Ryanair nie wpuścił pasażerów na pokład. "Mam nadzieję, że dobrze śpicie w swoich łóżkach, bo my nie"

Ryanair nie wpuścił na pokład Brytyjczyków. Obsługa upierała się, że muszą okazać negatywne wyniki testów na COVID-19. Pasażerowie nie dość, że nie wrócili do domu na czas, wydali dodatkowe pieniądze, to jeszcze zderzyli się z czyjąś pomyłką. Zaszczepieni podróżni musieli okazać wynik testu przed odlotem, ale w październiku. Teraz ten przepis już nie obowiązuje.

Więcej informacji o Polsce i świecie przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Oni trują Europę. Polska elektrownia na czele listy

Becky MacInnes-Clark i jej partner Kurt Finch z Suffolk zgodnie z planem mieli wrócić z Rzymu do Londynu w czwartkowy wieczór. Kobieta posiadała wymagane dokumenty: ważny formularz lokalizacji pasażera oraz certyfikat szczepień. Mimo tego przy końcowym boardingu usłyszała, że nie poleci. Przedstawiciel Ryanaira wymagał od niej okazania negatywnego wyniku testu wykonanego w ciągu ostatnich 48 godzin.

ZugspitzePościg w Alpach. Polak uciekł ratownikom. Bał się, że zapłaci rachunek

"Zapytałam, czy jest jakieś miejsce na lotnisku, w którym możemy zrobić ten test. Powiedziano, że 'nie', kazano odejść i porozmawiać z informacją lotniskową" - mówiła w brytyjskich mediach.

W punkcie informacyjnym para otrzymała wskazówki, że test można zrobić, ale poza lotniskiem. Zaczęła się gonitwa z czasem. Brytyjczycy znaleźli taksówkę, która kosztowała ich 60 euro (ok. 270 zł) w obie strony, a uczynny taksówkarz pomógł im załatwić testy poza kolejnością, a potem zabrał ich z powrotem na lotnisko. Niestety, zanim zdążyli wrócić, samolot już odleciał.

Co pozostało im zrobić? Sprawdzili aktualne przepisy, upewnili się, że test w ich przypadku nie był wymagany i udali się do biura Ryanair. Tam usłyszeli, że pracownicy nie mogą im pomóc, a pasażerowie mają zarezerwować online lot następnego dnia rano za 288 euro (ok. 1330 zł).

"Kiedy odważyliśmy się poprosić o pieniądze na zakwaterowanie lub taksówkę, przedstawiciel Ryanair wyszedł i zamknął drzwi" – relacjonuje MacInnes-Clark i dodaje, że pary nie stać było już na hotel, ponieważ nowe bilety, testy i taksówka kosztowały ich ponad 350 euro (ponad 1600 zł).

Ryanair po cichu wprowadził zmiany, które ucieszą szczególnie rodziny i opiekunów podróżujących z dziećmiRyanair znosi obowiązkowe opłaty za wybór miejsca w samolocie. Po cichu

Nie mamy innego wyjścia

Myśleli, że przeczekają na lotnisku, ale o godz. 23:00 policja kazała im i kilku innym pasażerom opuścić terminal. Noc spędzili na przystanku autobusowym.

MacInnes-Clark nagrała wiadomość, której adresatem był Ryanair i opublikowała ją w mediach społecznościowych. 

"Nie spodziewałam się, że będę spać pod wiatą autobusową, bo ktoś zdecydował, że wylatując z Włoch, potrzebujemy testu COVID-19. Nie ma tego na rządowej stronie internetowej, ale oni nie chcieli nas słuchać. Macie szczęście, macie od nas kolejne 270 euro plus inne wydatki, a my śpimy pod wiatą i mamy nadzieję, że jutro polecimy waszą linią, bo nie mamy innego wyjścia. Mam nadzieję, że wszyscy dobrze śpicie w swoich łóżkach, bo my nie" – słyszymy słowa kobiety na nagraniu.

Następnego dnia Brytyjczycy weszli na pokład samolotu lotu bez problemów. Przy czym, nikt nie poprosił ich o przedstawienie wyniku testu przed odlotem. Do domu w Suffolk wrócili z około 20-godzinnym opóźnieniem, o godz. 16:00 w piątek po południu - "zdumieni i wykończeni" – jak powiedziała MacInnes-Clark. Ryanair jak dotąd nie skomentował całej tej sytuacji.

Źródło: "The Independent"

Więcej o: