Dymek dzieli Polaków. A plaża jest jak wielka popielniczka

Palacze i niepalący spotykają się na plaży. Jedni jadą po jod, a inni ich podtruwają. Inni szukają muszelek, a znajdują... pety w piasku. Kolejni podnoszą hasła o wprowadzeniu zakazu palenia czy o wydzieleniu specjalnych miejsc na plaży. Wszyscy zgodzą się, że plaża jest jak wielka popielniczka.

"Chciałabym zwrócić uwagę na bulwersujące zachowanie kobiety, która przebywała na plaży miejskiej w Gdyni. Nie byłoby tego listu, gdyby pani zastosowała się do mojej prośby i zdecydowała posprzątać po sobie, tak jak ją poprosiłam. Po drugim wetkniętym w piasek papierosie zwróciłam jej uwagę, żeby po sobie posprzątała. Kosz na śmieci stał dosłownie w zasięgu dwóch kroków. Po upomnieniu, że w miejscach publicznych nie można palić, spotkałam się z komentarzami od tej rodziny, że pierwsze słyszą, po czym odpalony został kolejny papieros. Wstawiły się za mną jeszcze dwie osoby mówiące, że dym im też przeszkadza, że bawią się tu dzieci i później wykopują pety z piasku. Mówili też o tym, że ludzie nie mają kultury. Jak widać, nie zawstydziło to wypoczywającej rodziny, ponieważ do momentu mojego zejścia z plaży papierosy nie zostały wyrzucone do kosza" – pisała pani Oliwia do serwisu trojmiasto.pl.

Postanowiliśmy sprawdzić, co myślą Polacy na temat palenia na plaży i pozostawiania niedopałków w piasku i na dwóch forach internetowych zapytaliśmy ich o zdanie. Trzeba przyznać, że nie spodziewaliśmy się takiej dyskusji.

Niepalący mają dość

– Byliśmy z maluchem, jeszcze pieluchowanym, w Sopocie i na plażę zabieraliśmy ze sobą niemal wszystko, nawet specjalne woreczki na zużyte pieluszki i śmieci, bo zauważyliśmy, że nad morzem nie ma zbyt wielu koszy. Gdy opuszczaliśmy plażę, nic po nas nie zostało – zauważa pani Joanna.

Pani Kasia natomiast należy do tych osób, które mają w sobie na tyle odwagi, żeby reagować. – Kiedy widzę, jak ktoś gasi papierosa w piasek, to podchodzę i zwracam uwagę. Daję reprymendę jak siedmiolatkowi, który zniszczył tapetę. Szlag mnie trafia, kiedy widzę takie zachowania. Zwykle nikt nie dyskutuje, ale kiedy trafi się ktoś marudny i pyskuje, to zawsze mam wsparcie w mężu. Ja 150 cm w kapeluszu (ratlerek), mąż 190 cm (rottweiler).

 – My również zwracaliśmy uwagę – dodaje pani Ola. – Gorąco, słońce pali, a tu jeszcze dym papierosowy, który śmierdzi bardziej niż zwykle. Plaża to jest przecież miejsce publiczne, obok spało moje dziecko. Pan grzecznie zgasił i jeszcze dostał reprymendę od żony.

Tylko w Gdańsku przy ładnej pogodzie zbiera się 14 ton śmieciTylko w Gdańsku przy ładnej pogodzie zbiera się 14 ton śmieci Africa Studio / shutterstock

Palacze deklarują, że po sobie sprzątają

Głos w dyskusji zabierają również palacze. Niektórzy się oburzają, kolejni zapewniają, że gdy mają ochotę zapalić, to starają się oddalić, żeby nikomu nie przeszkadzać. Większość deklaruje, że po sobie sprząta.

– Odczepcie się od nas, palaczy, co? – denerwuje się pani Wiera. – Ja nie mam ochoty oglądać obleśnych facetów z wielkim brzuchem, z kolejnym piwem w ręku, wrzeszczących, niewychowanych dzieci, którym nie można zwrócić uwagi. A grille już wam nie śmierdzą? Czysta hipokryzja.

