Narzekaliście na lockdown? 38-latka spędziła siedem miesięcy w Arktyce

To się nazywa prawdziwa izolacja! Włoszka spędziła za kołem podbiegunowym siedem miesięcy. "Przez COVID-19 straciłam pracę przewodniczki. Pandemia wywróciła całe moje życie do góry nogami, ale postanowiłam niewygodę zamienić w okazję. Nie mogłam już podróżować z jednego kontynentu na drugi i wtedy otrzymałam propozycję poprowadzenia pensjonatu w Arktyce. Gdybym odmówiła, resztę życia spędziłabym, zastanawiając się, co by było gdyby" - mówiła Valentina Miozzo w HuffPost.

Valentina Miozzo to podróżniczka i blogerka, która gdy akurat nie jest w Indiach, Senegalu czy w innych odległych krajach – swoją stałą bazę ma we Włoszech, a dokładnie w regionie Emilia-Romania, w magicznej Modenie. Promuje także turystykę zrównoważoną. Gdy pandemia uderzyła we Włochy, Valentina jak większość osób na świecie, musiała porzucić swoje podróżnicze plany i gdy oswajała się z tą myślą – nagle dostała propozycję, żeby przeprowadzić się do Kongsfjord, maleńkiej miejscowości leżącej w Norwegii, a właściwie za kołem podbiegunowym, aby tam poprowadzić pensjonat.

Valentina MiozzoValentina Miozzo Valentina Miozzo / Instagram

Mówi o sobie, że choć metrykalnie ma 38 lat, to zdążyła już zebrać doświadczeń życiowych na miarę osiemdziesięciolatki, a entuzjazm wciąż jej nie opuszcza. Energia w niej buzuje tak, jakby miała 25 lat.

Szybko więc zdecydowała się na wyjazd. Dopiero gdy znalazła się na miejscu, dotarło do niej, z czym będzie się mierzyć. Modena to niemal 200-tysięczne miasto, a Kongsfjord to maleńka osada, w której żyje 28 mieszkańców, położona w Arktyce. Najbliższy szpital oddalony jest o około 320 km, najbliższy sklep o ok. 40 km. Zakupy więc robi się raz na tydzień lub dwa tygodnie, oczywiście pod warunkiem, że droga jest przejezdna. Zimą wiatr wieje z prędkością przekraczającą nawet 120 km/godz.

W listopadzie i grudniu musiała mierzyć się z prawdziwymi egipskimi ciemnościami. "Wszyscy czekamy na słońce po dwóch miesiącach ciemności, ale nawet noc daje tutaj niezwykłe pokazy jak zorza polarna. Spektakularne cudowności. Wszystko, co muszę zrobić, to spojrzeć na niebo, aby przypomnieć sobie o wspaniałej Matce Naturze. Kiedy nauczymy się nie tylko ją podziwiać, ale i szanować?" – pisała na Facebooku.

W Vanity Fair przyznawała: "Kiedy zobaczyłam zorzę polarną, te szalone kolory w środku ciemności, pomyślałam, że to znak. Nagle poczułam się tak, jakbym nie była w Europie, a w dzikim miejscu. Ja, która dużo podróżowałam po ciepłych krajach, zaczęłam doceniać mróz. I zrozumiałam, że kiedy jest ciemno i zimno, musisz znaleźć w sobie energię". Prawdziwym wyzwaniem w tak odległym miejscu, nie były więc minusowe temperatury, a brak słońca, którego każdego dnia wypatrywała.

"Melodia, której słucham każdego dnia to fale morza i wiatr. Światło wraca tu powoli! Jeszcze słońce nie wschodzi, ale dzięki refrakcji światła w atmosferze widzimy te kolory w okolicach południa" - napisała w mediach społecznościowych. 

Po czym dodała uradowana: "21 stycznia słońce wzejdzie o godz. 10:43 i będę na to czekać! To będzie najpiękniejszy i doceniony wschód słońca w moim życiu!" – pisała na Facebooku.

Valentina MiozzoValentina Miozzo Valentina Miozzo / Instagram

Później jednak okazało się, że ciemność wcale nie jest najtrudniejsza. "W rzeczywistości trudniej jest żyć ze światłem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Od połowy maja do połowy lipca niebo nad Kongsfjord jest rozświetlone o północy. A organizm nie akceptuje faktu, że jest noc, kiedy jest jasno, więc trudniej zasnąć" – mówiła w CNN.

Podróżniczka zwróciła też uwagę, że za koło podbiegunowe nie dotarł koronawirus. Kongsfjord było prawdziwie wolnym miejscem od COVID-19. Podczas jej siedmiomiesięcznego pobytu nikt nie zachorował, a ona ani razu nie musiała zakładać ochronnej maseczki na twarz.

Podróżniczka podczas przebywania w Arktyce, dowiedziała się czegoś o sobie. "Kiedy jeździłam do gorących krajów, czerpałam energię z zewnątrz, od innych, z klimatu i atmosfery. Wchodziłam w interakcje z innymi ludźmi. Kiedy znalazłam się w takim miejscu, całkowicie odizolowanym, musiałam się nauczyć znajdować energię w sobie. Zwłaszcza gdy przez dwa miesiące nie ma światła, a mimo to musisz się obudzić i rano wstać" - przyznała w CNN.

To pierwsza cenna obserwacja Włoszki, żeby zwrócić się ku sobie i szukać motywacji do działania wewnątrz siebie. Zwraca też uwagę, że choć miejsce, do którego trafiła, jest w granicach Norwegii, to nie da się go porównać z inną częścią tego kraju. "Klimat, światło, ciemność – wszystko jest inne. Nie mieszkałam w Norwegii. Mieszkałam w arktycznej tundrze" - przyznawała w wielu wywiadach.

Pandemia wytrąciła podróżniczkę z utartych schematów. Wcześniej wybierała raczej kraje i miejsca o cieplejszym klimacie. Mieszkała w Indiach, Indonezji i Senegalu, a także rok w Azji Południowo-Wschodniej. Ale nie żałuje swojej decyzji. Mimo że jej kontrakt się zakończył trzy miesiące temu, wydłużyła swój pobyt w Arktyce o kolejne dwa miesiące. Wynajęła tu dom, a teraz razem z poznaną tu Eugenią ruszyły razem do Svalbardu. Najbardziej na północ wysuniętej zamieszkałej osady na świecie, gdzie trzeba pamiętać, żeby przed wyjściem z domu zabrać strzelbę, bo można spotkać niedźwiedzia polarnego. Kolejnym przystankiem będą Lofoty. Razem z przyjaciółką będą pracowały w hotelu.

Miozzo przyznaje, że podróże pozwalają jej głębiej poznać siebie i ubolewa, że dla innych mają one inny charakter: "Jesteś za granicą i musisz sobie zrobić zdjęcie z tygrysem lub tubylcem, po czym opublikować w mediach społecznościowych. Szkoda, że zwiedzanie świata przeżarł ekshibicjonizm" - mówiła w CNN. 

Podczas pracy nad artykułem korzystałam z CNN, Vanity Fair, Huffing Post, Metropolitano  i Facebooka podróżniczki.