Interesujesz się najnowszymi wydarzeniami? Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie gazeta.pl.
Doszczętne zniszczenie największego samolotu transportowego na świecie poruszyło wszystkich. Najbardziej zadziwiający był jednak fakt, że mimo realnej groźby ataku ze strony Rosji, A-255 Mrija cały czas pozostawała na terenie Ukrainy. Dlaczego zarząd firmy nie zdecydował się na przeniesienie samolotu w bezpieczniejsze miejsce? Głos w tej sprawie zabrał jeden z pilotów obsługujących tę gigantyczną maszynę, Dmitro Antonov, który oskarża firmę o bezczynność.
Jeszcze przed wybuchem wojny przedstawiciele Organizacji Traktatu Północnoamerykańskiego proponowali przedsiębiorstwu przetransportowanie samolotu w inne miejsce, na przykład do Polski. Firma nie skorzystała z tego rozwiązania, mimo że zagrożenie inwazją ze strony Rosji było realne. Pilot A-225 Mrija zarzucił jej ignorowanie ostrzeżeń płynących ze strony NATO.
Major Dmitro Antonov na swoim kanale na YouTube podjął temat dotyczący zniszczenia samolotu. Oskarżył on swoją firmę o to, że nie podjęła żadnej decyzji w sprawie przeniesienia Mriji.
"Mogliśmy przenieść maszynę do Rzeszowa albo do Lipska. Dlaczego do Lipska? Bo 26 stycznia zarząd firmy otrzymał oficjalne ostrzeżenie od przedstawicieli NATO za pośrednictwem Antonovo Logistics w sprawie pilnej relokacji samolotu. W informacji apelowano o pilne przeniesienie samolotu, personelu pokładowego czy część zamiennych w związku z nieuchronnym wybuchem wojny. Zarząd nie odpowiedział i nie podjął żadnej decyzji w sprawie transferu samolotu" - słowa pilota możemy przeczytać na stronie Fly4Free.
Podróże.gazeta.pl jest dla Was i dla Was piszemy o podróżach. Nie oznacza to jednak, że nie pamiętamy i nie myślimy o Ukrainie. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie w tych miejscach: wiadomości.gazeta.pl, kobieta.gazeta.pl/ukraina.