– Na plażach jest tyle puszek i butelek, i różnych pojemników po jedzeniu "niepalących", że zawsze mam z czego zrobić popielniczkę, którą wyrzucam przy wyjściu – zauważa pani Justyna.

A pan Eryk dodaje, że na pety są bardzo proste rozwiązania, wystarczy świadomość. – Ja mam zawsze kieszonkową popielniczkę, noszę ją zawsze, na plaży, na szlaku, w mieście, wszędzie tam, gdzie palę. Problemu dymu papierosowego nie rozumiem, może dlatego, że nie korzystam z zatłoczonych plaży i jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby komuś to przeszkadzało - zauważa internauta.

Natomiast do dobrego wychowania nawiązuje Lucy. – Sprzątanie po sobie to nie jest kwestia palenia, tylko kultury. Ja palę, mój chłop pali, ale zawsze, gdy palimy, znajdujemy "tymczasowe popielniczki", które potem wędrują do kosza.

– Jestem palaczem, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy palić na plaży! Przecież my, palacze, nie jesteśmy sami, ale zachowujemy się odwrotnie! Chcesz zapalić, to idź w inne miejsce, a potem niedopałek wyrzuć do kosza! To jest chyba tak samo jak z innymi śmieciami wyrzucanymi gdziekolwiek lub z toaletą w pociągu. U siebie tak nie zrobię, ale w miejscu, które "jest wspólne", mogę – nie kryje emocji pani Vanessa.

Kolejna internautka zauważa, że problem nie leży w paleniu, a w tym, co palacze pozostawiają po sobie. – Jeśli ktoś chce palić, to niech pali, tylko niech nie zostawia petów. Sama nie palę od dawna, chłopak jest palaczem nałogowym. Nie pali w domu, tylko przed wejściem, i pety wrzuca do słoika, a potem do kosza, na plaży to samo, do szklanej butelki, a potem do kosza. Staramy się rozkładać w takim miejscu, by nie było dzieci wokół nas (głównie ze względu na swój spokój, ale, jak widać, dla nich również są to korzyści). To samo, jeśli chodzi o picie, grunt to zachować kulturę i posprzątać po sobie – zauważa Nicole.

W teorii wszyscy zachowują się jak należy

Na takie deklaracje denerwuje się pan Jarek. Może rzeczywiście akurat te osoby nie rzucają słów na wiatr, ale pety w największym stopniu zanieczyszczają polskie plaże.

– Teraz nagle wszyscy sprzątają po sobie pety do puszek i butelek, tylko jak prowadzimy monitoring odpadów na polskich plażach, to na odcinku kilometra znajdujemy około trzech tysięcy niedopałków (i to tylko to, co jest widoczne dla oka, a ile ich jest pod piaskiem?!). Ciekawe, skąd się one biorą? Zapewne ze śmietników wiatr je nanosi na plażę – ironizuje pan Jarek. – Bądź co bądź, znam wiele osób, które zabierają ze sobą niedopałki papierosów. Prowadziłem akcję liczenia odpadów na plażach przez IMGW i nie raz na moich oczach osoby, które mówiły, że sprzątają po sobie, zostawiały "jeżyki" z petów. I to m.in. pani, która była "aktywistką" ochrony przyrody, zostawiła po sobie 11 petów wbitych w piasek!

W Polsce zakaz palenia na plaży obowiązuje w kilku miastachW Polsce zakaz palenia na plaży obowiązuje w kilku miastach Stely Nikolova / shutterstock

Zakaz palenia na plaży

Podczas dyskusji padają różne propozycje rozwiązań. – A może by tak wyznaczyć strefy dla palaczy, w których postawiono by popielniczki, żeby nikt nie siedział na kocu obok i nie dmuchał niepalącym – zastanawia się jedna z osób. – Nie chciałabym być na plaży w towarzystwie osób palących – zastrzega Weronika.

