Żyła złota pod Tatrami. To nie hotel czy restauracja

Tatry wciąż przeżywają oblężenie. Pandemia skłoniła w tym roku wielu Polaków do spędzenia urlopów w Polsce. Wędrowanie po górach wymuszało więc dużo cierpliwości, bo kolejki były niemal wszędzie. Do busów, do kolejki na Kasprowy Wierch, na Giewont, a nawet na parking. Emocje sięgały zenitu. W pewnym momencie dwóch kierowców pobiło się o miejsce postojowe. Tatrzański Park Narodowy informuje, że w tym roku na szlaki weszło 1 mln 580 tys. turystów, a portal Natemat.pl donosi o złotym biznesie pod Tatrami.

Z wyliczeń redakcji Natemat.pl wynika, że najbardziej dochodowym biznesem nie są wcale hotele i pensjonaty, lecz miejsca postojowe. "Złoty biznes to parcela, na której sprzedaje się miejsca parkingowe w Zakopanem i na okolicznych terenach" – stawia tezę dziennikarz.

Zobacz wideo Policja pokazała weekendowe obrazki spod Tatr. Tłumy na ulicach i stokach

Za 30 minut parkowania miejskiego trzeba zapłacić od 1 zł, a za pierwszą godzinę 3 zł. Na prywatnych parkingach ceny zaczynają się od 15 zł za dzień postoju i mogą wynieść 30 zł, a nawet i więcej. Najwięcej zapłacimy za postój tam, gdzie rozpoczynają się szlaki prowadzące w Tatry. 30 zł za samochód osobowy i 60 zł za autokar. Na Palenicy Białczańskiej i Łysej Polanie, skąd można ruszyć do Morskiego Oka, trzeba zapłacić 35 zł za samochód osobowy i 70 zł za autokar.

W środku sezonu wciąż tych miejsc postojowych brakowało, dlatego TPN wprowadził sprzedaż miejsc parkingowych wyłącznie on-line. E-bilety obowiązują także poza sezonem. Gdy podliczymy, że parkingi mieszczą ok. 1100 pojazdów, to wychodzi nam dzienny przychód w wysokości niemal 40 tys. zł. Co w ciągu dwóch miesięcy daje kwotę ponad 1 mln zł.

Miejsca parkingowe sprzedają się jak świeże bułeczki, nic więc dziwnego, że aby wydzierżawić teren pod parking w rejonie Wierchu Porońca, trzeba zapłacić 421 tys. zł, w Dolinie Małej Łąki 43 tys. zł, a za parking w rejonach ronda, skąd można ruszyć do Kuźnic, ponad 66 tys. zł.

Problem z parkowaniem aut, a raczej intratny interes, chcą wykorzystać także inni. Jak grzyby po deszczu powstają prywatne parkingi. Natemat.pl uczula, że większość z nich działa w sposób półlegalny. Wciąż w planie zagospodarowania przestrzennego teren ten oznaczony jest jako łąka lub teren zielony.

Najazd aut

Na problem z parkowaniem w Zakopanem zwracają uwagę również mieszkańcy i czytelnicy. Swego czasu kij w mrowisko wbiła kobieta, która skarżyła się, że turyści przyjeżdżający do jej miasta są biedni, bo chcąc uniknąć opłaty za parkowanie, blokują jej wejście do domu.

"Od kilku dni przed domem parkują mi różni turyści, blokują totalnie przejście chodnikiem, ludzie muszą chodzić po asfalcie, auta zajeżdżają trawnik przy jednym z ośrodków" – pisała kobieta. - "Ciężko wyjechać spod domu, bo auta zasłaniają widoczność".

Tłumy turystów w ZakopanemMieszkańcy Zakopanego skarżą się na turystów. "Widać, że biedaki"

Czytelniczka zwraca uwagę, że choć przy głównej ulicy są wolne miejsca parkingowe, urlopowicze postanowili zaoszczędzić. "Stały pod domem trzy dni. A obok, przy głównej ulicy są wolne miejsca parkingowe. Tylko z parkomatem. Widać, że to biedaki, co ledwie na nocleg wysupłały, ale na parking ich już nie stać" – nie ukrywa ironii i zdradza, że rano wsiadła do swojego auta i zrobiła rundkę po zakopiańskich uliczkach.

List, który napisała do "Tygodnika Podhalańskiego" odbił się szerokim echem. Czytelnicy postulowali utworzenie więcej parkingów w przystępnych cenach. Jeden z internautów zaproponował, aby na parking zagospodarować cały pas pomiędzy torami a Zakopianką aż do Poronina. "Dogadać się z ludźmi. Dać miejsca pracy, tanie bilety całodobowe, stworzyć infrastrukturę transportową i każdy będzie zadowolony, a miasto odetchnie, ale do tego trzeba pomysłu, chęci, współpracy z obywatelami i konkretnych działań, a nie planowania i tylko planowania".

Źródło: Natemat.pl / "Tygodnik Podhalański"

Więcej o: