmienić w jeden dzień swoich planów urlopowych czy biznesowych. Stracili przez pieniędze. Wielu z nich zapowiada żądania zwrotu kosztów w postępowaniu reklamacyjnym.
Rzecznik easyJet wydał oświadczenie, mówiące o tym, że winowajcą całego zamieszania jest COVID-19.
"W wyniku obecnych wysokich wskaźników infekcji COVID w całej Europie, easyJet, podobnie jak wszystkie firmy, doświadcza wyższych niż zwykle poziomów zachorowań wśród pracowników. Niestety, konieczne było dokonanie dodatkowych odwołań. Przepraszamy za wszelkie niedogodności, jakie może to spowodować dla klientów podczas lotów, których to dotyczy" - przekazał rzecznik prasowy easyJet.
Pełna nazwa brytyjskich tanich linii lotniczych to EasyJet Airline Company Limited. Jeżeli chodzi o wielkość firmy, to śmiało może konkurować z Ryanair czy Wizz Air. Przedsiębiorstwo zostało założone w 1995 przez przedsiębiorcę Steliosa Haji-Ioannou. Na chwilę obecną easyJet lata na 750 trasach pomiędzy 130 lotniskami w 31 krajach, także w Polsce.
Podroze.gazeta.pl jest dla Was i dla Was piszemy o podróżach, turystyce i wypoczynku. Nie oznacza to jednak, że nie pamiętamy i nie myślimy o Ukrainie. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie w tych miejscach: wiadomości.gazeta.pl, kobieta.gazeta.pl/ukraina.