Najczęściej pada jednak propozycja wprowadzenia zakazu palenia na plażach. Na terenie gdańskich kąpielisk obowiązuje całkowity zakaz palenia. Na podobne przepisy zdecydowały się też m.in. Świnoujście, Kołobrzeg, Ustronie Morskie i Darłowo. Natomiast np. na plażach w Międzyzdrojach czy Krynicy Morskiej już takiego zakazu nie ma. Dlaczego tak się dzieje? Urzędnicy z nadmorskich miejscowości przyznają wprost, że zakaz palenia na plażach trudno egzekwować. Turyści i tak robią, co chcą, bo miasta, szczególnie w sezonie, zwyczajnie nie są w stanie tego w pełni kontrolować.

– Musi podnieść się nasza kultura życia codziennego. W dobrym tonie jest unikanie palenia, jeśli jedna osoba leży na plaży obok drugiej. Przecież to może zwyczajnie komuś przeszkadzać – zauważył w rozmowie z Gazeta.pl Mirosław Kędziorski, komendant Straży Miejskiej w Kołobrzegu.

Pytamy, ile mandatów wystawiono w Gdańsku. – Od początku czerwca strażnicy wystawili 644 mandaty za palenie wyrobów tytoniowych w miejscach objętych zakazem na terenie Gdańska. Nie prowadzimy szczegółowych statystyk dla plaż – informuje Marta Drzewiecka ze Straży Miejskiej w Gdańsku. Dane te dotyczą wszystkich miejsc objętych zakazem palenia (np. na przystankach i dworcach), a nie tylko miejsc nad morzem. Wysokość mandatu wynosi od 20 do nawet 500 zł. Strażnicy przyznają, że i u nich trudno jest przyłapać palacza na gorącym uczynku.

– Ze względu na ogromną liczbę plażowiczów i jednocześnie ograniczoną liczbę strażników miejskich, którzy w ramach posiadanych uprawnień muszą reagować na wiele różnych wykroczeń, egzekwowanie zakazu palenia wyrobów tytoniowych na plażach jest utrudnione – mówi w rozmowie z nami Marta Drzewiecka.

Jednym z popularnych kurortów, które nie zdecydowały się na wprowadzenie zakazu palenia, jest Krynica Morska. – Prowadziliśmy rozmowy na ten temat zakazu palenia na plaży, ale ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na taki krok. To byłby martwy przepis – mówi w rozmowie z Gazeta.pl Monika Czajkowska, wiceprzewodnicząca rady miejskiej w Krynicy Morskiej. – Nie mamy straży gminnej, poza tym problemu nie rozwiążą zakazy, lecz edukacja – dodaje.

I rzeczywiście wiele samorządów inwestuje w materiały edukacyjne. Na Monciaku w Sopocie o negatywnym wpływie niedopałków na środowisko informuje tablica informacyjna. Władze miasta mają nadzieję, że palacze zmienią swoje nawyki i przestaną śmiecić.

Rośnie też świadomość wśród samych palaczy. Spora grupa deklaruje, że z własnej woli odchodzi "na dymka" w ustronne miejsca, by nie przeszkadzać innym plażowiczom. Wiadomo, że można także palić w przeznaczonych do tego ogródkach różnych punktów gastronomicznych oraz restauracji znajdujących się w pobliżu plaży. I cieszy, nawet jeśli to tylko płonne zapewnienia, że sprzątają po sobie.

Sprzątanie plaż to spory wydatekSprzątanie plaż to spory wydatek Larina Marina / shutterstock

Na sprzątanie trzeba wydać spore pieniądze

Pety nad morzem to naprawdę poważny problem. Organizacja Ocean Conservancy od 34 lat prowadzi akcję sprzątania plaż i to niedopałki były najczęściej znajdowanym śmieciem. W 2018 roku na 30 tys. kilometrów plaż znaleziono 2,4 miliona petów. To więcej niż liczba znalezionych butelek, foliówek, pudełek po jedzeniu i prawie cztery razy tyle, ile plastikowych słomek.

Choćby Gdańsk na sprzątanie plaż w ubiegłym roku wydał prawie pół miliona zł. Sam wywóz śmieci nie wystarczy, konieczne jest także mechaniczne przesiewanie piasku.

Akcja sprzątania plaży w Gdańsku zaczyna się od 15 kwietnia i trwa do 14 października. Dzień w dzień z nadmorskich kąpielisk wywożonych jest od kilku do nawet 14 ton śmieci. Do sprzątania zatrudnionych jest 50-60 osób. Ale to jeszcze nic. Aby usunąć odłamki szkła czy pozostałości po palaczach, konieczne jest także przesiewanie piasku. Jak wygląda ten proces? Najpierw na plażę wjeżdża przesiewarka, która usuwa większe zanieczyszczenia, np. gałęzie. Następnym etapem jest oczyszczanie terenu przez przesiewarki, które posiadają trzy rodzaje sit usuwające mniejsze zanieczyszczenia typu niedopałki papierosów czy kapsle. Koszt przesiewania stumetrowego odcinka plaży wynosi od 49 do 131 zł brutto.

– Liczba odpadów jest ściśle uzależniona od panującej pogody. Utrzymuje się w granicach od pięciu do 14 ton dziennie. Przykładowo: w ciągu słonecznego tygodnia firma wywozi dwa duże kontenery, czyli 14 ton szklanych butelek. Do najczęstszych zanieczyszczeń należą niedopałki papierosów czy kapsle – mówił w rozmowie z Dziennikiem Bałtyckim Jędrzej Sieliwończyk z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

W Sopocie plaże sprzątane są od maja do września. Choć nawet trudno to sobie wyobrazić, w każdy pogodny weekend tylko z plaży miejskiej w Sopocie usuwane są średnio trzy tony odpadów, z czego aż 800 kg to śmieci pozostawione nie w koszach, a na piasku. W tygodniu zbieranych jest natomiast ok. 500 kg nieczystości. 

W ubiegłym roku za sprzątanie plaż miasto Gdańsk zapłaciło 400 tys. zł, Sopot 475 tys. zł, a najwięcej Gdynia – 820 tys. zł.

Śmieć numer jeden 

Niedopałki papierosów są śmieciem numer jeden nie tylko na polskich, lecz także światowych plażach. A do tego stanowią zagrożenie dla zwierząt. Ptaki lub zwierzęta morskie mogą pomylić je z jedzeniem. Ponadto są one toksyczne z powodu zgromadzonych substancji z dymu papierosowego i mogą skazić wodę.

– Zwierzęta nie wiedzą, że mogą się spodziewać rzeczy niejadalnych. Połknięcie celowe lub przypadkowe może spowodować blokadę któregoś z odcinków układu pokarmowego – tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl mgr inż. Bartłomiej Arciszewski ze Stacji Morskiej im. Profesora Krzysztofa Skóry, działającej przy Instytucie Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.

Trzeba też pamiętać, że pet nie jest "niewinnym" odpadem. Filtr wykonany jest z tworzywa sztucznego. Jego rozłożenie zajmuje lata, wcześniej zaś filtr może rozpaść się na malutkie cząstki – tzw. mikroplastik – który jest jeszcze trudniejszy do usunięcia.

– Poza tym przenika wodą np. do organizmów zwierząt, a przy okazji wydziela toksyny, które dostają się do gleby i do wód morskich. Jedna trzecia niedopałków trafia na ulice. Bardzo dużym problemem są niedopałki na plaży, ponieważ jest to odpad mały i ciężko go wyłapać podczas mechanicznego oczyszczania – mówiła w rozmowie z Polskim Radiem Natalia Kłoska-Hander z Wydziału Inżynierii i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Sopotu.

Dominika Wojcieszek, kierowniczka Centrum Edukacji Akwarium Gdyńskiego, w rozmowie z Gazeta.pl zauważa, że "wcześniej mówiono głównie o słomkach plastikowych, które zaśmiecają ocean, a od kilku lat jest nowy trend: filtry papierosów".

Nietrudno więc zauważyć, że alarmowanie o pladze niedopałków na plażach nie jest atakiem wymierzonym w palaczy. Warto pamiętać o konsekwencjach swojego zachowania. To nie jest "niewinne" zachowanie i "niewinny" odpad.

Więcej o: